Dziennik Gazeta Prawana logo

Kwiatkowski: Moja telewizja nie była na sznurki

5 września 2009, 08:23
Ten tekst przeczytasz w 14 minut
Kwiatkowski: Moja telewizja nie była na sznurki
Inne
"Fajny facet" - tak o sobie mówi Robert Kwiatkowski, prezes TVP z czasów, gdy SLD był u władzy. Jednak wywiad, jakiego udzielił DZIENNIKOWI, jest ostry i pełen emocji. Kwiatkowski przyznaje, że nie ceni braci Kaczyńskich i zapewnia, że nie przeprosi za nic, co za jego czasów działo się w TVP.

Jak to Kwiatkowski.


Staram się pana rozbawić.


Pamiętam. "Brunatny Robert" się przyjęło, "Telewizja Białoruska oddział w Warszawie" też.


Nie wróciłem. Ja nigdy nie wychodziłem.


Trzeba utrzymać rodzinę, utrzymać się na powierzchni. Byłem doradcą gospodarczym, pracowałem w firmie PR-owskiej, a teraz jestem prezesem Hawe, spółki telekomunikacyjnej notowanej na giełdzie.


A jest tak?


To śmiałbym się do rozpuku.


Zwłaszcza teraz nie narzekam, uśmiechnęło się do mnie ostatnio kilka razy.


Tak.


Staram się. Jeśli tylko prosi mnie o opinię, robię wszystko, by udzielić mu rzetelnej odpowiedzi.


Nie, moje poglądy są znane, nazywam je centrolewicowymi. Grzegorz jest bardziej zdecydowany w swojej lewicowości, ale jak widać, nie przeszkadza mu to w pytaniu mnie o zdanie.


Wygląda na sympatycznego.


Trzeba pytać tych, którzy poznali go na tyle blisko. Mnie nie było to dane.


A są jakieś negocjacje?


Ależ skąd, panie redaktorze!


O żadnych negocjacjach nie będziemy rozmawiali, choćby dlatego, że jeśli mam jakąś rolę do odegrania, to ją odgrywam, a nie biegam po Warszawie i się tym przechwalam.


Ani nie potwierdzam i proszę nie wyciągać z tego żadnych wniosków.


Znacznie lepszy niż te, które nam fundowano od Dworaka. To on zdewastował strukturę zarządzania telewizją i rozpoczął chocholi taniec zawieszania członków zarządu.

Ponieważ dostał pan złą kawę, to ta jest od firmy gratis.


To prawda. Chciałbym, żeby pan to docenił i żeby znalazło się to w wywiadzie (śmiech).


To nie tak. Tam brak tylko ludzi z PSL, i to wielka szkoda, ale jest prof. Nowińska, reprezentantka środowisk Platformy Obywatelskiej.


Fakty są takie, że na razie powołano radę nadzorczą w składzie dużo bardziej wyważonym, niż to było dotychczas. To chyba lepiej, prawda?


Nie mam takiej kandydatury. Powinien to być jakiś menedżer kultury, ale w skrajnie upolitycznionym środowisku pewnie nie ma na to szans.


Czy ja wiem? To były minister, a ja starałbym się polityków byłych i obecnych trzymać z dala od telewizji, choć trzeba mu przyznać, że ma talenty organizacyjne i ogładę, która się podoba.


Być może właśnie on, to niewątpliwie doświadczony menedżer. Kogo jeszcze by mi pan podpowiedział?


Sprawny, odpowiedzialny, konsekwentny, ale nie wiem, czy dałby się przekonać.


Kluczowe było tu zachowanie premiera Tuska przy powstawaniu ustawy medialnej. Przy całej mojej osobistej sympatii dla tego polityka...

czytaj dalej


Darzę.


Nie.


Nie.


Jakie jest następne pytanie?


Znalazłoby się parę osób. Ale wracając do zachowania Tuska, to postąpił skrajnie nieodpowiedzialnie, bo ośmieszył swych współpracowników w PO oraz zdezawuował i skompromitował najbardziej sprzyjającego mu polityka opozycji, czyli Jerzego Szmajdzińskiego. No i swe doktrynalne uprzedzenia wobec mediów publicznych przełożył na politykę państwa, co uważam za niedopuszczalne.


Nie, ona zostawiła kontrolę nad TVP w rękach LPR, a na to w polskim parlamencie nie może być zgody. A o to porozumienie powinien pan pytać członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.


Oczywiście, że mam, bo w radzie nadzorczej jest kilka osób, które dobrze znam, choćby Bogusław Piwowar. Jako wiceprezes BCC, dyrektor departamentu reklamy Krajowej Rady, udowodnił aż nadto dobrze swoje kompetencje. Takich stanowisk nie sprawują ludzie przypadkowi.

Panią Barbarę Misterską-Dragan, biegłego rewidenta...


Panią Małgorzatę Hińczę, doktor ekonomii...

Wolne żarty, rekomendację dają im ich kompetencje. To nie są ludzie SLD.


To pańska opinia.


Wygrałem proces z Kazimierzem Kutzem, który obraził mnie w swoim wywiadzie dla "Przekroju", w wyniku ugody przeprosił mnie w prasie Tomasz Nałęcz i zostaje jeszcze proces ze Skarbem Państwa...


To bardziej skomplikowane.


Nieprawda, gdyby pan został tak obrażony jak ja, to też podjąłby pan podobne kroki.


Dalej taki jestem!


Oczywiście, bo to coś więcej niż urażona duma. Tam były fakty, a ja nie miałem wówczas żadnej możliwości, by się tym krzywdzącym opiniom przeciwstawiać.


Adam Michnik nie byłby zadowolony, słysząc takie porównanie, w końcu jestem jednym z jego typów. A propos, pan znalazł się na tej liście?


(śmiech) To jeszcze trochę pracy przed panem!


A dla mnie jednak ma.


Ja z kolei nie rozumiem związku między wizerunkiem twardziela a zaskoczeniem, że wytacza się komuś procesy. Dla mnie procesy są jedynym sposobem obrony przed kłamliwymi, oszczerczymi opiniami na mój temat. Nie miałem innych sposobów, by im zaprzeczać, a w Polsce zaczyna być tak, że kłamstwo tysiąc razy powtarzane staje się prawdą.


To kłamstwo.


No i co z "Dramatem w trzech aktach"?! O co panu chodzi?!


To kłamstwo, nie musiała. Nie przegrała żadnego procesu.


To była suwerenna decyzja ówczesnego prezesa Jana Dworaka. Ja bym nie przeprosił i jestem pewien, że byśmy żadnego procesu nie przegrali.


To rozmawiajmy o faktach.


Fakty są takie, że ani Kwiatkowski, ani żaden z twórców "Dramatu w trzech aktach", czyli Krasucki i Nawrocki nie przepraszali nikogo. Zrobił to na swoją odpowiedzialność Jan Dworak, a stała za tym - moim zdaniem - kalkulacja polityczna i założenie, że zwycięskie PiS utrzyma go na stanowisku prezesa TVP.


To są półprawdy.


To powiedzmy do końca, że przeprosiła TVP, ale nie wtedy, gdy na jej czele stał Robert Kwiatkowski. Ja nie przepraszałem, bo nie było za co.


Co pan opowiada!


Tak sobie, ale nie widziałem żadnego powodu, by w związku z tym wywiadem wszczynać histerię na pół Polski. Ekipa "Pulsu dnia" poczynała sobie znacznie ostrzej i bezwzględniej. A Piotr Gembarowski za swój wywiad przeprosił. Jego największy błąd polegał na tym, że stracił kontrolę nie tylko nad audycją, ale i panowanie nad sobą. Poniósł za to karę i sprawa jest zamknięta.


No nie! Pan mówi o tytule przyznanym Przemysławowi Orcholskiemu przez znanych adoratorów PiS i IV RP ukrywających się pod skrótem SDP.


To niech pan spyta kierownictwo TVN, co sądzi o krytykującym ich SDP.


Mnóstwo rzeczy. Przede wszystkim wypominam sobie to, że postępowałem zbyt technokratycznie. Tam było za mało polityki, za mało przywództwa i argumentacji. Ja za bardzo chciałem być dobrym prezesem, dobrym szefem.


Stanowisko prezesa TVP jest przez wszystkich definiowane w kategoriach politycznych, a ja tego nie rozumiałem. Chciałem to przezwyciężyć i zmienić, co mi się udało o tyle, że skompletowałem dobrą kadrę zarządzającą, jednak oczekiwania były zupełnie inne. Relacje z tego, co się działo w telewizji, lądowały na białych, poświęconych polityce, stronach "Rzeczpospolitej", a bardzo rzadko na biznesowych stronach zielonych. Mnie się wydawało, że powinno być inaczej.


Nie wiem nawet, czy takie spotkania były, czy nie.


On nie twierdził, że brał w nich udział Robert Kwiatkowski. Pan powtarza obiegowe kłamstwa na mój temat.


Nie czuję się wcale skrzywdzony. Wiedziałem, że lekko nie będzie, a prezesura TVP to było wielkie wyzwanie i szansa, z której jakoś tam skorzystałem. Reaguję procesami wtedy, kiedy trzeba. Kiedyś wysłałem mejla do Agnieszki Kublik z "Gazety Wyborczej", protestując przeciwko kolejnym pomówieniom Tomasza Nałęcza, to mi odpisała, że jeśli uważam, iż Nałęcz kłamie, to powinienem podać go do sądu. I to jest właśnie moja odpowiedź.


Wcześniej sam na to wpadłem. Niech się pan zastanowi, co może zrobić osoba publiczna, gdy pada ofiarą nagonki...

Bo w sądzie, panie redaktorze, liczą się fakty. Ja je przedstawiam i wygrywam.


W większym stopniu politykiem. Zabrakło konferencji prasowych, na których tłumaczyłbym opinii publicznej swoje posunięcia. Na przykład kiedy w 2000 r., rok przed startem TVN 24, wystąpiłem do ministra Skarbu Państwa o zgodę na kanał informacyjny TVP. I oczywiście Wąsacz nam to odrzucił.


Stworzylibyśmy TVP 24, ale wówczas powinienem zrobić wielką konferencję transmitowaną przez "Jedynkę". Powinienem też mieć więcej kontaktu z radą programową TVP, z sejmową komisją kultury.


I zawsze bez przyjemności.


Gdybym się obrażał, nigdy bym się z panem nie spotkał. A ja nawet uległem pańskiemu szantażowi moralnemu i zgodziłem się na termin spotkania, choć słaniam się na nogach.


To niech pan ją pisze!


Dziękuję bardzo.


Nie podobało się panu? Innym się podobało i tyle.


Bajki pan opowiada. Panu się widocznie bardziej podoba telewizja, w której gwiazdy tańczą na lodzie, a ja wolę "Klan", "M jak miłość" czy "Europa da się lubić".

"
Od misji był "Pegaz" czy "Rozmowy na koniec wieku".


Komercjalizacja była skutkiem niezałatwienia sprawy abonamentu, z którego czerpaliśmy tylko 30 procent dochodów, oraz ówczesnego kryzysu, który Polskę dopadł.


Odbudowałem tę firmę na bardzo wysokim poziomie - 54 procent udziałów w rynku, dziesiątki nagród, jakie zdobywaliśmy, i rankingi programów publicystycznych.


"Tygodnik polityczny Jedynki" to był świetny program...


Niech się pan nie sili na ironię.


Znacznie mniej niż te, które były przed i po.


Tak obiektywne, jak wówczas to było możliwe.


Wszystko trzeba rozpatrywać w pewnym kontekście politycznym.


Pan pyta o proste oceny, a tych ode mnie pan nie usłyszy. To paradoks, bo ja się niemal w ogóle nie zajmowałem programami informacyjnymi, a to z nich jestem rozliczany.


A pan jest obiektywny?


W telewizji Kwiatkowskiego też pracowali ludzie z krwi i kości.


Na pewno były wolne od moich nacisków. I tyle.


Pamiętam, pierwszy przeprowadził pan dla "Pressa" w 1998 r. Zaraz potem zostałem prezesem TVP. Dobry znak.


Mogę pana zapewnić, że tym razem prezesem telewizji nie zostanę, oszczędzę to panu. Dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi.


Telewizja nie jest na sznurki.


Mówiąc uczciwie, pewnie jednego i drugiego.


A kto panu powiedział, że jestem niechętny Kościołowi? Jestem po prostu liberalny, lewicowy w sprawach światopoglądowych: aborcja, in vitro...


A jakie są wyznaczniki poglądów lewego skrzydła Platformy?


U pana Palikota mamy przerost formy nad treścią, a posłanka Mucha jest bardzo wrażliwą i kompetentną osobą, ekonomistka, poetka.


Z poezji czytuję głównie "The Economist".


Ale ich nie napiszę, bo jestem lojalny i dyskretny. Na tym opieram swoją skuteczność i wiarygodność.


"Przyjaciel" to dla mnie bardzo ważne słowo, ograniczone do ledwie kilku osób, takich jak Włodzimierz Czarzasty...


Nawet nie wie pan, jakie ma szczęście!


Mam ich w różnych partiach, środowiskach. Bo z politykami jest tak, że przy bliższym oglądzie okazują się całkiem inteligentni i kompetentni. To tylko sprzężenie mediów i polityki robi z nich kreatury.


Fajny facet.


Bardzo, na "Mazurku Dąbrowskiego". Uważam się za patriotę, i to dla mnie bardzo ważne rzeczy, które wyniosłem z domu.


Doradcy generała Jaruzelskiego oraz szefa i założyciela CBOS. Mówię o nim z dumą, a o generale zawsze z szacunkiem.


Takim, jakim mnie pan widzi, odpowiedzialności, odporności, wierności poglądom, skuteczności, bo to ważne.


Bo warto nie tylko mieć poglądy, ale i je wdrażać w życie. I ja to robię.

p

, członek KRRiT w latach 1996-1998, w latach 1998-2004 prezes zarządu Telewizji Polskiej SA

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj