Jest pochmurno, deszczowo, szaro, brzydko. Idealny dzień na początek depresji. Ten dzień mnie wykończył, a wizja kąpieli przy świecach jest jeszcze daleka. Dzieli mnie od niej sterta prania do
prasowania i góra naczyń do mycia. Rano w poczekalni u lekarza spotkałam dwie Bardzo Eleganckie Panie prowadzące Bardzo Mądrą Rozmowę na Ważne Tematy Zawodowe. Jedna z nich, Bardzo Ważna
Kierowniczka Sklepu Spożywczego - po kilkunastu minutach łaskawie włączyła mnie do rozmowy pytaniem: "A pani czym się zajmuje?". "Wychowuję dwójkę dzieci"
- odpowiedziałam. Kilka sekund ciszy, wymiana porozumiewawczych uśmiechów i odpowiedź: "Hmm..., to urocze". I stałam się powietrzem. Nacisnęła mi pani na odcisk, Pani
Kierowniczko. Na odcisk, o którego istnieniu nie miałam pojęcia.
Zastanawiam się, dlaczego tak wkurzyła mnie ta sytuacja. Przecież sama sobie takie życie zaplanowałam - najpierw rodzina, potem praca. Problem jednak w tym, że te wredne baby miały rację. Ja
Matka Polka jestem postrzegana jako gorszy gatunek kobiety. Robię podsumowanie swojego życia. Mam 27 lat i od siedmiu lat jestem ciągle w ciąży, karmiąca albo wychowująca dzieci! Umknęło mi,
że nowoczesne kobiety muszą pracować i mieć: rodzinę, oryginalne hobby, egzotyczne wczasy, odjazdowe spotkania z przyjaciółkami i regularne wizyty w SPA.
Klasycznej polskiej kobiecie około 18. roku życia powinna wyrastać dodatkowa para rąk.
Na razie jednak muszą mi wystarczyć moje dwie - jedną myję okno, drugą mieszam grzyby na patelni. Ale przed Wigilią obiecuję sobie: manicure, maseczka, kolor na włosy.
Padam na nos. Nie zrobiłam maseczki ani manicure, odrosty straszą. Święta mnie dobijają. Jestem tak padnięta, że nie mam siły cieszyć się ich atmosferą, spokojem (jakim spokojem?).
Kolejny rok do przodu, tym razem jednak z głową pełną planów. Postanowienia noworoczne:
1. Idę do pracy!
2. Schudnę!
3. Zadbam o siebie, nie tylko o innych!
4. Będę szczęśliwa...
Złożonych podań - 26. Zainteresowanie - zero. Nikt mnie nie chce. Odwiedziłam wszystkie szkoły i przedszkola w promieniu 15 kilometrów od domu. Nigdzie nie potrzebują wykwalifikowanej siły
roboczej. Potencjalni pracodawcy uprzejmie, acz chłodno przyjmują podanie i z przyzwoitości zadają kilka pytań. W tym obowiązkowe: "Ma pani dzieci? Taaaak? 6 lat i 2 lata... to jeszcze
małe? Zwolnienia? Opieka? Dyspozycyjność?". Czyli trzeba być studentką albo emerytką. A ja sobie sprytnie zaplanowałam, że w trakcie studiów "załatwię sprawę" z
dziećmi i jak je trochę przysposobię do życia w społeczeństwie, to będę mogła zająć się karierą. Widocznie jednak mój plan ma luki. Jest mi smutno.
Gdy byłam mała, zamykałam oczy i wyobrażałam sobie, że jestem księżniczką, którą wszyscy uwielbiają, kochają i obsługują. Wyobrażałam sobie niekończące się luksusy i poczucie spełnienia. Teraz zamykam oczy i marzę, by przetrzymać kolejny dzień. Wieczory są długie i skłaniają do rozmyślań - kim jestem i do czego w życiu doszłam? Co po sobie zostawię? Czy moje dzieci są moim największym osiągnięciem? Od płaczu pieką oczy.
Mam pracę!!! Pierwsze wrażenie niezłe. Dyrektorka miła. Koleżanki lekko zdystansowane, ale sympatyczne. Dzieciaki słodkie, cudowne, urocze i ... głośne. Dziś zostałam sama z trzylatkami. To
nie dzieci, to potwory! 25 par ironicznych oczu wpatrywało się we mnie i czekało, by wyśmiać każdy mój ruch. 5 koszmarnych godzin.
Potwory zaczynają mieć ludzkie rysy. Niektóre mają nawet imiona. Praca robi się nie tylko przyjemna, ale nawet zabawna! Dziś na przykład śliczna Majeczka cały dzień gryzła się czymś, w
końcu przy podwieczorku wyznała mi na ucho, że tatuś nauczył ją bardzo brzydkiego wierszyka. Wyostrzyłam pedagogiczne zmysły, a ona zawstydzona wyszeptała: "Żyrafa w tym gównie
żyje...".
Te dzieciaki to najbardziej naturalne i autentyczne istoty na świecie. W mojej pracy widzę tylko jeden minus: rodzice. Banda trzydziestolatków z przerostem ambicji. Firmowe ubrania, niezachwiana pewność siebie, egoizm i przekonanie o swojej doskonałości, i oczywiście doskonałości swoich dzieci, których byle przedszkolanka nie ma prawda "naprawiać". Dzieci, które muszą być idealną wizytówką swoich idealnych rodziców.
Wczoraj Kuba powiedział pierwsze całe zdanie: "Kotek idzie do Kuby". Oczywiście nie przy mnie... Kiedy dzieci zasnęły, zamknęłam się w łazience i nie mogłam przestać
płakać. Wylałam w ręcznik cały stres związany z pracą, tęsknotę za dziećmi, mężem, leniwymi porankami, nicnierobieniem, zabawami, tarzaniem się na podłodze. Dziś w pracy wyglądałam
jak upiór. Potworki przyglądały mi się podejrzliwie i nawet nie rozrabiały jak zwykle. I po raz setny zadawałam sobie pytanie: "Po co mi to?". Zostawiam własne dzieci, by
zająć się cudzymi! Zastanawiam się, dlaczego zawsze po powrocie do domu czeka na mnie stos naczyń, góra prania i niezadowolona rodzina. Bo bałagan, bo zadanie domowe za trudne. A ja mam
ochotę wrzasnąć: DAJCIE MI WSZYSCY ŚWIĘTY SPOKÓJ!!! Mama wzrusza ramionami: "Pracująca kobieta tak już ma".
Kobieta musi się wypłakać. Regularnie, co najmniej raz w miesiącu nadmiar wrażeń, złe emocje i uczucia są z organizmu wydalane przez łzy. Tymczasem dziś rano okazało się, że słońce
świeci tylko dla mnie. Dzieci zrobiły na śniadanie pyszne grubaśne kanapki z dwucentymetrową warstwą masła. Mąż zaplanował rodzinną wycieczkę. Idylla.
Okazuje się, że moje dzieci umieją sprzątać swoje pokoje! Dlaczego wcześniej nie wpadłam na to, by dać im odkurzacz do ręki? Jestem zdumiona, szczęśliwa i zła na siebie, że nie zrobiłam
tego wcześniej. Okazuje się poza tym, że mąż też ma dwie ręce! I nawet jest w stanie zmusić je do mycia naczyń! W przedszkolu cyrk! Chłopcu, który od paru miesięcy bezskutecznie próbuje
się ożenić, powiedziałam, że jego żona będzie nazywać się tak jak on. Po chwili przybiegł do mnie z płaczem, bo on NIE ZNA ŻADNEJ DZIEWCZYNKI O IMIENIU WOJTEK! Rozpaczał dwie
godziny.
Za 5 dni przedstawienie z okazji Dnia Matki, a moje dzieciaki jeszcze nie umieją ról i nie potrafią się skupić na próbach. To będzie katastrofa!
Cudowny dzień! Piękny, wzruszający, doskonały. Banda płaczących ze wzruszenia mam i szczęśliwie dzieci. A najszczęśliwsza ja!
Święta minęły tak jak zawsze marzyłam: spokojnie i bez stresu. Postanowienia noworoczne? Mam tylko jedno: nic nie zmieniać! Nie jestem idealna, ale w tym roku odkryłam na nowo siebie i swoją
rodzinę. Praca nauczyła mnie, co jest ważne. Wciąż jestem Matką Polką. I jestem szczęśliwa!