Makabryczna historia ze stolicy. Przez dwie godziny miejski autobus woził zwłoki 36-letniego mężczyzny. Kierowca przez cały ten czas myślał, że pasażer nie rusza się, bo upił się i śpi. Zwłaszcza, że czuć było od niego alkohol. Ale gdy autobus zjechał do zajezdni, pasażera nie udało się dobudzić.
Wszystko wydarzyło się we wtorek późnym wieczorem w autobusie linii 145 - opisuje gazeta.pl. Kierowca, który zakończył kurs, próbował obudzić pasażera. Jednak mężczyzna, od którego czuć było alkohol, nie reagował.
W pierwszej chwili kierowca pomyślał, że pasażer jest pijany i mocno zasnął. Gdy nie udało mu się go obudzić, wezwał straż miejską. Dlaczego nie karetkę? "Kierowca sprawdzał tego pasażera i ciało nie było zimne" - mówi Adam Stawicki rzecznik Miejskich Zakładów Autobusowych.
Okazało się jednak, że Michał M. nie żyje, a na jego ciele zaczęły się już pojawiać pośmiertne plamy opadowe. Lekarz pogotowia mógł już tylko potwierdzić jego zgon.
Na pytanie, dlaczego mężczyzna umarł, odpowiedź ma dać sekcja zwłok.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|