Dziennik Gazeta Prawana logo

Śmierć Izy z Pszczyny. Lekarze bali się oskarżeń o nielegalną aborcję? NAGRANIE

20 stycznia 2022, 11:26
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Śmierć 30-letniej Izy z Pszczyny. Protest przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji
<p>Śmierć 30-letniej Izy z Pszczyny. Protest przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji</p>/Agencja Wyborcza.pl
Jej śmierć wywołała protesty dotyczące zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Czy rzeczywiście lekarze, którzy zajmowali się 30-letnią Izabelą, obawiali się, że zbyt wczesne wywołanie poronienia będzie uznane za nielegalną aborcję? Dziennikarze programu "Uwaga! TVN" dotarli do nagrań. 

Po śmierci 30-letniej Izabeli przez Polskę przetoczyła się fala protestów. Zarówno protestujący, część polityków, jak i organizacje kobiece wskazywały na ustawę antyaborcyjną jako przyczynę zwłoki lekarzy. Prorządowe media nie zgadzały się z tym, uznając, że był to po prostu błąd medyczny. Faktem jest, że przez wiele godzin nie podejmowano żadnych racjonalnych działań, by ratować Izabelę.

– mówi prof. Mirosław Wielgoś, Konsultant Krajowy w dz. Perinatologii.

30-letnia Izabela była w 22. tygodniu ciąży, a płód nie miał szans na przeżycie. Od 23. tygodnia można mówić o wywoływaniu porodu bez względu na to, czy dziecko przeżyje. Natomiast do 22. tygodnia nie może być mowy o wywoływaniu porodu, a tylko - poronienia.

– przekonuje szwagierka pani Izabeli.

Nagranie: Jesteśmy w pewnym klinczu formalno-prawnym

Szwagierka 30-latki, tuż po jej śmierci, zanim sprawa przedostała się do mediów, rozmawiała z jednym z pszczyńskich medyków, próbując dowiedzieć się, dlaczego wcześniej nie doprowadzono do terminacji ciąży, skoro wiadomo było, że płód nie przeżyje. Rozmowę nagrała. Rozmowa ta nie była dotąd emitowana. Publikujemy ją ze względu na ważny interes społeczny.

- słyszymy w nagraniu.

O komentarz do tych słów poprosiliśmy prof. Krzysztofa Czajkowskiego, Konsultanta Krajowego w dz. Położnictwa i Ginekologii.

- przekonuje.

– dodaje prof. Czajkowski.

Czy zdaniem konsultanta lekarze nie mają takich wątpliwości?

– stwierdza prof. Czajkowski.

"Podlegamy pod paragrafy karne"

- słyszymy na jednym z nagrań. I dalej:

- wskazuje medyk.

- zaznacza kobieta.

- usłyszała w odpowiedzi.

- skwitował medyk.

Nagranie zaprezentowaliśmy w Śląskiej Izbie Lekarskiej, która prowadzi postępowanie w związku z wydarzeniami w szpitalu w Pszczynie.

– mówi Alicja van der Coghen ze Śląskiej Izby Lekarskiej. I dodaje: - Nie może być tak, że lekarz będzie bał się podjąć konkretnych działań, ze względu na odpowiedzialność, że będzie myślał, czy za taki a nie inny czyn, nie trafi do więzienia.

Lekarze, którzy w feralnym czasie zajmowali się panią Izabelą, nie chcą komentować nagrania. Odmawia także szpital.

Fragmenty nagrania zacytowaliśmy Rzecznikowi Praw Pacjenta.

  – mówi Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta. I dodaje:

"Cały czas jej mówili, że to serce bije"

Do wniosku, że życie kobiety jest zagrożone, lekarze doszli około szóstej rano. Tymczasem pani Izabela już po godzinie 9 dnia poprzedniego wysyłała SMS-y: do mamy, męża, szwagierki i brata. We wszystkich wyraźnie pisała, że lekarze powiedzieli jej, że ze względu na ustawę antyaborcyjną musi czekać, aż płód sam obumrze lub rozpocznie się akcja porodowa. Potwierdza to pacjentka z łóżka obok.

– mówi kobieta.

Prześledźmy;

8:55 – 30-letnia Izabela trafia do szpitala. Bardzo szybko dowiaduje się, że dziecko nie ma szans na przeżycie.

O 9:31 pisze: „Dzięki ustawie muszę leżeć i nic nie mogą zrobić”.

Minutę później dodaje: „Zaczekają aż umrze lub coś się zacznie, jeśli nie, ekstra, mogę spodziewać się sepsy”. „Bo przyspieszyć nie mogą, musi serce przestać bić lub coś się zacząć”.

10:13 – „Nie mogą sprowokować porodu, jeśli płód żyje”, „Mogę sepsy dostać, bo już się czuję jakby mnie choroba zbierała”.

11:34 – wyniki badań. Podwyższone CRP, stan zapalny. Już wówczas pani Izabela kwalifikowała się do indukcji poronienia.

11:54, rozmowa z bratem: - Czyli dają coś na poród, żeby wywołać?  - Nie mogą – odpowiada 30-latka.  - Takie mają procedury, taka ustawa - pisze po raz kolejny. - Baba jak inkubator – dodaje.

"Moje życie zagrożone, a ja mam czekać"

Zdaniem prof. Mirosława Wielgosia nie podjęto działań, „które w momencie występowania objawów klinicznych powinny być podejmowane”.

– zaznacza.

Wieczorem bliscy 30-latki dostali kolejne kilkanaście SMS-ów.

22:56 -"Moje życie zagrożone, a ja mam czekać", napisała.

Około 1, przy wysokiej gorączce i bardzo niskim ciśnieniu, Izabela dostaje paracetamol.

O godzinie 4:20 - nospę i relanium. Profesor Czajkowski pisze w opinii: "kuriozalne jest podanie pacjentce z objawami wstrząsu relanium i leku rozkurczowego".

O 4:30 - lek przeciwzakrzepowy.

Do wniosku, że życie pani Izabeli jest zagrożone lekarze z Pszczyny dochodzą o godzinie 6 rano. Pięć godzin po alarmujących i 18 godzin po pierwszych objawach wstrząsu septycznego, gdy pani Izabela faktycznie jest już umierająca.

Co może wpływać na takie opóźnienie zajęcia się pacjentką?

– mówi prof. Mirosław Wielgoś. I dodaje: -

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło X-news
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj