Krówkomat liczy wiernych

Reklama

Wchodząc do kościoła wierny bierze cukierek z krówkomatu, a gdy mordoklejek zabraknie, oznacza to, że w świątyni został osiągnięty limit osób, które mogą tam przebywać.

"Dziękuję za zrozumienie i uszanowanie porządku, jaki obowiązuje w naszym kościele. Przepraszam szczególnie tych, którym brakło miejsca w kościele" – napisał na swoim Facebooku proboszcz Janusz Badura.

Musiałem spojrzeć parafianom w oczy. I przepraszać, gdy już zabrakło cukierków, a zarazem miejsca w środku. W normalnych czasach chodzę wokół kościoła i wiernych zaganiam do środka, a teraz muszę wyganiać – mówi ksiądz w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim.

Proboszcz powiedział, ze krówki miał z Caritasu.

Obecnie w kościele może przebywać 65 wiernych, więc wielu parafian zostaje na zewnątrz. Ale przygotowaliśmy im też miejsca, drzwi są przeszklone, więc widać ołtarz – mówił proboszcz Badura.