- Uczestnicy Okrągłego Stołu powinni wreszcie przestać się tłumaczyć - stwierdził Władysław Frasyniuk na rocznicowej sesji, która odbyła się w czwartek w Sejmie. Ta wypowiedź - o tyle mało oryginalna, że często powtarzana przez ludzi uważających okrągłostołowe porozumienie za wydarzenie całkowicie pozytywne - pozwoliła nam wrócić do atmosfery, w jakiej do tej pory celebrowaną tę rocznicę. Dominującym bowiem tonem debaty były narzekania wyznawców złotej legendy Stołu na to, że są ludzie, którzy ją plugawią lub kwestionują. Były oczywiście też głosy wyklinające złotą legendę w imię tej rzekomo najprawdziwszej, czyli czarnej.

W przekrzykiwaniu się głuchych na argumenty, ale reagujących na epitety stron, ginęła dyskusja na temat rzeczywistego znaczenia Stołu, zalet i wad porozumienia, jego kulisów i konsekwencji. Także i teraz - w 20. rocznicę - słychać głosy na starą nutę. Tak jak Adama Michnika na sejmowej sesji, który jako główny problem dyskusji uznał to, że ktoś kiedyś porównał rozmowy w Magdalence do Targowicy, no i że ludzie podobni naczelnemu "Wyborczej" muszą mówić głośniej o tym sukcesie. Czyli więcej lukru w lukrze. Można podejrzewać, że gdyby podobną konferencję organizował Krzysztof Wyszkowski i państwo Gwiazdowie, to postulat w formie byłyby podobny. Brzmiałby bowiem "więcej błota w błocie".

Intelektualnie jedna i druga postawa jest równie mało interesująca. Czas jednak swoje robi i najbardziej zapiekli antagoniści obu stron stają się coraz bardziej groteskowi. A ogół obserwatorów, jeśli w ogóle odczuwał jakąś emocję wobec Okrągłego Stołu, to patrzy na to coraz spokojniej. Zupełnie słusznie - po 20 latach.

Także co bardziej rozsądni uczestnicy Okrągłego Stołu zaczynają widzieć niuanse tamtych wydarzeń. Henryk Wujec w rozmowie w radiu TOK FM przyznał, że poważnym błędem były rozmowy w Magdalence. Ze względu na formę, która dała podstawy do snucia spiskowych teorii o zmowie elit. Podobnie Roman Graczyk, który uznał, że nadmiarem łaski wobec komunistów były niektóre ustępstwa strony solidarnościowej. Czy oni obaj tymi wątpliwościami dyskredytują wartość porozumienia sprzed 20 lat? Nie, przyznają tylko, że nie ma wydarzeń całkowicie jednoznacznych.

Także z drugiej strony pojawiły się oznaki bardziej wyrafinowanej refleksji. Za przejaw tego można uznać wywiad Lecha Kaczyńskiego dla tygodnika "Newsweek". Kaczyński - choć w tej sprawie nigdy nie był na tych samych pozycjach co Gwiazdowie - oszczędnie szafuje krytyką. Woli opisywać wydarzenia, niż je oceniać.

Tak więc można sobie wyobrazić następną okrągłą rocznicę Stołu - 30-lecie. I chyba już teraz można zgadnąć, co np. powie wówczas Adam Michnik. I Antoni Macierewicz. Będzie to już tylko margines debaty. Cała jej reszta będzie dużo bardziej racjonalna.