Justyna Kowalczyk rok temu w maju straciła męża. Kacper Tekieli zginął podczas zejścia z jednego z czterotysięczników w Alpach Szwajcarskich. Był nie tylko mężem biegaczki narciarskiej, ale też ojcem ich syna Hugo.
Justyna Kowalczyk straciła męża. Tak stara się żyć
Justyna Kowalczyk pierwszy raz od śmierci ukochanego udzieliła wywiadu, w którym opowiedziała o tej tragedii i tym, jak ją przeżywała. W swoich mediach społecznościowych sportsmenka często zamieszcza zdjęcia i wspomina zmarłego męża.
Teraz zdecydowała się o tym, co się stało porozmawiać. W wywiadzie dla "Magazynu Na Szczycie" wyznała, że stara się żyć tak, jakby chciał jej mąż. Z racji tego, że nie musi chodzić do regularnej pracy, często wsiada z synem w samochód i zabiera go na wycieczkę.
Można byłoby się zamknąć na cmentarzu, przywiązać łańcuchami do nagrobka, ale to nie ma żadnego sensu. Poza tym to byłoby zaprzeczeniem całej idei życia mojego męża, a ja jego idei życia nie mam najmniejszego zamiaru zaprzeczać, bo ona bardzo mi się podoba - mówi Kowalczyk.
Justyna Kowalczyk o żałobie. Mówi o płaczu
Dodała, że została rzucona pod ścianę, ale z tego wyszła. Mimo że na początku zdawało się, że świat się zawalił. Tylko gdy w końcu otworzyłam drzwi, to zobaczyłam, że świat idzie dalej, a ja mam wybór: idę z nim albo zostaję. A kiedy masz maleńkie dziecko, to już nie masz żadnego wyboru - musisz, po prostu musisz, i chcesz zawalczyć. No i właśnie z tego powodu jestem dumna - że lepiej lub gorzej, po omacku, ale wychodzę z tego ogromnego smutku - czytamy.
Justyna Kowalczyk wyznała, że dała sobie czas na przeżycie żałoby. Jak wyjaśnia po to, by do niej nie wróciła w najmniej odpowiednim momencie, czyli za jakieś 10 czy 15 lat.
Pozwoliłam sobie na wszystkie emocje. Niejednokrotnie w miejscu publicznym się rozbeczałam. Wyłam jak pies, jak jakieś zranione zwierzę, ale wiedziałam, że muszę to zrobić, dać na to przestrzeń. Jestem z siebie dumna, że nie uciekłam od tych emocji, dalej nie uciekam - powiedziała.