Zaraz po studiach w Oxfordzie i Cambridge przeprowadził się do Londynu, ale często mieszka w Niemczech i wykłada na amerykańskich uniwersytetach. Swoją dwujęzyczność wykorzystał jako autor znakomitych wielokrotnie nagradzanych tłumaczeń nowoczesnej prozy niemieckiej. Jest też znawcą i wielbicielem literatury środkowoeuropejskiej, szczególnie poezji Zbigniewa Herberta. Ale język i tematyka jego utworów nie przypominają w niczym chłodnego tonu polskiego mistrza - przeciwnie, bliżej mu do kolokwializmu amerykańskich poetów konfesyjnych. Jeden z nich, Robert Lowell, stał się nawet bohaterem akademickiej rozprawy pisarza. Z drugiej strony Hofmann jest również koneserem łacińskiego antyku oraz autorem "Antologii poezji niemieckiej XX wieku". Wiersze z tomu "Nights in Iron Hotel" przyniosły mu Cholmondeley Award, a tom "Acrimony" nagrodę Geoffrey Faber Memorial. Swoje wiersze najczęściej wypełnia drobiazgowym zapisem intymnego doświadczenia. Manifestuje własną prywatność, skupia się na psychologicznej autoanalizie i kreuje postmetafizyczny nastrój rezygnacji przemieszany z tęsknotą podsycaną śladami utraconej tradycji religijnej. Zdegradowane miejsca, banalne sytuacje, pozbawione egzotyki podróże zdają się coś ukrywać... A może tylko drażnią, kusząc możliwością przebicia murów konieczności.
p
"Katechizm"
Ojciec zagląda do rozświetlonego salonu
ze słowami: "Jesteś tu?". Tak, jestem
w tym jego białym jak obłok skórzanym fotelu,
z jedną nogą nie nazbyt lekceważąco na stole,
czytam "Bezbożną młodość" Horvatha. Wychodzi
prychając, z kamienną twarzą, bez słowa,
niewidzialny człowiek, ucina wszelkie spekulacje.
"Noce w hotelu Żelazny"
Łóżka mamy obok siebie, odległość szpitalna;
zsuwam je. Słomkowe sploty na ścianach
dają efekt widokówki z Palm Beach:
drinki na rumie, z rurką, w tropikalnym barze.
Położenie lustra wobec szafy przypomina
pokój, w którym kiedyś byłem dość szczęśliwy.
Nasze uczucia są teraz krótsze i szybsze.
Wyznajesz mi nową niewierność; tym razem
z pewnym puzonistą. Jego czułe miłosierdzie...
Przez całą noc rozmawiamy o rozstaniu.
Radio budzi nas automatyczną melodyjką;
przewrotnie nazywasz ją kołysanką.
Oddajemy się wzajemnym znieczuleniom,
naszej niezdolności do działania. Seks to luksus,
eksport z ekonomicznie zdrowej strefy fizyczności.
Telewizor nieprzerwanie emituje
oszałamiający socrealizm dla nietrzeźwych.
Gimnastyczka wije się jak ogłuszona ryba.
(Praga)
"Sielanka"
Odbicia w szybach, ciemniejszych niż kiedyś, okażą się ledwie
widoczne, a w żółtym murze pojawią się świeże pęknięcia.
Zamiast mleczarza i gazeciarza, nadejdą zapewne
śmiertelnie blade ulotki z pizzerii, bezczelne oferty
pożyczek będą napływać do skrzynki na listy.
Systematycznie zaczną odcinać nam media,
dawne zlecenia wpadną w próżnię nieaktualnego miejsca
zamieszkania, chociaż nikt tu nigdy dużo nie gotował
i nie kąpał się za często, nie dzwoniło się stąd - piecyk
zastopuje spontaniczny zapłon, a lodówka wstrzyma swoje
murmurando - nie zostanie nic prócz zgniłej woni gazu.
Kurz okręci się na rurach, przywrze do oplatającej druty
izolacji; w końcu wszystkie kąty skryją się pod precyzyjnie
wyplecioną pajęczyną. Rdzawe plamy, pleśń i próchno
barwnie rozpanoszą się po brzegach dziur w suficie, będzie
wiało z wywietrzników; mchy i trawy, nawet te prześliczne
polne kwiatki, brzoza karłowata, niechby i hortensja,
wychylą główki ze szczelin między deskami
podłogi. Stos zbędnych książek wyrośnie
(kto by to przeczytał) na uciechę molom;
pokolenia przedsiębiorczych żuczków i korników
złożą swoje ciała na zagraconych powierzchniach.
Jakiś gołąb (albo parka) odciśnie łapkę na zaśniedziałym zlewie,
pogrążony w myślach, tocząc dookoła tępym wzrokiem,
stąpał będzie po królewsku na różowych palcach.