Aniołki Kaczyńskiego - Komitet Polityczny PiS był przez lata ciałem wyłącznie męskim. A jednak w ekipie rządowej prezesa panie: Zyta Gilowska i Grażyna Gęsicka (skądinąd często skłócone), a także Anna Fotyga odgrywały znaczną rolę, a pod koniec kadencji dołączyły Joanna Kluzik-Rostkowska i Elżbieta Jakubiak. Co więcej, niczym wiosna po zimie powracały pomysły na rozmiękczenie nazbyt agresywnego wizerunku partii eksponowaniem posłanek (dziś w 157-osobowym klubie PiS jest ich 32). Pierwszą profitentką zamysłu była zasłużona dla "Solidarności" pielęgniarka z Trójmiasta Jolanta Szczypińska, ale eksperyment nie wypadł dobrze. Mówiła do kamer chętnie, ale nie zawsze na temat, za to często o tym, jak bardzo jest zafascynowana prezesem, koło którego zawsze chciała siedzieć, możliwie jak najbliżej, na sali sejmowej. Zrazu wzruszało to Kaczyńskiego, z czasem zaczęło irytować. W efekcie zastąpiły ją ostatnimi czasy bohaterki antykryzysowego spotu - tak zwane Aniołki Kaczyńskiego: specjalistka od polityki społecznej Kluzik-Rostkowska, od środków europejskich Gęsicka i od budżetu Aleksandra Natalli-Świat. Można im wróżyć raczej stabilną pozycję. Z jednej strony znają się na tym, o czym mówią, z drugiej - nie są typami polityków, więc nie wmieszają się do sporów o partyjną linię.

Antykorporacyjna ustawa - Jedno z najsensowniejszych przedsięwzięć PiS. Ustawa otwierająca młodym ludziom dostęp do prawniczych zawodów, uchwalona jeszcze przez SLD-owski parlament w roku 2004. Była dziełem Przemysława Gosiewskiego, któremu można by z tego powodu wybaczyć wszystkie telewizyjne występy - przeszłe i przyszłe. Niestety zakwestionowana częściowo przez Trybunał Konstytucyjny.

Jerzy Buzek - Tak, tak, to on jest poniekąd twórcą PiS. Gdyby jako premier AWS-owskiego rządu nie mianował w 2000 roku Lecha Kaczyńskiego ministrem sprawiedliwości, ten nie uzyskałby tak wielkiej popularności, która przełożyła się na poparcie dla nowej partii skupiającej dawnych działaczy Porozumienia Centrum, rozłamowców z AWS i ludzi nowych w polityce. Swoją drogą ciekawe, co by się stało, gdyby Buzek, jak początkowo zamierzał, mianował Kaczyńskiego ministrem zdrowia.

Czwarta Rzeczpospolita - Pojęcie ukuł jeszcze w połowie lat 90. publicysta Rafał Matyja na łamach bliskiego Kaczyńskim tygodnika "Nowe państwo". Po aferze Rywina wrócił do niego Paweł Śpiewak, ale szybko stało się kośćcem oficjalnego programu PiS. Symbolizowało nowy, półprezydencki ustrój zapisany w PiS-owskim projekcie konstytucji, ale przede wszystkim pomysł na nową politykę - silnej władzy strzegącej praworządności i walczącej z korupcją. IV RP straciła wiele z powabu podczas rządów PiS. Była zaciekle, nieraz w nikłym związku z rzeczywistością, atakowana przez opozycję i niechętne Kaczyńskim media. Z drugiej strony, z wystąpień Jacka Kurskiego wynikało, że krokiem w jej kierunku jest obsadzanie członkami PiS spółek skarbu państwa, a w końcu do popierania IV RP przyznał się sam... Andrzej Lepper. Zdaniem polityków PiS ideę mimo wszystko realizowano z powodzeniem w latach 2005 - 2007. Zdaniem sympatyzujących z hasłem publicystów (np. Bronisława Wildsteina) IV RP nie zaistniała nigdy.

Ludwik Dorn - Nieomal od pierwszych dni PC jedyny poza Jarosławem Kaczyńskim ideolog jego kolejnych partii. Wymyślał wraz nim wojnę z przestępcami, walkę z układem i IV Rzeczpospolitą. Świetny parlamentarzysta, gorszy organizator, niezbyt popularny jako partyjny lider. Jego osobiste stosunki z prezesem dobrze obrazuje scenka z Sejmu 2001 - 2005. Jarosław Kaczyński rozmawia w pokoju szefa klubu z dziennikarzem. Dorn, niezbyt zadowolony z zajmowania jego siedziby, leży na kozetce i dogaduje. Poza nim nikt nie pozwoliłby sobie na takie zachowanie wobec numeru pierwszego. Podczas rządów PiS wicepremier i szef MSWiA, potem marszałek Sejmu. Jako powody jego zmierzchu wskazywano intrygi Zbigniewa Ziobry, podchody Janusza Kaczmarka czy niechęć prezydenta. Ale tak naprawdę jego pozycja była nie do utrzymania przy ambicji prezesa, aby pozostał jeden wyraźny szef i nikogo więcej. Rozgoryczony Dorn pisze listy do partii, a najświatlejsi członkowie PiS trochę go żałują, a trochę porównują do Trockiego napominającego z wygnania Stalina.

Europa - Ostatnio Jarosław Kaczyński opowiedział się za europejskimi siłami zbrojnymi i europejskim prezydentem. Ale tak naprawdę PiS jest partią niechętną integracji według zasad traktatu lizbońskiego (choć negocjowali go bracia Kaczyńscy) i kokietującą eurosceptyków. Symboliczna jest jej postawa w europarlamencie. 7 deputowanych PiS należy tam do łagodnie eurosceptycznej Unii na rzecz Europy Narodów. Mogli należeć do dużo ważniejszej chadeckiej międzynarodówki, EPP, ale przeważył pogląd Kaczyńskiego, że jest ona zbyt silnie zdominowana przez Niemców.

Frakcje - Dzięki umiejętnym manewrom Kaczyńskiego nawet Przymierze Prawicy, środowisko konserwatywne, które przyłączyło się do PiS w 2001 roku, szybko rozpuściło się w jego szeregach. Jego poszczególni przedstawiciele grali na lidera, nie reagując, gdy ich koledzy (Marcinkiewicz, Jurek, wreszcie Ujazdowski i Zalewski) odchodzili lub byli wypychani z partii. Dziś mówi się o grupach w PiS (Ziobry, posłów radiomaryjnych, Muzealnikach czy frakcji lizbońskiej) są to jednak małe środowiska towarzyskie bez wpływu na linię partii. To samo można powiedzieć nawet o tzw zakonie PC, skupiającym najbardziej wpływowych polityków PiS, nieprzejawiających jednak solidarności grupowej. O partyjnej rzeczywistości najlepiej świadczy historia z kongresu w lipcu 2006 roku, kiedy to Kaczyński podyktował delegatom nowy statut. Na początku przewodniczący obradom prezes przedstawił zebranym regulamin obrad. Nawet go nie znali, bo zawiódł telebim, który miał go wyświetlić. - Czy jest sprzeciw? - spytał, wodząc wzrokiem po sali. - Jest - zauważył. - A nie. to tylko jeden pan wstał, żeby zrobić zdjęcie.

Przemysław Gosiewski - Bohater dowcipu o tym, jak to ląduje na Saharze i przekształca ją w ośrodek poparcia dla PiS. W taki sposób skolonizował Kielce, zmieniając obce sobie miasto w bastion swoich wpływów. Absolwent prawa, dawny działacz NZS z Gdańska, przy Kaczyńskich od początku lat 90. Trwał przy nich w chudych latach opozycji pozaparlamentarnej. Jako poseł PiS był początkowo pracowitym, niepozbawionym talentów rzemieślnikiem, a po roku 2005 dygnitarzem budzącym postrach wśród posłów i ministrów. I jako szef klubu, i jako wicepremier u boku Kaczyńskiego znany z roli skutecznego karbowego i z wyjątkowego parcia na telewizyjne szkło. Jest jednym z najbardziej zaufanych członków Zakonu PC. Kaczyński wybaczał mu wiele - łącznie z tajemniczą śmiercią kota, który w odległych czasach wypadł z okna centrali PiS w momencie, gdy przebywał tam Gosiewski. Ostatnio jednak i nad nim zbierają się czarne chmury. W zeszłym roku był o krok od dymisji. Złożyły się na to narzekania cenionych przez prezesa posłów na jego maniery i badania wykazujące, że Polacy nie chcą oglądać wpływowego w partii "Gosia" jako telewizyjnej gwiazdy.

Lech Kaczyński - Był krótko pierwszym prezesem PiS, potem prezesem honorowym, ale ostentacyjnie okazywał, że życie partyjne i parlament go nudzą (skądinąd potem tłumaczono, że nudzi go żywot urzędnika, a wreszcie i prezydencka złota klatka). Jako prezydent Warszawy (2002 - 2005), a potem prezydent RP (od 2005) zachował jednak łączność z partią - poprzez swoich ludzi (Aleksander Szczygło, Elżbieta Kruk, Muzealnicy), a przede wszystkim dzięki codziennym kontaktom z bratem. Wpływał zwłaszcza na decyzje kadrowe (dymisje Marcinkiewicza, Dorna, Wildsteina, obsada spółek skarbu państwa), za to nigdy nie kwestionował partyjnej linii. Choć nie odwiedził ani razu Radia Maryja, a jego żona objawia sympatie feministyczne. Do niedawna posłowie PiS wyolbrzymiali jego rolę jako tarana, przy pomocy którego skruszona zostanie władza PO. Ostatnio z wolna rozstają się z tym złudzeniem.

Kampanie - Podobno wychodzą PiS-owi lepiej niż rządzenie. Ta w roku 2001 opierała się na udanym dorobku Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości. Ta z 2005 - na pokazywanych w telewizji pluszakach i spożywczych artykułach z lodówki zagrożonych przez podatek liniowy Platformy. Kampania w roku 2007 opowiadała o walce PiS z układem. Zdaniem krytyków, na przykład Dorna, był to błąd (ananasy nie są już w Polsce symbolem luksusu, oburzał się wiceprezes PiS), choć nie wiadomo, ile głosów dostałby PiS, nie pokazując słynnej reklamówki "Mordo ty moja" piętnującej oligarchów. Kampanie posiłkowały się obficie przyniesionymi z USA i Anglii nowinkami Spinek - Bielana i Kamińskiego (malownicze konwencje, zrzynane od republikanów spoty), ale na ich losie ważyły i inne wydarzenia. W 2005 roku był to podniesiony przez Jacka Kurskiego wątek dziadka Donalda Tuska z Wehrmachtu (zdaniem niektórych socjologów utorował drogę do prezydentury Lechowi Kaczyńskiemu), a w roku 2007 przegrana przez lidera PiS debata z Tuskiem.

Komitet Polityczny - najwęższe kierownictwo PiS (obecnie 19 członków i 6 zastępców członków). W swoim czasie komitet był forum, na którym podejmowano realne decyzje. Wiosną 2006 roku na Komitecie odbyło się nawet głosowanie, czy zarządzać przedterminowe wybory (zdecydowano 8 głosami do 5, że nie). Dziś jest gremium fasadowym. Dopuszczenie do niego to symboliczna nagroda za zasługi, Prezes opowiada, że to nie on, a komitet jest najwyższą władzą w partii. Ale członków komitetu powołuje rada polityczna tylko na jego wniosek. Uwiąd komitetu związany był ze znikaniem historycznych twórców PiS. Na 12 członków PiS, którzy poręczyli własnym majątkiem za kampanię 2001, aż 7 jest dziś poza partią.

Koty - Są koty domowe prezesa (na czele ze słynnym już Busiem), koty biurowe (przygarniane w centrali na Nowogrodzkiej) i podwórzowe, na których wsparcie Jarosław Kaczyński nadal przeznacza część pensji. Walka w obronie praw zwierząt skłoniła lidera PiS do sejmowej współpracy nawet z posłanką SLD Joanną Senyszyn. Historia o pośle PiS, któremu szydercze uwagi na temat ochrony gęsi miały zwichnąć karierę w Sejmie 2001 - 2005, jest jednak ponoć tylko miejską legendą.

Jacek Kurski - Gdańszczanin, dziennikarz z zawodu, spec od politycznej propagandy z pasji. Lgnący do Jarosława Kaczyńskiego (organizował kampanię telewizyjną PC w 1993 roku) to znów go zdradzający (w latach 2002 - 2003 był prawą ręką Romana Giertycha). Ma dwie twarze. Człowieka gustującego w filmach przyrodniczych, na których jedne zwierzęta zjadają drugie (Dorn nazwał go kiedyś człowiekiem o mentalności krokodyla) i ciepłego rodzinnego żartownisia. Lech Kaczyński uważa go za użytecznego. Jarosław ma do niego słabość wzmocnioną długiem wdzięczności - dobranie się do rodziny Tuska podczas kampanii 2005 być ewidentnie uzgodnione z liderem PiS, pomimo późniejszych symbolicznych represji. Kurski wikłał partię swoimi chybionymi ciosami (fałszywe oskarżenie PZU o wspieranie Platformy) i tanim makiawelizmem (orędzie prezydenta o antyniemieckich akcentach), ale największe konsekwencje (drugie już zawieszenie w prawach członka partii) poniósł, gdy wyśmiał torebkę posłanki Szczypińskiej. Dla wrogów PiS pozostaje symbolem agresji i hucpy. A przecież w ramach szukania nowego wizerunku od miesięcy nikogo poważnie nie zaatakował, ba, staje się papierowym tygrysem (dumki wygrywane na gitarze dla Moniki Olejnik). W efekcie jego najgroźniejszymi rywalami pozostają Spinki, z którymi od lat rywalizuje o wpływ na kolejne wizerunkowe kampanie partii.

Lizbońska frakcja - Sztuczne pojęcie ukute przez Joannę Kluzik-Rostkowską. Opisuje "lewe" skrzydło PiS, tych wszystkich posłów, którzy latem 2008 chodzili do prezesa namawiać go, aby poparł traktat lizboński. Obejmuje m.in. byłe minister Kluzik-Rostkowską i Gęsicką, grupę Muzealników, którzy upamiętniali niegdyś z Lechem Kaczyńskim Powstanie Warszawskie (Jan Ołdakowski, Paweł Kowal, Lena Cichocka, Elżbieta Jakubiak) i politycznego singla, ekswiceministra gospodarki o liberalnych poglądach Pawła Poncyljusza. Kaczyński włożył wiele wysiłku, by ich przekonać do swojej bardziej zygzakowatej linii uwzględniającej opinie Radia Maryja. Zależy mu na nich, a jednak to wśród nich upatrywałbym najprędzej - pomijając Aniołki - kandydatów na ofiary kolejnej czystki.

Kazimierz Marcinkiewicz - Jako pierwszy z polityków Przymierza Prawicy postawił na lidera PiS zamiast na dawnych kolegów, i jako pierwszy padł ofiarą własnej strategii, pozbawiony latem 2006 roku urzędu premiera. Wcześniej obawiając się jego rosnącej popularności, Jarosław Kaczyński nie zdecydował się na przedterminowe wybory, choć były już szykowane i to pod wizerunkiem szefa rządu. Autor niniejszego alfabetu był pewien, że tak się skończy, kiedy w sekretariacie prezesa PiS podpatrzył znamienną scenę: sekretarka próbuje połączyć Kaczyńskiego z premierem, ale premier jest nieuchwytny.

Media - Podczas rządów PiS media bywały wobec nich nadmiernie agresywne i niesprawiedliwe (słynna afera wokół kompletnie źle odczytanych słów Jarosława Kaczyńskiego o "szatanach" - cytat z XIX-wiecznego wiersza Kornela Ujejskiego), ale bywały też przez polityków tej partii upokarzane (powracająca fraza o "mediach niemieckich"). Stosunek do nich jest wypadkową przekonania prezesa, że po mediach (w zasadzie wszystkich poza "Gazetą Polską") nie można się spodziewać niczego dobrego, i upodobania większości polityków PiS do obecności w nich nieomal 24 godziny na dobę (poseł Cymański porównał okres bojkotu TVN do odwyku).

Młodzi - Pod skrzydłami staroświeckiego, chętnie zaglądającego ludziom w metryki prezesa, wielu młodych polityków porobiło świetne kariery - by przypomnieć Zbigniewa Ziobro (rocznik 1970), Michała Kamińskiego (rocznik 1972) czy Adama Bielana (rocznik 1974). Ale już próba wystąpienia latem 2008 tak zwanych młodych posłów jako grupy nacisku zabiegającej o poparcie traktatu lizbońskiego skończyło się ich zwyczajnym ochrzanieniem przez nieco starszego Przemysława Gosiewskiego. Co jakiś czas Kaczyński powtarza, że trzeba by także pozyskać młodych wyborców. Po czym idzie do mediów krytykować internautów za to, że korzystają z sieci do oglądania zbereźnych fotek.

Nowogrodzka - 84/86. Siedziba centrali PiS w Warszawie i równocześnie symbol ukochanego życia Jarosława Kaczyńskiego jako lidera partii. Prezes nie lubi przebywać w Sejmie. Cały swój czas spędza w skromnym biurze, gdzie popijając herbatkę, za pan brat z sekretarkami i kierowcami, z którymi jest na ty, przyjmuje interesantów i raczy ich dygresjami. Miejscem tym zarządza ciepła Pani Basia, czyli Barbara Skrzypek, sekretarka Kaczyńskiego od początku lat 90., teraz szefowa biura. To ona dba o wszystko - od kalendarza prezesa po jego posiłki.

Prezes - Choć na różnych etapach dziejów PiS bywało ich czasem kilku (Lech Kaczyński - prezes honorowy, Joachim Brudziński - prezes zarządu), tak naprawdę był tylko jeden: Jarosław Kaczyński. Wyposażony w rozległe uprawnienia, z prawem do zawieszania członków partii włącznie, które skromnie bagatelizuje. Choć panuje nad partyjnymi towarzyszami coraz mocniej, trzeba przyznać, że czuje własna partię, ma z nią dobry kontakt, a objazdy partyjnych regionów były dla niego zawsze najmilszymi wycieczkami. Swoje przekonanie o trwałości własnych rządów nad PiS wyraża przypominaniem o karierze Konrada Adenauera, który CDU (a przy okazji i niemieckim rządem) kierował po osiemdziesiątce. Prezes kończy w tym roku lat 60. Bardziej pośrednio swój stosunek do ewentualnej sukcesji Kaczyński wyraził wkrótce po wyborach 2005 na spotkaniu komitetu politycznego. W pewnym momencie zwrócił się do Dorna: "Ty, Ludwik, nie myśl, że kiedyś ta partia będzie twoja". Koledzy Kaczyńskiego dobrze zapamiętali tę lekcję, zwłaszcza że Dorn nigdy żadnych aspiracji przywódczych nie przejawiał.

Program - PiS ma zawsze gruby program, w przeciwieństwie do PO opisującej swoje postulaty na karteczkach. Ten najnowszy spisał pracowicie w Klarysewie sam lider na podstawie materiałów dostarczonych mu przez podwładnych, niczym prezes korporacji. Kilkusetstronnicowy tekst debatowany będzie na krakowskim kongresie w sobotę. Ale jeszcze w piątek politycy PiS nie mieli pojęcia, co w nim jest.

Radio Maryja - W latach 90. krytykowane przez Jarosława Kaczyńskiego jako narzędzie rosyjskiej polityki, stało się później jego ważnym partnerem. Drogę do toruńskiej stacji utorował prezesowi PiS Zbigniew Ziobro nazywany przez ojca Rydzyka publicznie "moim wspaniałym chłopcem". Dziś radio jest nie tylko celem stałych pielgrzymek większości polityków PiS, ale i patronem karier pokaźnej grupy posłów, którzy uaktywniają się przy okazji sporów ideologicznych (w zeszłej kadencji o zakaz aborcji w konstytucji, teraz o in vitro) lub o Europę (54 parlamentarzystów głosujących przeciw traktatowi lizbońskiemu). Nie jest to jednak grupa spójna - obok ludzi akcentujących swą odrębność (Antoni Macierewicz, Anna Sobecka) są wśrod nich poczciwi lojaliści popierający w każdej sprawie Kaczyńskiego (Tadeusz Cymański). Co jakiś czas pojawiają się spekulacje, że Rydzyk wystąpi przeciw PiS, ale ostatecznie nigdy nie występuje.

Solidarna Polska - Główne hasło sprawnej PR-owskiej kampanii w 2005 roku, która uczyniła z PiS obrońcę zwykłych ludzi zagrożonych przez złych liberałów z Platformy Obywatelskiej. Zarazem symbol rzeczywistych skłonności ideowych braci Kaczyńskich, którzy podczas układania pierwszego programu PiS w 2001 roku chcieli do niego wpisać postulat likwidacji giełdy, a podczas układania list bardzo nieufnie patrzyli na wszelkiej maści biznesmenów. Los programu Solidarnej Polski czy solidarnego państwa był zmienny. To w jego imię podczas swoich rządów PiS w sojuszu z populistami odrzucało podatek liniowy, uginał się przed roszczeniami górników czy stoczniowców i starał się dożywiać głodne dzieci. Ale to nie przeszkodziło wicepremier Zycie Gilowskiej w przeforsowaniu obniżki podatku dochodowego, składki rentowej, a nawet w częściowym skasowaniu podatku spadkowego. Dziś podczas rządów PO hasło jest znowu w cenie.

Spinki - Czyli spin doktorzy: Adam Bielan i Michał Kamiński. Ktoś powiedział, że gdyby zabrakło Jarosława Kaczyńskiego, partia by się rozpadła, ale wcześniej zgodnie zrobiłaby jedną rzecz: wykluczyłaby obu panów. Jest w tym trochę przesady - mają w klubie i partii sojuszników, zwłaszcza wśród młodszych posłów, ale i sporo prawdy, bo zdążyli się narazić wielu. Jako młodzi ludzie przeszli do PiS z AWS i bedąc reprezentantami środowiska Przymierza Prawicy, prawie od razu postawili na Kaczyńskiego. Twórcy nieomal wszystkich PR-owskich zagrywek swojej partii - od malowniczej konwencji prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego w marcu w 2005, po obecny spot reklamowy. Ostatnio idą różnymi drogami (Kaminski - minister przy prezydencie, Bielan - jedną nogą w Brukseli, drugą w kwaterze głównej PiS), coraz mocniej się kłócą, zawsze byli zresztą mocno odmienni (Kamiński pełen pomysłów, ale kapryśny i niesystematyczny, Bielan - zamknięty w sobie pracuś). Zdaniem przeciwników zepsuli prezesa, nie tylko ucząc go tak trudnych słów jak "briefować", ale czyniąc z wielu jego przedsięwzięć (traktat lizboński) narzędzie PR-owskich tricków. Czy jednak to nie do nich odnosi się dowcip o Clintonie i jego żonie. Clinton do Hillary: Gdybyś została ze swoim dawnym narzeczonym, byłabyś teraz prowincjonalną wielkością, Hillary: Gdybym z nim została, mój drogi, to on byłby prezydentem, nie ty.

Marek Suski - technik teatralny z Grójca, zasłużył na wdzięczność Jarosława Kaczyńskiego, gromadząc wokół siebie dawnych członków PC w Radomskiem. W nagrodę zrobiony szefem sejmowej komisji regulaminowej, stróżem partyjnej dyscypliny, a wreszcie wprowadzony do Komitetu Politycznego. Sam Kaczyński lubił go nazywać Susłowem (dogmatyczny członek Biura Politycznego KPZR). Gdy jednak Dorn użył ironicznego terminu "desusłoizacja", został oskarżony o obrażanie partii. Suski słynie z gotowości do: a) oklaskiwania prezesa i wręczania mu kwiatów na sejmowej sali b) ostrych okrzyków pod adresem przeciwników na sejmowej sali c) przynoszenia na salę sejmową laptopa, w którym głównie przegląda zdjęcia. Opowieść posła PO: - Byłem ciekaw ludzi PiS, więc usiadłem blisko nich. Przy wyborze marszałka Sejmu jako miejsce urodzenia Bronisława Komorowskiego wymieniono Oborniki Śląskie. - Marszałek z obory - wykrzyknął Suski. A mnie ciekawość przeszła.

Ujawnienie oświadczeń majątkowych - Ważna reforma polityczna przeforsowana w 2001 roku przez garstkę posłów PiS jeszcze w AWS-owskim Sejmie. Temat pilotował Ludwik Dorn. Krok w kierunku bardziej transparentnego państwa.

Układ - Hasło walki z układem (układami) podnoszone było od lat 90., ale nabrało wyrazu po aferze Rywina, zastępując zwietrzały postulat dekomunizacji. Po antyukładowych wysiłkach PiS pozostały tak pożyteczne posunięcia jak likwidacja WSI i stworzenie CBA (z wolna utrwalającego się pod rządami PO), jak i przekonanie, że jedynym zdemaskowanym przez Kaczyńskim do końca układem była sieć Kaczmarek - Kornatowski - Krauze - Lepper. Dziś PiS prawie przestało mówić o układzie, koncentrując się na tematyce gospodarczej.

Wizerunek - Stały przedmiot troski Spinek. Troska się o niego także Jarosław Kaczyński, godząc się na eleganckie garnitury i prasowego sekretarza Kana Dziedziczaka. Na każdym posiedzeniu komitetu politycznego wzywa, aby mówić jak najmniej i jak najłagodniej, a potem w obliczu kamery lub mikrofonu pomstuje na internautów czy płacącego zbyt niskie alimenty dawnego przyjaciela Dorna. Choć trzeba przyznać, że przez ostatni tydzień przed kongresem niczego takiego nie palnął.

Zakon PC - Pojęcie wprowadzone do obiegu przez zmarginalizowanego Marcinkiewicza. Oznacza grupę dawnych polityków PC, którym Kaczyński ufa najmocniej - z uwagi na ich wierność. - Nie są grupą doradców, a zbiorem osób, które dostają, z reguły pojedynczo, najbardziej ambitne zadania - relacjonuje ich partyjny kolega. Jest wśród nich najbardziej inteligencki, choć rzadko się odzywający Adam Lipiński, jak i popularny w partii robotnik z Białegostoku, wicemarszałek Sejmu Krzysztof Putra obdarzony wąsami i dziewiątką dzieci. Wśród obecnych członków zakonu PC wymienia się Przemysława Gosiewskiego, Joachima Brudzińskiego i Jarosława Zielińskiego. Najbardziej charakterystyczną postacią jest Marek Kuchciński, były hippis z Przemyśla, który będąc szefem klubu podczas premierostwa Kaczyńskiego, odbierając od niego telefony, wstawał zza biurka. Przynależność do zakonu to ważna gwarancja znaczenia. Ale nie bezwzględna, o czym przekonał się Dorn.

Zbigniew Ziobro - Krakowianin, absolwent prawa, w okolice Jarosława trafił, będąc wiceministrem sprawiedliwości u Lecha. Było trzech kolejnych Ziobrów. Nieśmiały, wciąż próbujący się wydostać z cienia Jana Rokity śledczy z komisji badającej aferę Rywina. Coraz twardszy i coraz mocniej odizolowany do świata minister sprawiedliwości z lat 2005 - 2007. I wreszcie zamęczający kolegów z partii opowieściami o własnych nieszczęściach polityk opozycji, uważany za zbyt skoncentrowanego na samym sobie, aby moc skupić wokół siebie partię. Wiele wskazuje na to, że splot okoliczności skaże Ziobrę na wygnanie do Parlamentu Europejskiego. Nie należy go jednak lekceważyć. Przy wszystkich wadach wykazał się dobrym wyczuciem społecznych emocji, jeszcze lepszym - mediów, a jego ministrowanie z pewnością nie przyniosło mu klęski - o czym świadczy jego wciąż spora popularność. Także przez wielu kolegów z partii traktowany jako postać demoniczna (krążą plotki, że nadal nagrywa swoich rozmówców przy pomocy noszonego przy sobie czy może na sobie urządzenia). O stosunku do niego Jarosława Kaczyńskiego świadczą słowa lidera PiS wypowiedziane na początku tej kadencji do pewnego dziennikarza: "Ten Ziobro, zadziera głowę coraz wyżej. No, jeszcze na mój widok nie tak wysoko. Ale też wyżej".

Ziobry grupa - złożona głównie z sejmowych prawników PiS, takich jak Arkadiusz Mularczyk i Beata Kempa, wspierana także przez Jacka Kurskiego i szefa klubu Przemysława Gosiewskiego, który już w roku 2005 przynosił Kaczyńskiemu do biura faksy z województwa świętokrzyskiego żądające, aby to właśnie Ziobro został premierem. Największą rolę odegrała latem 2008 roku, gdy początkowo skutecznie naciskała na prezesa, aby zablokował ratyfikację traktatu lizbońskiego.