Adam Hofman opowiedział o wszystkim "Super Expressowi". "Zaczęło się od telefonów i SMS-ów z pogróżkami wobec mojej żony. Jacyś bandyci straszyli, że ją
zabiją. Natychmiast poinformowałem ABW" - wyznał gazecie.
Wszystko zaczęło się trzy lata temu, gdy Hofman zyskiwał rozgłos dzięki pracy śledczego w Sejmowej Komisji Bankowej - pisze "Super Express". "Szantażysta
zadzwonił, zażądał 20 tys. zł i się rozłączył. Kolejną rozmowę już nagrałem. Szantażysta zagroził, że jeśli nie zapłacę, to ujawni mediom moje zdjęcia z jakimiś
panienkami" - zrelacjonował drżącym głosem Hofman.
Szantażysta podał adres domu publicznego, w którym miały być zrobione zdjęcia. "Ja nigdy tam nie byłem" - zarzeka się poseł w "Super Expressie".
"Mam czyste sumienie. Pod względem obyczajowym nie mam sobie nic do zarzucenia".
"Jeszcze przed ślubem byłem w lokalu ze striptizem na jakimś wieczorze kawalerskim. To nie miało jednak żadnego związku z telefonami szantażystów" - dodał.
>>>Przeczytaj cały artykuł w "Super
Expressie"