Dorzućmy do tego polityczną dyspozycyjność i żenującą niekompetencję, jeśli chodzi o sprawy gospodarcze. Tymi grzechami trudno obarczać prokuratorską elitę, wydziały ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Creme de la creme tych, którzy ścigają najgroźniejsze przestępstwa, z założenia wysokiej klasy profesjonalistów.

Dlatego mam problem z tym, jak część z tych wydziałów wygląda za – dosłownie – zamkniętymi drzwiami tajnych kancelarii. Bałagan, znikające dokumenty, braki w ewidencji, akta śledztw, których nie powinno być w jakiejś prokuraturze, nagle się w niej odnajdują. Kto zaglądał do tych akt i kiedy? Nie wiadomo. Dlaczego o sytuacji nie informowano ministra sprawiedliwości? Nie wiadomo. Jeśli tak wygląda zaplecze elit, to pal licho bierność zwykłych prokuratur. Trzymajmy kciuki, żeby były w stanie wywiązywać się z elementarnych zadań. Np. ścigania dziennikarzy za ujawnianie tajemnic państwowych.