Specjalnie wynajęci ochroniarze będą pilnować, by przy stokiach w ogródkach na krakowskim rynku nie siadali roznegliżowani i hałaśliwi Anglicy. Wszystko po to, by uniknąć sytuacji, gdy pijani i półnadzy turyści zaczepiali i straszyli spokojnych ludzi. A tak było w Krakowie choćby w zeszłym roku.
"Dzięki obrazkom gołych Anglików ganiających po Rynku w świat poszła fama, że w Krakowie można robić dosłownie wszystko. Najwyższy czas coś z tym zrobić, w przeciwnym razie staniemy się stolicą plebejskiej rozrywki" - przyznaje w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Leszek Lejkowski, przewodniczący Stowarzyszenia Gastronomików Rynku Głównego. "Nie wyobrażam sobie, aby w Wenecji na placu św. Marka został obsłużony niekompletnie ubrany klient" - dodaje.
"Restauratorzy, którzy będą przymykać oko na takich klientów, muszą się liczyć z tym, że zwiną ogródki. Rozwiążemy z nimi umowę" - uprzedza Tadeusz Czarny, dyrektor wydziału spraw administracyjnych krakowskiego magistratu.