Przychody największych 25 koncernów zbrojeniowych na świecie wzrosły w 2019 r. średnio o 8,5 proc. W sumie potentaci osiągnęli sprzedaż na poziomie 361 mld dol. Prawie połowa tej kwoty przypada na amerykańską wielką piątkę, czyli firmy Boeing, General Dynamics, Lockheed Martin, Northrop Grumman i Raytheon.

Reklama

Z danych opublikowanych wczoraj przez Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem (SIPRI) wynika, że wśród 25 największych firm zbrojeniowych świata aż 12 jest ze Stanów Zjednoczonych. W tym gronie znalazły się dodatkowo cztery firmy chińskie i dwie rosyjskie. I choć wzrost przychodów tych pierwszych był mniejszy niż średnia wzrostu największych, to firmy z Federacji Rosyjskiej zanotowały wręcz spadek obrotów. – Chińskie firmy zbrojeniowe są beneficjentem programów modernizacyjnych Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej – tłumaczy analityk SIPRI Nan Tian. Analogicznie wygląda sytuacja na rynku rosyjskim, gdzie popyt wewnętrzny się zmniejszył, co odbiło się na wynikach finansowych tamtejszych przedsiębiorstw.

Największy koncern zbrojeniowy nad Wisłą – Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ) – w ostatnich latach plasował się w siódmej albo ósmej dziesiątce. Za 2019 r. tych dalszych miejsc rankingu jeszcze nie opublikowano, ale nie ma co się spodziewać radykalnej poprawy. W 2018 r. było to miejsce 74., rok wcześniej – 75., a w 2016 r. 78. We wcześniejszych latach były to miejsca 64. i 61., z tym że trzeba pamiętać, iż obroty są przeliczane na dolary amerykańskie, więc istotny wpływ na miejsce w rankingu mają również wahania kursowe. Przychody spółek związanych z PGZ w tych latach oscylowały wokół 5 mld zł rocznie.

Nie zmienia to faktu, że ostatnie pięć lat dla państwowej zbrojeniówki w Polsce to czas, w którym nie doszło do żadnego przełomu, co zauważają nawet bliskie Prawu i Sprawiedliwości związki zawodowe. „Dziś niestety musimy stwierdzić, że ten czas został zmarnowany. Żadnych istotnych zmian konsolidacji sektora, wielokrotne zmiany zarządu PGZ, brak skutecznego nadzoru właścicielskiego, nominacje zarządów spółek oparte na protekcji, a nie fachowości, brak koncepcji dalszego funkcjonowania sektora – to wszystko powoduje, że z wielkim niepokojem i troską patrzymy na przyszłość naszej branży” – napisał w listopadowym stanowisku Stanisław Głowacki, szef Krajowej Sekcji Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”.

Mimo że oficjalnie nie są znane jeszcze przychody wszystkich podmiotów PGZ za 2019 r., to jej prezes Andrzej Kensbok ujawnił na łamach DGP, że Grupa będzie miała zysk operacyjny, ale sytuacja jest daleka od idealnej. – Mamy korekty finansowe, których musieliśmy dokonać. One sprawiły, że wynik finansowy netto za 2019 r. jest ujemny. Strata na poziomie sprawozdania jednostkowego wynosi ponad 1 mld zł i jest spowodowana czynnikami, które mają charakter historyczny. Na ubiegłoroczny wynik wpływ mają również lata poprzednie. Główną przyczyną straty jest wycena certyfikatów grupy Mars, której dokonuje niezależny podmiot wyceniający – tłumaczył prezes.

Tak jak w przypadku innych krajów, dla polskiej zbrojeniówki kluczowym klientem jest rodzime wojsko. Problem w tym, że tych najnowocześniejszych produktów, które kupuje Wojsko Polskie (np. samoloty F-35 czy system obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej Patriot), PGZ nie produkuje, a zdolności do poważnego eksportu wciąż są tylko w sferze zapowiedzi kolejnych zarządów. Dobrym przykładem tego, jak (nie) wychodzi nam sprzedaż uzbrojenia za granicę, jest kołowy transporter opancerzony Rosomak. Mimo wielkich zapowiedzi, m.in. o eksporcie na Słowację, za granicę udało się sprzedać zaledwie kilkadziesiąt sztuk. Problem wynika w dużej mierze z tego, że to nie polska strona jest właścicielem licencji, co wprowadza ograniczenia w sprzedaży rosomaków krajom trzecim.

Epokową zmianą w tym zakresie może być ukończenie certyfikacji zdalnie sterowanej wieży (ZSSW) o kalibrze 30 mm, w którą można wyposażyć wspominane rosomaki i inne pojazdy dla wojska. Produkt przeszedł już praktycznie wszystkie testy i teraz trwa biurokratyczny proces certyfikacji w resorcie obrony. Jest to o tyle nowa jakość, że najważniejsze elementy systemu są w polskich rękach (konsorcjum tworzą będąca częścią PGZ Huta Stalowa Wola jako lider i WB Electronics). – Popyt na światowym rynku jest na to duży, a rozwiązanie należy do najlepszych na świecie – mówi nasz rozmówca z jednej z tych firm. Gdy proces testowania się zakończy (a trwa już ponad pięć lat), radykalnie wzrosną szanse na wzrost przychodów eksportowych PGZ.