HGW nie udało się odwołać, ale udało nam się doprowadzić do sytuacji, w której w normalnych wyborach na pewno przegra - mówi "Rzeczpospolitej" rzecznik PiS, Adam Hofman. Z dumą przyznaje, że gdyby nie partia Jarosława Kaczyńskiego, to wyniki referendalne byłyby dużo gorsze - frekwencja nie przekroczyłaby 10 procent. Uderza też w inne partie i zastanawia się, czy faktycznie chciały odwołać prezydent miasta. Palikot nie dał złotówki na referendum, Ziobro podobnie. Środki zaangażował tylko burmistrz Ursynowa - wyjaśnia.

>>>Ostry list Glińskiego do prezesa PiS. Spadnie głowa Hofmana?

Przyznaje też, że partie, które były za odwołaniem Gronkiewicz-Waltz miały różne cele. My chcieliśmy odwołać HGW, Solidarna Polska walczyła głównie z nami. Palikot chciał zablokować coraz mocniejszego Guziała - stwierdza. Dodaje, że PiS nie mógł wydać na referendum tyle, ile by chciało, bo boi si że partie przestaną być finansowane z budżetu i zostaniemy bez grosza. Skoro było mało pieniędzy, to musieliśmy stawiać na kampanię z liderem partii i jej szyldem - powiedział.

Hofman twierdzi też, że głosowanie odbyło się w złym terminie. Gdyby referendum odbyło się tydzień po zweryfikowaniu podpisów, to Gronkiewicz zostałaby odwołana bez najmniejszych problemów - mówi.Wyjaśnia, że w czasie kampanii, PiS musiał walczyć na Podkarpaciu o fotel senatora, by znokautować Solidarną Polskę, a w międzyczasie w Warszawie wszystko się zmieniło. Musieliśmy włączyć się wyraziście, na wysokim poziomie emocji, żeby referendum ponownie znalazło się w centrum zainteresowania - tłumaczy rzecznik partii. 

Hofman broni zarówno zaangażowania Jarosława Kaczyńskiego, jak też słynnej "godziny W". Największym moim zdziwieniem, że dziś znowu, nawet u ludzi z kierownictwa partii, pojawiają się pomysły "schować Jarosława" - grzmi. My jesteśmy Polsce potrzebni tacy, jacy jesteśmy. Teza o chowaniu lidera jest albo naiwnością, albo akcją zmierzającą do zmiany tego lidera - twierdzi.

>>>Ostry atak na PiS. W roli napastnika "Nasz Dziennik"

W obronie godziny W, Hofman również atakuje działaczy partii. Po pierwsze, część naszego wojska straciło wiarę. Tak w polityce robić nie można, zwłaszcza w czasie kampanii - mówi. Żałuje też, że uczestnicy powstania wystraszyli się ataku mediów i nie stanęli po stronie PiS. Dlatego na samym końcu tego etapu musieliśmy odwołać się do cywilnego mitu powstania. Te odwołania trafiły do wyborców o wyższym zasobie kulturowym, czyli do inteligencji - tłumaczy.

Ale atak na "W" wystraszył ludzi prostszych głównie dlatego, że zobaczyli wahanie w naszych szeregach. Część polityków PiS się wystraszyła, część miała inne intencje - tajemniczo mówi rzecznik PiS. Jego zdaniem, wynik referendum sprawi, że jego wrogowie zarówno w partii, jak i poza nią, będą chcieli go zaatakować.

Hofman nie poddaje się jednak i zapewnia, że to dopiero początek. W ostatnim roku realizowaliśmy strategię tysiąca Wietnamów - ścigaliśmy Platformę gdzie się da i wiązaliśmy ją w ważne potyczki. W sprawie Smoleńska przycisnęliśmy PO do ściany - pokazaliśmy ich kłamstwa. Udało nam się trwale prześcignąć PO w sondażach - tłumaczy. Wierzy też, że PiS może wygrać wybory parlamentarne.

Wzywa też prawicowe środowiska do jedności i nie rozumie, dlaczego media ojca Rydzyka nie poparły PiS. Byłoby lepiej, gdyby doszło do paktu pokoju wśród katolików, bo mamy przeciwko sobie hordę pogan i barbarzyńców - podsumowuje