Z informacji dziennikarzy "W Sieci" TVP w kontrakcie ma zapisane, że za transzę 37 odcinków "Tomasz Lis na żywo" płaci 2 594 070 zł brutto. To oznacza, że jeden odcinek programu kosztuje przeszło 70 tys złotych.

Telewizja dodatkowo ma też ponosić koszty sprzętu i usług związanych z obsługą publicystycznego show (dostęp do 7 kamer i operatorów, nieograniczony dostęp do materiałów TVP, profesjonalny sprzęt, emisję zwiastunów w najlepszym czasie antenowym) łącznie 2 909 538 zł brutto. W sumie - jak wyliczają dziennikarze - program Tomasza Lisa kosztuje telewizję 5,5 mln zł rocznie.

Do artykułu prawicowego dziennika odniósł się jego autor na Twitterze. I zdementował podane w tekście informacje.

A TVP w przesłanym do mediów komunikacie twierdzi, że kwoty podaje przez tygodnik są zawyżone.

Pragniemy również podkreślić, że bilans ekonomiczny TVP przy programie "Tomasz Lis na żywo" jest dodatni  – napisała telewizja w komunikacie.

TVP przypomina też, że prezes TVP Janusz Daszczyński na początku swojej kadencji mówił, że chce, aby programy publicystyczne były produkowane wewnątrz TVP.  Zmiany będą jednak możliwe dopiero po wygaśnięciu kontraktów podpisanych przez poprzedni zarząd.

Kontrakt z Tomaszem Lisem podpisał pod koniec swojej kadencji poprzedni prezes telewizji, Juliusz Braun. Z nieoficjalnych informacji wynika, że koszty jego zerwania są wysokie, dlatego TVP nie mogła sobie na to pozwolić.

Lis zawsze zarzuca kłamstwo

Wartość kontraktu Tomasza Lisa z TVP od początku budziła kontrowersje. Jako pierwszy zarobki dziennikarza DZIENNIK ujawnił już w 2008 roku. I wywołał burzę. Już wtedy Lis zareagował niezwykle nerwowo.  Stwierdził, że nasze informacje na temat kontraktu, który podpisał, to są "kompromitujące bzdury" i "ewidentne kłamstwa".

Potem informacje o zarobkach dziennikarza i szczegółach jego kontraktu z TVP publikowały kolejne media - "Gazeta Polska" i "Super Express".

Donosiły, że według protokołu z kontroli prowadzonej przez TVP na przełomie 2008 i 2009 roku budżet jednego odcinka programu „Tomasz Lis na żywo” wynosił prawie 92,5 tys. zł brutto, a umowę na takich warunkach podpisano na 80 odcinków.

W efekcie realizująca ten program firma Tomasz Lis Deadline Productions w latach 2008-2009 na jego produkcję otrzymała z TVP 7,397 mln zł brutto (czyli 6,063 mln zł netto).

Tomasz Lis za każdym razem zarzucał autorom tekstów kłamstwo.

Kto nie chce Lisa w TVP

Program redaktora naczelnego "Newsweeka" w TVP2 cieszy się dużą popularnością widzów. Przed wakacjami oglądało go ponad 2 mln widzów. Ale dziennikarz niejednokrotnie stawał się obiektem krytyki i oskarżeń o brak obiektywizmu. Zwłaszcza ze strony prawicowych mediów i polityków. Jego nazwisko jest dziś wymieniane na pierwszym miejscu w kontekście personalnych roszad w telewizji.

O konieczności wyrzucenia Tomasza Lisa z telewizji mówił ostatnio m.in. Jarosław Sellin, typowany na nowego ministra kultury w rządzie PiS. Polityk stwierdził w wywiadzie, że najważniejszy polityczny program w TVP "nie powinien być prowadzony przez człowieka tak bardzo zaangażowanego po jednej stronie politycznego sporu".