Gdyby fundamentaliści rzeczywiście chcieli chronić życie nienarodzonych, powinni się zająć raczej budowaniem świata bardziej przychylnego matkom dzieci niepełnosprawnych, ale jak wiemy chodzi im raczej o symboliczne zwycięstwo w wojnie idei, o dominację ideologicznego konstruktu nad najintymniejszą sferą kobiecego ciała, nie o życie, bo przecież w świecie otwartych granic nie sposób zmusić do rodzenia dzieci niezdolnych do dalszego życia nikogo poza kobietami najbiedniejszymi, pozbawionymi sieci wsparcia i możliwości finansowych do załatwienia sprawy za granicą. Tym kobietom współczuję najbardziej i winien im jestem solidarność i poparcie, z przykrą świadomością tego, jak niewiele takie deklaracje są warte - napisał Szczepan Twardoch.

Reklama

Na pociechę, jakkolwiek wątłą, dodać mogę, iż przekonany jestem, że akcja wyzwala reakcję i nie minie dekada, a pani Godek żyć będzie musiała w kraju, w którym kwestia praw reprodukcyjnych kobiet i praw osób LGBT+ przynajmniej zacznie zbliżać się do europejskiej normy. Kaja Godek, prawnicy z Ordo Iuris, biskupi, którym kalendarz zatrzymał się na roku 1995 będą się w tym kraju czuć paskudnie i bardzo dobrze, i mam nadzieję, że ani na chwilę nie zapomną, kto rozpoczął tę wojnę - dodał w swoim wpisie.

"Nie ma nic gorszego dla polityczki niż uwierzyć we własną propagandę"

W dalszej jego części padły słowa krytyczne wobec Marty Lempart.

Tymczasem pani Marta Lempart, której słuchałem dziś rano w radio, uważa, że najistotniejsza w tym sporze jest kwestia PRAWORZĄDNOŚCI i tego, czy trybunał jest naprawdę trybunałem, czy nie. Jakby to "praworządność" nie prawa reprodukcyjne kobiet były tu najważniejsze. Dla Lempart każdy, kto nazywa ten "wyrok" "wyrokiem" kłamie i jest pisowskim kolaborantem. I mówi Lempart tym kodziarskim, zużytym slangiem, mówi wyłącznie o tym, powtarza to do znudzenia, wyrok, praworządność, wzywa do buntu wszystkich prokuratorów i lekarzy, policja oczywiście już nie jest policją, każdy, kto współpracuje z "pisowskim reżimem" w jakimkolwiek wymiarze jest kolaborantem i zostanie rozliczony - stwierdził pisarz.

Jego zdaniem dzieje się to "tylko w barwnej wyobraźni pani Lempart", a Jarosław Kaczyński nie mógł jego zdaniem wymarzyć sobie lepszego przeciwnika, niż "kogoś, kto całą energię słusznego, społecznego gniewu kanalizuje w legalistyczne fantazmaty obce znakomitej większości społeczeństwa, kto maksymalizuje postulaty do wymiaru absolutnie nierealnego i w nieskończoność obiecuje rewolucję, której nie będzie".

Po dziesięciokroć powtórzone "idziemy po was", podczas gdy się w tym wyimaginowanym marszu nie uczyniło zbytnich postępów u "nich" powoduje już tylko wesołość. Nie ma nic gorszego dla polityczki niż uwierzyć we własną propagandę. Pozostaje mieć nadzieję, że energia kobiecego gniewu jest tak wielka, że nawet marnowana w końcu zmiecie tę władzę nie przez wyimaginowane rewolucje, ale w zwykły, demokratyczny sposób - stwierdził.