O sprawie poinformował na swojej stronie internetowej lokalny tygodnik "Kurier Podlaski". Według jego publikacji, do 61-letniego mężczyzny w stanie zagrożenia życia przyjechało w miniony czwartek w nocy wezwane pogotowie ratunkowe. Mężczyzna był reanimowany; podjęto decyzję o przewiezienie go do powiatowego szpitala w Siemiatyczach. Jak informuje dziennik, "w szpitalu zastano drzwi zamknięte na łańcuch", nie udało się wnieść tam pacjenta ani wejść ratownikom.
Jak podaje portal, lekarka ze szpitala odmówiła przyjęcia pacjenta, a mężczyzna znowu wymagał reanimacji. - podał "Kurier Podlaski".
Na miejsce została przez dyspozytora karetki wezwana policja. Jak powiedział oficer prasowy KPP w Siemiatyczach st. sierż. Kamil Jaroć, powiadomienie dotyczyło tego, że lekarz siemiatyckiego szpitala nie chce przyjąć pacjenta z karetki. Gdy policjanci przyjechali na miejsce od załogi karetki dostali informację, że pacjent żyje. - dodał.
Zaznaczył, że wszystkie dalsze czynności były prowadzone pod nadzorem prokuratury. Chodzi o Prokuraturę Rejonową w Bielsku Podlaskim.
Jak powiedział szef bielskiej prokuratury Adam Naumczuk, przyjęty obecnie kierunek śledztwa dotyczy narażenia pacjenta - przez osoby zobowiązane do opieki nad nim - na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania jego śmierci.
Prokurator przyznał, że śledztwa ma też jeszcze jeden wątek - dotyczy on przyczyn targnięcia się przez tę osobę na własne życie; pacjent trafił bowiem do szpitala po próbie samobójczej. W tym wątku śledczy będą więc sprawdzać, czy można mówić o przestępstwie namowy lub udzielenia pomocy do targnięcia się przez tę osobę na własne życie.
Sprawę we własnym zakresie wyjaśnia też siemiatycki szpital. - poinformował dyrektor szpitala w Siemiatyczach Andrzej Szewczuk, w specjalnym oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej tej placówki.