Do rewelacji chicagowskiego światka polonii dziennikarze powinni podchodzić z wyjątkowym dystansem. Dla wielu, którzy zetknęli się z tym środowiskiem, pan Andrzej Jarmakowski jest osobą, mówiąc dość eufemistycznie, umiarkowanej wiarygodności.

Ja sam, pisząc przed kilkoma laty, że "Dziennik Chicagowski" Jarmakowskiego został zobowiązany do przeproszenia Edwarda Mazura (tekst powstawał w gorączce sprawy ekstradycyjnej tego ostatniego) zostałem przez polonijnego dziennikarza zaatakowany za pisanie nieprawdy. Chodziło o to, że napisałem, iż "Dziennik Chicagowski" Mazura przeprosił, gdy tymczasem został on "tylko" do tych przeprosin zobowiązany przez sąd. I jakkolwiek Jarmakowski nie upierał się przy dbałości o precyzję języka polskiego, to reprezentowana przez niego gazeta musiała wydać mnóstwo pieniędzy na procesowanie się z Mazurem i na upieraniu się przy swoim marnie wyszła.

Oczywiście bezpośrednio nie wiąże się to ze sprawą ministra sprawiedliwości, ale w pewnym stopniu dowodzi, że na świadków pokroju Jarmakowskiego trzeba uważać, bo od lat tkwiąc w swoistym skansenie, tracą kontakt z rzeczywistością. Moim zdaniem to, kto pierwszy zaczął spór, czy to Jarmakowski czy Czuma, nie ma większego znaczenia. Na pewno jednak Jarmakowski nie może występować jako sędzia w sprawie mninistra sprawiedliwości. Niezależnie od tego, czy polityk PO z czystym kontem opuścił w 2006 r. Stany Zjednoczone, wystąpienie Jarmakowskiego można raczej zredukować do infantylnej środowiskowej wendety, a nie skandalu przekreślającego Andrzeja Czumę.