Nie wiemy jeszcze, czy przypadek Anety K. ośmieli kobiety do walki z molestowaniem, czy też skompromituje emancypację. W DZIENNIKU zastanawiają się nad tym politycy, feministki i naukowcy.
Janusz Kochanowski
rzecznik praw obywatelskich
W kodeksie karnym od dawna istnieje zapis o „wykorzystywaniu stosunku zależności do doprowadzenia lub poddania się czynności seksualnej”, zagrożonym wysoką karą pozbawienia wolności. Być może po nagłośnieniu przypadku Anety K. wzrośnie społeczne wyczulenie na problem molestowania - to byłoby nawet wskazane. Sprawdziłem w urzędzie Rzecznika Praw Obywatelskich, ile mamy zgłoszonych podobnych przypadków. Okazuje się, że zaledwie dwa, a można przypuszczać, że skala zjawiska jest dużo szersza.
Nie ulega wątpliwości, że kobietom w pracy należy się ochrona. Co więcej, wyszło na jaw, że w niektórych środowiskach panują w miejscu pracy bardzo rubaszne, wręcz prymitywne obyczaje. To oczywiście należy cywilizować - lecz nie popadać w przesadę, wyjmując spod prawa pewne naturalne relacje między kobietą a mężczyzną. W tym kontekście zaniepokoiła mnie wypowiedź redaktora Blumsztajna na łamach "GW", w której sformułował postulat, by kobietom w sprawach o molestowanie przysługiwały szczególne prawa, a dowodził swojej niewinności posądzony mężczyzna.
Nie można się z tym zgodzić. Jak napisał w "Dzienniku" Piotr Zaremba, byłaby to droga na skróty. Wieki temu cywilizacja europejska wypracowała zasady domniemania niewinności i równości stron procesowych. Podważanie ich stanowi zamach na podstawowe zasady prawa chroniące nie tylko mężczyznę, ale i kobietę przed nieprawdziwym oskarżeniem.
Słusznie zmierzając do poprawy istniejących w niektórych środowiskach standardów, nie powinniśmy popadać w przeciwną skrajność, w której każda relacja między kobietą i mężczyzną może być następnie wykorzystana przez jedną ze stron przeciwko drugiej. W ocenie zjawisk związanych z molestowaniem trzeba więc daleko posuniętej ostrożności.
Magdalena Środa
filozof
Sprawa Anety K. na pewno przyniosła jeden bardzo pozytywny efekt. To mianowicie, że sam temat wykorzytywania seksualnego w pracy zaistniał w debacie publicznej. I choć może jeszcze sama debata nie jest taka, jakiej byśmy chcieli, to fakt, że w ogóle zaczyna się rozmawiać o takich sprawach, jest bardzo ważny. Po tej aferze okazuje się, że zjawisko, które opisała Aneta K., jest bardzo powszechne. Sama ostatnio rozmawiałam z kobietami - ze środowisk oddalonych od polityki i Samoobrony - które zaczęły opowiadać, że miały podobne doświadczenia, że były, może w innej formie, ale też traktowane w sposób instrumentalny i seksualny. Do tej pory takie zachowania były traktowane jako coś naturalnego, ponieważ mężczyźni mają więcej przyzwolenia na pewne zachowania niż kobiety. Mężczyźni mają większą swobodę obyczajową, a kobiety mniejszą i są im podporządkowane. Po tej aferze może stać się tak, że przez nową generację to, co było normalne dla naszego pokolenia (obecnych 40-, 50-latków), przestanie być traktowane jako norma. W ten sposób seksafera może odegrać rolę podobną do afery Rywina. Ta ostatnia - niezależnie od tego, jak się ją ocenia - dała do myślenia osobom, które praktykowały dawanie łapówek i zachowania korupcyjne traktowały jako zło konieczne. Sprawa Anety K. będzie miała podobny efekt. Polityczny szum przebrzmi, ale sam problem wykorzystywania seksualnego pozostanie w debacie publicznej. To pomoże kobietom ujawniać takie sprawy, a każdy pracodawca trzy razy się zastanowi, zanim potraktuje swoją pracownicę przedmiotowo.
Manuela Gretkowska
pisarka, publicystka
Sprawa Anety K. nie wpłynie na percepcję problemu molestowania seksualnego w Polsce. Powód jest bardzo prosty - Aneta K. jest ofiarą przede wszystkim manipulacji politycznej. Sprawa Anety K. nie jest tak ewidentnie czysta i nie można jej porównać z przypadkiem zwykłej, codziennej, nienagłośnionej medialnie Kowalskiej, która była upokarzana, zmuszana przez pracodawcę do seksu itd. Aneta K. nie może więc stać się symbolem molestowania. Ona sama stała się ofiarą rozgrywek politycznych, gier między mężczyznami. Polityków nie obchodzi sytuacja kobiet i problem wykorzystywania seksualnego, tylko wygranie własnych interesów, tutaj za pomocą Anety K. A problem molestowania zmienił się w pytanie narodowe: "Kto jest ojcem dziecka Anety K.?". W cień odszedł sam problem, samo zjawisko molestowania. W tej sytuacji cała tzw. seksafera na pewno nie przysłuży się kobietom. Codziennie są molestowane zwyczajne kobiety, ale to nie jest w czołówce gazet. Nikt i tak się tym nie będzie interesować.
Bogusław Wolniewicz
filozof
Nie sądzę, by sprawa Anety K. miała jakiekolwiek znaczenie dla sytuacji kobiet w Polsce. Proces wyrównywania się społecznej pozycji kobiet i mężczyzn jest kwestią bardzo złożoną i bardzo ważną, a my w tej chwili rozmawiamy o drobnej historii jakiejś lafiryndy, na której ktoś próbuje ugrać kapitał polityczny. Ani nie poprawi ta historia sytuacji kobiet, które czują się wykorzystywane np. w pracy, ani też tej sytuacji nie pogorszy. Nie sądzę, by teraz nagle organa śledcze czy opinia publiczna zaczęły z większą nieufnością odnosić się do doniesień o molestowaniu. Jeśli nawet ta historia spowoduje zwiększenie nieufności w społeczeństwie, to raczej wobec "Gazety Wyborczej" i TVN 24, a nie molestowanych kobiet.
Nie obawiałbym się, by jakieś szersze zmiany zaszły w obyczajowości polskich mężczyzn. Skrajna poprawność polityczna na odcinku stosunków płci zadomowiła się w USA , ale u nas na szczęście daleko nie zaszła. Polacy wciąż mają bardziej trzeźwy pogląd na te sprawy niż Amerykanie i o ile to się kiedyś zmieni - czego wykluczyć nie mogę - to z pewnością nie za sprawą Anety K. Dziejowy proces uczłowieczania kobiety to sprawa wielka i ogromnie ważna, a to, czym się od tygodnia zajmują media - to po prostu śmieć.
Izabela Jaruga-Nowacka
posłanka SLD
Bardzo dziękuję pani Anecie, która pokonując swój opór i wstyd, upubliczniła sprawę, dzięki której zaistniała szansa na skuteczną edukację polityków i innych mężczyzn. Wypowiedź Anety K. spowoduje, że wszyscy ci panowie, którzy zwykli traktować swoje pracownice jak własny folwark i uważać, że prawo pierwszej nocy jest wpisane w ich pozycję społeczną, oduczą się tych przekonań. Aneta K. może stać się także dla kobiet dowodem na to, że o molestowaniu nie tylko można, ale nawet trzeba mówić publicznie. Może dzięki całej tej aferze kobiety ośmielą się teraz głośno mówić o własnych dowiadczeniach. Jeżeli poczują oparcie i będą wiedzieć, że ktoś im pomoże, na pewno będzie im łatwiej. A trzeba pamiętać, że w takich przypadkach jak wykorzystywanie seksualne w relacjach służbowych odpowiedzialność ponosi szef. Ponadto prawo w kodeksie pracy mówi, że to nie ofiara dyskryminacji powinna coś wykazać, tylko osoba podejrzana musi udowodnić swoją niewinność. Tak zadecydowała Unia. Niestety niektórzy posłowie, w tym wicepremier Lepper i poseł Filipek, którzy sami uchwalali kodeks pracy i definicję molestowania, nadal nie wiedzą, o co chodzi. Jednak po tej sprawie może w końcu nie tylko oni, ale także reszta osób dowie się, jak funkcjonuje prawo, i że kobiety, bo to one najczęściej są ofiarami, będą mogły się na to prawo powołać. W zeszłym roku odnotowano w inspekcji pracy pięć przypadków molestowania. Może to niewiele, ale jeszcze jakiś czas temu w ogóle to pojęcie nie istniało. Myślę, że cała tzw. seksafera będzie kolejnym krokiem naprzód w sferze, o której do tej pory się w Polsce milczało.
Janusz Korwin-Mikke
polityk, twórca UPR
Mam nadzieję, że skutkiem afery będzie to, iż absurdalne pojęcia "mobbing" czy "molestowanie w pracy" znikną tak, jak się pojawiły. W normalnym kraju kobieta, która sobie tego nie życzy, daje nachalowi w pysk - i tyle. Gdyby spróbował oddać, oberwałby od kolegów lub szedł siedzieć.
Nie ma przymusu pracy. Jeśli rynkowa cena pracy np. p. Agaty K. czy innej K. w np. Kłobucku wynosiłaby - powiedzmy - 900 zł, a ktoś by ją przyjął za 1200 z wiadomym warunkiem - to oznacza, że p. Agata K. prostytuowała się za 300 (nie za 1200!!!) zł miesięcznie. Co jest zresztą normalną praktyką: jak świat światem kobiety oddawały się za polędwicę z mamuta, a czasem jeszcze miały z tego przyjemność. Role mężczyzny i kobiety NIE są symetryczne. Po obłędzie "równouprawnienia" ludzie zaczynają sobie zdawać z tego sprawę. W tej chwili pojawiają więc na świecie np. osobne wagony "Nur für Frauen", a za kilkanaście lat wróci obyczaj, że kobiety pracują wyłącznie w domu, na ulice wychodzą w towarzystwie swego mężczyzny lub przyzwoitek. I w ten sposób (tylko w ten sposób!) "mobbing" może się skończyć.
Pamiętajmy bowiem, że to przecież w interesie kobiet leży, by mężczyźni się do nich zalecali - w każdym możliwym miejscu i okolicznościach... I jeszcze o jednym: kobiety uwielbiają oddawać się szefom... Co ma ważne uzasadnienie genetyczne i ewolucyjne.
rzecznik praw obywatelskich
W kodeksie karnym od dawna istnieje zapis o „wykorzystywaniu stosunku zależności do doprowadzenia lub poddania się czynności seksualnej”, zagrożonym wysoką karą pozbawienia wolności. Być może po nagłośnieniu przypadku Anety K. wzrośnie społeczne wyczulenie na problem molestowania - to byłoby nawet wskazane. Sprawdziłem w urzędzie Rzecznika Praw Obywatelskich, ile mamy zgłoszonych podobnych przypadków. Okazuje się, że zaledwie dwa, a można przypuszczać, że skala zjawiska jest dużo szersza.
Nie ulega wątpliwości, że kobietom w pracy należy się ochrona. Co więcej, wyszło na jaw, że w niektórych środowiskach panują w miejscu pracy bardzo rubaszne, wręcz prymitywne obyczaje. To oczywiście należy cywilizować - lecz nie popadać w przesadę, wyjmując spod prawa pewne naturalne relacje między kobietą a mężczyzną. W tym kontekście zaniepokoiła mnie wypowiedź redaktora Blumsztajna na łamach "GW", w której sformułował postulat, by kobietom w sprawach o molestowanie przysługiwały szczególne prawa, a dowodził swojej niewinności posądzony mężczyzna.
Nie można się z tym zgodzić. Jak napisał w "Dzienniku" Piotr Zaremba, byłaby to droga na skróty. Wieki temu cywilizacja europejska wypracowała zasady domniemania niewinności i równości stron procesowych. Podważanie ich stanowi zamach na podstawowe zasady prawa chroniące nie tylko mężczyznę, ale i kobietę przed nieprawdziwym oskarżeniem.
Słusznie zmierzając do poprawy istniejących w niektórych środowiskach standardów, nie powinniśmy popadać w przeciwną skrajność, w której każda relacja między kobietą i mężczyzną może być następnie wykorzystana przez jedną ze stron przeciwko drugiej. W ocenie zjawisk związanych z molestowaniem trzeba więc daleko posuniętej ostrożności.
Magdalena Środa
filozof
Sprawa Anety K. na pewno przyniosła jeden bardzo pozytywny efekt. To mianowicie, że sam temat wykorzytywania seksualnego w pracy zaistniał w debacie publicznej. I choć może jeszcze sama debata nie jest taka, jakiej byśmy chcieli, to fakt, że w ogóle zaczyna się rozmawiać o takich sprawach, jest bardzo ważny. Po tej aferze okazuje się, że zjawisko, które opisała Aneta K., jest bardzo powszechne. Sama ostatnio rozmawiałam z kobietami - ze środowisk oddalonych od polityki i Samoobrony - które zaczęły opowiadać, że miały podobne doświadczenia, że były, może w innej formie, ale też traktowane w sposób instrumentalny i seksualny. Do tej pory takie zachowania były traktowane jako coś naturalnego, ponieważ mężczyźni mają więcej przyzwolenia na pewne zachowania niż kobiety. Mężczyźni mają większą swobodę obyczajową, a kobiety mniejszą i są im podporządkowane. Po tej aferze może stać się tak, że przez nową generację to, co było normalne dla naszego pokolenia (obecnych 40-, 50-latków), przestanie być traktowane jako norma. W ten sposób seksafera może odegrać rolę podobną do afery Rywina. Ta ostatnia - niezależnie od tego, jak się ją ocenia - dała do myślenia osobom, które praktykowały dawanie łapówek i zachowania korupcyjne traktowały jako zło konieczne. Sprawa Anety K. będzie miała podobny efekt. Polityczny szum przebrzmi, ale sam problem wykorzystywania seksualnego pozostanie w debacie publicznej. To pomoże kobietom ujawniać takie sprawy, a każdy pracodawca trzy razy się zastanowi, zanim potraktuje swoją pracownicę przedmiotowo.
Manuela Gretkowska
pisarka, publicystka
Sprawa Anety K. nie wpłynie na percepcję problemu molestowania seksualnego w Polsce. Powód jest bardzo prosty - Aneta K. jest ofiarą przede wszystkim manipulacji politycznej. Sprawa Anety K. nie jest tak ewidentnie czysta i nie można jej porównać z przypadkiem zwykłej, codziennej, nienagłośnionej medialnie Kowalskiej, która była upokarzana, zmuszana przez pracodawcę do seksu itd. Aneta K. nie może więc stać się symbolem molestowania. Ona sama stała się ofiarą rozgrywek politycznych, gier między mężczyznami. Polityków nie obchodzi sytuacja kobiet i problem wykorzystywania seksualnego, tylko wygranie własnych interesów, tutaj za pomocą Anety K. A problem molestowania zmienił się w pytanie narodowe: "Kto jest ojcem dziecka Anety K.?". W cień odszedł sam problem, samo zjawisko molestowania. W tej sytuacji cała tzw. seksafera na pewno nie przysłuży się kobietom. Codziennie są molestowane zwyczajne kobiety, ale to nie jest w czołówce gazet. Nikt i tak się tym nie będzie interesować.
Bogusław Wolniewicz
filozof
Nie sądzę, by sprawa Anety K. miała jakiekolwiek znaczenie dla sytuacji kobiet w Polsce. Proces wyrównywania się społecznej pozycji kobiet i mężczyzn jest kwestią bardzo złożoną i bardzo ważną, a my w tej chwili rozmawiamy o drobnej historii jakiejś lafiryndy, na której ktoś próbuje ugrać kapitał polityczny. Ani nie poprawi ta historia sytuacji kobiet, które czują się wykorzystywane np. w pracy, ani też tej sytuacji nie pogorszy. Nie sądzę, by teraz nagle organa śledcze czy opinia publiczna zaczęły z większą nieufnością odnosić się do doniesień o molestowaniu. Jeśli nawet ta historia spowoduje zwiększenie nieufności w społeczeństwie, to raczej wobec "Gazety Wyborczej" i TVN 24, a nie molestowanych kobiet.
Nie obawiałbym się, by jakieś szersze zmiany zaszły w obyczajowości polskich mężczyzn. Skrajna poprawność polityczna na odcinku stosunków płci zadomowiła się w USA , ale u nas na szczęście daleko nie zaszła. Polacy wciąż mają bardziej trzeźwy pogląd na te sprawy niż Amerykanie i o ile to się kiedyś zmieni - czego wykluczyć nie mogę - to z pewnością nie za sprawą Anety K. Dziejowy proces uczłowieczania kobiety to sprawa wielka i ogromnie ważna, a to, czym się od tygodnia zajmują media - to po prostu śmieć.
Izabela Jaruga-Nowacka
posłanka SLD
Bardzo dziękuję pani Anecie, która pokonując swój opór i wstyd, upubliczniła sprawę, dzięki której zaistniała szansa na skuteczną edukację polityków i innych mężczyzn. Wypowiedź Anety K. spowoduje, że wszyscy ci panowie, którzy zwykli traktować swoje pracownice jak własny folwark i uważać, że prawo pierwszej nocy jest wpisane w ich pozycję społeczną, oduczą się tych przekonań. Aneta K. może stać się także dla kobiet dowodem na to, że o molestowaniu nie tylko można, ale nawet trzeba mówić publicznie. Może dzięki całej tej aferze kobiety ośmielą się teraz głośno mówić o własnych dowiadczeniach. Jeżeli poczują oparcie i będą wiedzieć, że ktoś im pomoże, na pewno będzie im łatwiej. A trzeba pamiętać, że w takich przypadkach jak wykorzystywanie seksualne w relacjach służbowych odpowiedzialność ponosi szef. Ponadto prawo w kodeksie pracy mówi, że to nie ofiara dyskryminacji powinna coś wykazać, tylko osoba podejrzana musi udowodnić swoją niewinność. Tak zadecydowała Unia. Niestety niektórzy posłowie, w tym wicepremier Lepper i poseł Filipek, którzy sami uchwalali kodeks pracy i definicję molestowania, nadal nie wiedzą, o co chodzi. Jednak po tej sprawie może w końcu nie tylko oni, ale także reszta osób dowie się, jak funkcjonuje prawo, i że kobiety, bo to one najczęściej są ofiarami, będą mogły się na to prawo powołać. W zeszłym roku odnotowano w inspekcji pracy pięć przypadków molestowania. Może to niewiele, ale jeszcze jakiś czas temu w ogóle to pojęcie nie istniało. Myślę, że cała tzw. seksafera będzie kolejnym krokiem naprzód w sferze, o której do tej pory się w Polsce milczało.
Janusz Korwin-Mikke
polityk, twórca UPR
Mam nadzieję, że skutkiem afery będzie to, iż absurdalne pojęcia "mobbing" czy "molestowanie w pracy" znikną tak, jak się pojawiły. W normalnym kraju kobieta, która sobie tego nie życzy, daje nachalowi w pysk - i tyle. Gdyby spróbował oddać, oberwałby od kolegów lub szedł siedzieć.
Nie ma przymusu pracy. Jeśli rynkowa cena pracy np. p. Agaty K. czy innej K. w np. Kłobucku wynosiłaby - powiedzmy - 900 zł, a ktoś by ją przyjął za 1200 z wiadomym warunkiem - to oznacza, że p. Agata K. prostytuowała się za 300 (nie za 1200!!!) zł miesięcznie. Co jest zresztą normalną praktyką: jak świat światem kobiety oddawały się za polędwicę z mamuta, a czasem jeszcze miały z tego przyjemność. Role mężczyzny i kobiety NIE są symetryczne. Po obłędzie "równouprawnienia" ludzie zaczynają sobie zdawać z tego sprawę. W tej chwili pojawiają więc na świecie np. osobne wagony "Nur für Frauen", a za kilkanaście lat wróci obyczaj, że kobiety pracują wyłącznie w domu, na ulice wychodzą w towarzystwie swego mężczyzny lub przyzwoitek. I w ten sposób (tylko w ten sposób!) "mobbing" może się skończyć.
Pamiętajmy bowiem, że to przecież w interesie kobiet leży, by mężczyźni się do nich zalecali - w każdym możliwym miejscu i okolicznościach... I jeszcze o jednym: kobiety uwielbiają oddawać się szefom... Co ma ważne uzasadnienie genetyczne i ewolucyjne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|