Dziennik Gazeta Prawana logo

Sąsiad nie ufa już sąsiadowi

2 czerwca 2008, 01:20
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Zamknięte nowe osiedla, do których wprowadzają się ludzie bardzo do siebie podobni - młodzi i dobrze zarabiający - wbrew zamierzeniom nie łączą mieszkańców. To tu najgorzej układają się stosunki sąsiedzkie. Jak wynika z najnowszych badań, mieszkańcy tych osiedli nie tylko nie nawiązują ze sobą bliskich relacji, ale prawie połowa nie miałaby nawet komu zostawić kluczy w razie wyjazdu albo poprosić o podlewanie kwiatów - czytamy w DZIENNIKU.

Okazało się, że mieszkańcy elitarnych osiedli i apartamentowców są zbyt podobni do siebie, a to nie sprzyja budowaniu kontaktów. Według profesor Marii Lewickiej, psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego, która od lat prowadzi badania nad relacjami sąsiedzkimi, im bardziej różnorodna grupa społeczna, tym lepiej układają się te relacje.

To, że podobieństwo nie pomaga potwierdza Piotr Szczepański z Warszawy. Od kiedy zajął się ratowaniem kamienicy, w której mieszka, jest zmuszony do utrzymywania stałych kontaktów z sąsiadami. "Moim największym zaskoczeniem było to, że najgorzej dogadywałem się z osobami, które mają tak jak ja wyższe wykształcenie" - mówi.

Jak wykazały badania w takich zamkniętych społecznościach nie sprawdzają się nawet osiedlowe fora internetowe, które w teorii mają integrować. I owszem, na początku ludzie sobie nawzajem w sieci doradzają, gdzie kupić najlepsze kafelki, gdzie jest najbliższy sklep, przedszkole. Szybko jednak forum staje się platformą nie pomocy sąsiedzkiej, ale miejscem... donosów. Wpisy dotyczą głównie tego, że sąsiad źle parkuje, albo że psy sąsiadki spod czwórki nie noszą kagańca.

Zanik więzi sąsiedzkich dotyczy również blokowisk. Na jednym z gdańskich mieszka Stefan Chwin, prozaik i eseista. Jak podkreśla, zajmuje z rodziną sam szczyt betonowego wieżowca. "Dzięki temu relacje z sąsiadami są sporadyczne, przez to mniej dokuczliwe i dla nas, i dla nich" - mówi DZIENNIKOWI. "Mieszka tu tyle osób, że często nie rozpoznaję twarzy w windzie. I nie specjalnie mi to przeszkadza" - zaznacza. Tłumaczy, że na to, jak kształtował się jego stosunek do sąsiadów, mogły wpłynąć doświadczenia z dzieciństwa.

Mieszkał z rodzicami w takiej dzielnicy Gdańska, gdzie sąsiedzi prowadzili ze sobą nieustanne wojny, na przykład o płot, który w nocy mógł zmienić miejsce położenia. Ciągłe napięcia miały źródło także w pochodzeniu mieszkańców. Część to byli warszawiacy, część wilniuki, a część gdańscy autochtoni. "To była mieszanka z lekka wybuchowa, bo ludzie mieszkali zbyt blisko siebie i ciągle wtykali nos w cudze sprawy. Każdy wiedział, co robią inni" - opowiada Chwin.

Taka bliskość nie przeszkadza jednak Manueli Gretkowskiej, która mieszka w domu pod Warszawą. Badania potwierdzają, że najlepsze kontakty układają się w mniejszych miejscowościach. Pisarka z zaskoczeniem odkryła, że w jej miejscowości kwitnie życie sąsiedzko-towarzyskie. "I to nie dlatego, że mieszkają tu bogaci warszawiacy, którzy przeprowadzili się z miasta. Ale właśnie mieszanka ludzi z różnych środowisk" - mówi DZIENNIKOWI Gretkowska. "Dzięki temu, ja sama dowiedziałam się o wielu problemach, o których nie miałam pojęcia. Pomogło to, że ludzie widzą się w różnych sytuacjach, a nie tylko przez chwilę w windzie."

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj