Co jakiś czas pojawiają się w mediach informacje o sprawach karnych o obrazę uczuć religijnych. Szczególnie nagłośniony był przypadek Adama "Nergala" Darskiego i Doroty "Dody" Rabczewskiej, a ostatnio mówi się o sprawie tygodnika "NIE", który miał rzekomo obrazić uczucia religijne, publikując nietypowy wizerunek Jezusa.

Ponieważ temat obrazy uczuć religijnych może wywoływać i często rzeczywiście wywołuje kontrowersje, warto uważnie przyjrzeć się temu zagadnieniu, zarówno z punktu widzenia prawnika, jak i religioznawcy.

Zgodnie z art. 196 kodeksu karnego, do sytuacji obrażenia uczuć religijnych może dojść w przypadku publicznego znieważenia przedmiotu czci religijnej lub miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych. Czyn taki podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Problem w tym, że występujące w cytowanym przepisie pojęcie "uczucia religijne" nie zostało w Kodeksie karnym zdefiniowane. Nie jest więc jasne, jak należy je rozumieć. Z powodu tego niedopowiedzenia nigdy nie wiemy, czy jakaś nasza wypowiedź (pisemna lub ustna) nie spowoduje obrazy czyichś "uczuć religijnych". A sprawa jest poważna, gdyż grozi za to nawet kara więzienia. W praktyce może się więc zdarzyć, iż za opowiedzenie publicznie żartu o treści religijnej, w przypadku, gdy ktoś uzna, że jego uczucia religijne zostały obrażone, można trafić za kratki. Jest to zatem sytuacja mocno niekomfortowa, ponieważ w obrocie prawnym funkcjonuje przepis, który w oparciu o nieprecyzyjną terminologię może wpłynąć na utratę czyjejś wolności. W państwie prawa coś takiego nie może mieć miejsca. Tym bardziej, iż nie ma pod tym względem równości. Skoro bowiem stworzony został specjalny termin "uczucia religijne", to znaczy, iż powinny też istnieć "uczucia niereligijne" i oba te "uczucia" powinny być traktowane z taką samą powagą, na równych zasadach oraz być otoczone taką samą ochroną ze strony prawa. W ustawie o gwarancji sumienia i wyznania z 17 maja 1989 roku w art. 2 mamy zapisane: "Korzystając z wolności sumienia i wyznania, obywatele mogą w szczególności: (…) 3) głosić swoją religię lub przekonania". Jednak w kodeksie karnym chronione są tylko "uczucia religijne" i nie wolno ich obrażać pod groźbą kary, natomiast wspomniane w ustawie z 1989 roku „przekonania”, czyli owe "uczucia niereligijne", nie są w ten sam sposób chronione. Wydaje się to sprzeczne z art. 32 p. 1 Konstytucji RP, który głosi: "Wszyscy są wobec prawa równi".

Aby zrozumieć treść przepisów prawnych i zawartych w nich pojęć posługujemy się tzw. wykładnią prawa, czyli wyjaśnianiem znaczenia przepisów. Najczęściej stosuje się tzw. wykładnię językową i na jej podstawie ustala znaczenie przepisu w oparciu o analizę zawartych w nim słów i zwrotów. Zasada mówi, żeby zawartym w przepisie sformułowaniom przypisywać takie znaczenie, jakie mają one w języku potocznym (jest to tzw. dyrektywa języka potocznego). Stąd, przy ustalaniu znaczenia danego słowa czy zwrotu, odwołujemy się najczęściej do definicji zawartych w słowniku języka polskiego. Często się zdarza, że w samym akcie prawnym (np. kodeksie cywilnym) zawarte są tzw. definicje legalne, czyli definicje określonych pojęć lub zwrotów. Służy to ujednoliceniu znaczenia tych pojęć dla potrzeb danego aktu prawnego i stosowania jego przepisów. W tej sytuacji definicja legalna jest wiążąca i nie stosujemy wykładni w oparciu o język potoczny. Przykładowo, w kodeksie cywilnym zdefiniowano pojęcie "nieruchomość" i ta definicja jest powszechnie obowiązująca w systemie prawa cywilnego.

Jak już wiemy, określenie "uczucia religijne" zawarte w art. 196 kodeksu karnego nie zostało w owym kodeksie zdefiniowane. Stąd dla jego zrozumienia konieczne jest posłużenie się dyrektywą języka potocznego. I tutaj zaczyna się problem.

Co to są uczucia religijne?

Przede wszystkim, trzeba stwierdzić, że - patrząc zarówno z punktu widzenia religii, jak i religioznawstwa - stosowany w polskim prawie termin "uczucia religijne" jest tworem sztucznym i niemającym związku z rzeczywistością. Okazuje się bowiem, iż ani takie zjawisko, ani taki termin, nie istnieją - zarówno w nauce (np. w psychologii i religioznawstwie, a zwłaszcza w psychologii religii i fenomenologii religii), jak i w religii, na przykład katolickiej.

1. Sfera naukowa. W psychologii religii, poczynając od klasycznej pozycji Williama Jamesa Doświadczenia religijne z 1902 r. po fundamentalną pracę Davida M. Wulffa Psychologia religii z 1997 r., termin "uczucia religijne" w ogóle nie występuje. To samo mamy w fenomenologii religii, o czym świadczy zawartość klasycznych prac, na przykład Gerardusa van der Leeuwa, Fenomenologia religii oraz Geo Widengrena, Fenomenologia religii. Identyczna sytuacja występuje w Encyklopedii PWN Religia (Warszawa 2001-2003).

W Małym słowniku psychologicznym (Warszawa 1965) definicja terminu uczucia/emocje jest następująca: "przeżycie psychiczne, którego istotą jest ustosunkowanie się do aktualnie lub dawniej działających bodźców, tj. do przedmiotów, innych ludzi, samego siebie, własnego działania itp., np. żal, radość, wdzięczność, przyjemność, zadowolenie itp." (str. 35). W Słowniku języka polskiego (Warszawa 1981, t. III) uczucia to: "stan psychiczny, którego istotę stanowi ustosunkowanie się wewnętrzne do aktualnie działających bodźców, przeszłych lub przyszłych zdarzeń i wszystkich elementów otaczającego świata oraz do własnego organizmu; emocja". Do uczuć zaliczamy więc m.in.: żal, litość, winę, dumę, entuzjazm, miłość, nienawiść, zawiść, wrogość, gniew/złość, strach, smutek, podziw, szacunek, pogardę, nieufność. Nie ma natomiast specyficznych i specjalnie wyodrębnionych "uczuć religijnych". Gdyby więc stosować ten termin, to wówczas nie będzie wiadome, o które z wymienionych tu uczuć chodzi: miłości, szacunku, radości i wdzięczności, czy też nienawiści, wrogości, gniewu, pogardy, zawiści i nieufności. Jest to więc termin absolutnie nieprecyzyjny, a przede wszystkim – w ogóle nie stosowany.

W psychologii religii i fenomenologii religii najczęściej używa się terminów "religijność", "doświadczenia religijne" lub "przeżycia religijne", co do których nie ma jednak zgodności, jak należy je precyzyjnie zdefiniować. "Religijność" jest tu traktowana jako subiektywna strona religii, a więc jako przeżycia (doświadczenia religijne, stany ekstatyczne) oraz zachowania i postawy. Na przykład, według Encyklopedii PWN Religia "w naukach o religii religijność jest opisywana w kategoriach określonych przeżyć (doświadczenie religijne, ekstatyczne stany, mistyka), zachowań i postaw". Natomiast doświadczenie religijne to "przekonanie o istnieniu bezpośredniego dostępu do rzeczywistości religijnej (Boga, absolutu czy sacrum)".

2. Sfera religijna. W religii katolickiej termin "uczucia religijne" także nie funkcjonuje, poczynając już od Ewangelii. W bardzo obszernej (20 potężnych tomów), niezwykle szczegółowej i starannie opracowanej Encyklopedii katolickiej KUL w ogóle nie ma hasła "uczucia religijne" a w haśle "uczucia" spotykamy zapis następujący: "stany emocjonalne charakterystyczne tylko dla ludzi, uwarunkowane interakcją między predyspozycjami a doświadczeniem i procesami uczenia się, zależne od kontekstu społ., rel. i kulturowego" (t. XIX, szp. 1281). W haśle tym wyróżnione są dwa aspekty: psychologiczny i religijny. Aspekt religijny to: "u. są świadomymi psychofiz. reakcjami człowieka w sytuacjach odniesienia do Boga, warunkowanymi przez doświadczenie Go i wiarę w Niego;" (szp. 1282). Nie ma więc mowy o "uczuciach religijnych", a tylko o religijnym aspekcie uczuć. Bo przecież uczucia mogą być różne, także nienawiści, pogardy lub żalu. Jednak zaistnienie tego aspektu jest uwarunkowane doświadczeniem Boga i wiarą w niego. Sformułowanie to jest bardzo istotne, ponieważ w Katechizmie religii katolickiej (Kraków 1960, imprimatur Carolus Wojtyła, Archiepiscopus Metropolita) czytamy: "Człowiek jest to stworzenie rozumne, złożone z ciała i duszy nieśmiertelnej" (str. 17). Z definicji tej wynika, iż człowiek składa się z ciała i duszy oraz jest istotą rozumną. Nie ma natomiast żadnej wzmianki na temat wiary, w którą miałby być wyposażony. A przecież owa "wiara" w cytowanym haśle z Encyklopedii katolickiej KUL jest niezbędna do zaistnienia religijnego aspektu uczuć, bo wspomniane tam reakcje "w sytuacjach odniesienia do Boga" są warunkowane "przez doświadczenie Go i wiarę w Niego". Tymczasem z Katechizmu wynika, iż człowiek żadnej "wiary" nie otrzymał z natury. Na str. 95 cytowanego Katechizmu mamy wyjaśnione, iż wiara należy do cnót boskich i że jest to "cnota nadnaturalna". W tej sytuacji "wiara" traktowana jest jako stan zupełnie nietypowy i unikatowy, bo nadnaturalny, co z kolei powoduje podobną unikatowość w kwestii zaistnienia zjawiska wiary w odniesieniu do Boga. Z tego wynika, iż religijny aspekt uczuć, jeśli nawet pojawia się, to wbrew ludzkiej naturze i w niezwykle rzadkich przypadkach.

W najnowszym wydaniu Katechizmu Kościoła katolickiego (Pallottinum 1994), temat "uczuć" poruszony jest w 7 miejscach, ale ani raz nie pojawia się termin "uczucia religijne". Na str. 416 możemy przeczytać, iż: „Pojęcie >>uczucia<< należy do dziedzictwa chrześcijańskiego. Doznania lub uczucia oznaczają emocje lub poruszenia wrażliwości, które skłaniają do działania lub niedziałania, zgodnie z tym, co jest odczuwane lub wyobrażane jako dobre lub złe" (1763). "Człowiek posiada wiele uczuć. Najbardziej podstawowym uczuciem jest miłość spowodowana upodobaniem do dobra" (1765). Nie ma tu więc ani słowa na temat "uczuć religijnych", a najważniejszym uczuciem jest miłość.

Odrębną lecz wysoce zastanawiającą sprawę stanowi tu zdanie, iż "pojęcie >>uczucia<< należy do dziedzictwa chrześcijańskiego". W Słowniku języka polskiego (Warszawa 1978) termin "dziedzictwo" oznacza: "majątek nieruchomy albo ruchomy przejęty jako spadek; scheda, spuścizna, sukcesja" (t. I, str. 498). Pojawia się więc pytanie: czyżby cytowaną tu wypowiedź z Katechizmu należało rozumieć w ten sposób, że dla jego autorów "uczucia", np. radości, miłości, żalu itp., pojawiły się i istnieją tylko w obrębie chrześcijaństwa? A poza nim nie ma uczuć? Skąd się więc wzięło stare greckie słowo pathos (uczucie, doświadczenie, namiętność).

Skoro zatem coś takiego jak "uczucia religijne" nie istnieje, ani w teorii (nauce) ani w praktyce religijnej, jest więc rzeczą niemożliwą, aby mogło dojść do ich "obrazy". Są religie i jest religijność, można też wyodrębnić religijne przekonania, doświadczenia i zachowania, ale "uczuć religijnych" nie ma. Oczywiście, poza kodeksem karnym. A zatem, czy można kogoś oskarżać z powodu obrażenia czegoś, co nie istnieje? A przede wszystkim, to jakie "uczucie religijne" miałoby być przedmiotem obrazy - radość religijna, złość religijna, wstręt religijny czy też smutek religijny?

Najprawdopodobniej wprowadzenie terminu "uczucia religijne" do systemu prawnego i stosowanie go w praktyce jest efektem niewiedzy. A stało się tak tylko dlatego, iż nie zasięgnięto opinii religioznawców, zwłaszcza psychologów religii i fenomenologów religii, którzy tymi sprawami właśnie się zajmują. Wszystko wskazuje na to, iż mamy tu do czynienia z zupełnie kuriozalną sytuacją, porównywalną do tej jakby np. przepisy do gry w piłkę nożną polecono sformułować Tunguzom, którzy tylko słyszeli, że taka gra istnieje, ale nigdy jej nie widzieli. I oni ustalili, iż karnego sędzia może podyktować tylko w przypadku, kiedy drużyna przeciwna zastrzeli mamuta.

Uczucia religijne w prawie

U podstaw procesu tworzenia prawa leży założenie racjonalności ustawodawcy. W oparciu o to założenie przyjmuje się, że ustawodawca wprowadzając w życie określone przepisy działa optymalnie na podstawie posiadanej wiedzy językowej i wiedzy merytorycznej w danej dziedzinie (np. w dziedzinie tworzenia i działania spółek handlowych). Ponadto zakłada się, że ustawodawca działa na podstawie uporządkowanego i spójnego systemu wartości. Mówiąc prościej, racjonalny ustawodawca to taki, o którym można powiedzieć, że wie, co robi, wprowadzając takie czy inne przepisy, i że jego wiedza jest w tym zakresie ugruntowana i sprawdzona.

Idea racjonalnego ustawodawcy ma szczególne znaczenie przy tworzeniu prawa karnego, gdyż to prawo reguluje zasady odpowiedzialności karnej człowieka za popełnione czyny. Prawo karne jest zbiorem przepisów, które:
• definiują czyny będące przestępstwami oraz
• określają kary stosowane wobec ich sprawców (np. kara grzywny, pozbawienia wolności).

Oczywiste jest więc, że przy definiowaniu co jest przestępstwem nieodzowne jest racjonalne i precyzyjne działanie. Stworzony przez ustawodawcę przepis musi w sposób jasny i precyzyjny określać jaki czyn jest przestępstwem. Brak precyzji w tym temacie może prowadzić bowiem do dowolności przy ocenie danego zachowania i tym samym zaowocować skazywaniem za czyny, co do których istnieją wątpliwości czy rzeczywiście przestępstwem są. Tak właśnie stało się w przypadku analizowanego przepisu o obrazie uczuć religijnych.

Efekt jest taki, iż najczęściej nie wiadomo, co jest przedmiotem obrazy. To z kolei prowadzi do niebezpiecznej dowolności w interpretowaniu analizowanego przepisu i możliwości jego nadużywania, zarówno na szczeblu prokuratury, jak i sądu. W konsekwencji każdy, kto subiektywnie odczuje, że jego uczucia religijne (cokolwiek to znaczy) zostały obrażone, może założyć sprawę karną i zaangażować instytucje wymiaru sprawiedliwości w obronie bliżej nieokreślonych "wartości".

Najwyższy zatem czas, aby podjąć poważną i merytorycznie pogłębioną dyskusję w tej materii.

Gdyby urażony poczuł się Jezus...

Pamiętajmy też, że w tego typu sprawach wkraczamy na teren religii, czyli do rzeczywistości sakralnej, zdecydowanie odmiennej od naszej i zupełnie nam nieznanej. W ten sposób dotykamy transcendencji, która z pewnością rządzi się zupełnie innymi prawami niż te, które człowiek stworzył na Ziemi, relatywnymi w czasie i przestrzeni, nieudolnymi i często skażonymi ingerencjami ze strony świata polityki. Weźmy taki przykład… W ostatnim znanym przypadku zaistnienia rzekomej obrazy "uczuć religijnych", spowodowanym opublikowaniem nietypowego wizerunku Jezusa w tygodniku „NIE”, sytuację mamy następującą: jeśli rzeczywiście ów wizerunek Jezusa był niezgodny z rzeczywistością i faktycznie miał on charakter obraźliwy, to przede wszystkim obrażonym mógł się poczuć Jezus i on powinien zainterweniować, albo Bóg Ojciec. A potrafi to zrobić, jeśli zaistnieje taka potrzeba, o czym świadczy sytuacja, która zdarzyła się podczas chrztu Jezusa. Czytamy przecież w Ewangelii św. Mateusza, iż kiedy Jezus wyszedł z Jordanu "głos z nieba mówił: To jest mój syn ukochany, upodobałem Go sobie". Skoro jednak obecnie nikt z tego obszaru nie wypowiedział się w kwestii wizerunku w "NIE", to znaczy, że powodu do obrazy nie ma. W kwestiach tak delikatnych i subtelnych, jak te, które dotyczą religii i sacrum, nie wyręczajmy Boga i nie usiłujmy stawać w jego obronie. Bo to wygląda niepoważnie. A nasze poruszanie się po tym obszarze przypomina grację słonia w składzie porcelany.

O autorach:
Krzysztof Banek jest radcą prawnym
Kazimierz Banek jest profesorem religioznawstwa UJ i biegłym sądowym

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji