Zbigniew Ćwiąkalski odszedł ze stanowiska z honorem i w pięknym stylu - bardzo wiele takich opinii usłyszeliśmy od wtorkowego popołudnia, gdy Donald Tusk obwieścił zdumionej ludności i zaskoczonym elitom, że nie chce już dłużej pracować z ministrem sprawiedliwości. Sam premier też coś bąknął o zgodnym i bezkonfliktowym pożegnaniu. To chyba jednak była tylko oczywista w takich przypadkach kurtuazja, bo ogólna wymowa wystąpienia premiera - ze słowami o zaniedbaniach, lekceważeniu itp. - była trochę inna.

Jak więc jest z tym stylem odchodzenia a la Ćwiąkalski? Ładnie czy brzydko? Tomasz Wołek w „Gazecie Wyborczej” pisze bez cienia wątpliwości, że styl „był próby najwyższej” a winna jest histeria mediów. Czyli stwierdził to samo co Zbigniew Ćwiąkalski, który też zobaczył histerię mediów. O ładnym i godnym odchodzeniu mówią też ostatnio politycy PO.

Zazwyczaj wypada tak mówić. Konwenans to nakazuje. Jednak Zbigniew Ćwiąkalski cały czas mówi, że nie ma sobie nic do zarzucenia. A Tusk twierdzi, że zarzuty są zasadne. Jak to pogodzić? Ćwiąkalski tłumaczy swoją dymisję względami wizerunkowymi, nie merytorycznymi. To znaczy, że zarzuca cynizm swojemu eks-zwierzchnikowi. Stwierdza w ten sposób, że Donald Tusk podejmując decyzję o zdymisjonowaniu swojego ministra kieruje się tylko słupkami sondażowymi. Z wielu źródeł dziennikarze dowiedzieli się, że Tusk wściekł się, gdy zobaczył kolejne występy zadowolonego z siebie Ćwiąkalskiego opowiadającego, że nic złego tak naprawdę się nie stało – mowa tu o występach jeszcze sprzed dymisji. Wiemy też, że Ćwiąkalski nie spodziewał się, że premier przyjmie jego decyzję. Sądził, że składa ją tylko pro forma.

Wnioski z tego można wyciągnąć następujące: Ćwiąkalski jest nielojalny wobec Tuska. Daje wszystkim przeciwnikom premiera argument, że za dymisją nie stały racje moralne czy merytoryczne. A Tusk ma prawo do tego, by jego obecni i byli podwładni nie imputowali mu cynizmu. Śmiem zresztą sądzić, że tym razem to nie cynizm był powodem decyzji szefa. Na dodatek wiadomo, że dymisja została wymuszona przez Tuska. Gdyby nie jego nacisk, to Zbigniew Ćwiąkalski nadal by królował w gmachu w Alejach Ujazdowskich. W stylu - jakby to stwierdził Tomasz Wołek - równie wysokiej próby.

Pean o estetyce i etyce Ćwiąkalskiego napisał też na swoim blogu Janusz Palikot: „Ćwiąkalski zrezygnował, gdyż nie tylko wie, co znaczą pojęcia „honor, klasa i odpowiedzialność”, ale przede wszystkim, że jest człowiekiem Uniwersytetu. A być człowiekiem Uniwersytetu znaczy - pilnować wartości”. Pięknie napisane, choć trzeba zaznaczyć, że ów człowiek Uniwersytetu był najęty w służbę Rzeczypospolitej dla pilnowania nie tyle wartości, co porządku i tego, by ważni świadkowie nie wieszali się w więzieniach. A tak przy okazji, panie Januszu: skoro Ćwiąkalski jest taki wspaniały, to dlaczego Tusk go odwołał?