Według Andrzeja Dudy referendum konstytucyjne może odbyć się w przyszłym roku. Prezydent nie pójdzie do niego z gotowym projektem zmian konstytucyjnych. Przeciwnie, to referendum ma rozstrzygnąć o kierunku zmian ustawy zasadniczej. Jak wynika z wywiadu Dudy dla Radia dla Ciebie, pierwsze pytania mają dotyczyć tego, czy konstytucja powinna być w ogóle zmieniana oraz, jeśli tak, czy powinna to być korekta obecnie obowiązującej ustawy czy zupełnie nowy projekt. Kolejne pytania mają dotyczyć konkretnych rozwiązań, jakie zostałyby zawarte w konstytucji, np. modelu silniejszej władzy prezydenta czy premiera.

Chciałbym, żeby Polacy mogli się wypowiedzieć co do kierunku zmian. Nie na zasadzie takiej, że politycy czy jakieś inne elity ustalą sobie tekst czy propozycje tekstu konstytucji i wtedy zapytają Polaków – mówił w RDC prezydent.

To dowodzi, że jeśli faktycznie dojdzie do zmiany konstytucji, to dopiero w kolejnej kadencji parlamentu. Referendum nie wywoła bezpośrednich konsekwencji prawnych, ale polityczne już tak. Stanie się elementem rozgrywki między dwoma walczącymi coraz bardziej stronami. – Obawiam się, że spokojne zapytanie ludzi, czy wolą system kanclerski, czy prezydencki nie ma szans się przebić, bo jedni będą krzyczeć, że to próba ustanowienia dyktatury, a drudzy, że to Polacy gorszego sortu chcą zapobiec dobrej zmianie ustrojowej – podkreśla politolog Antoni Dudek.

Gra z zaplanowanym celem?

Dlatego też specjaliści uważają, że propozycja prezydenta wynika z chęci poprawienia politycznej pozycji. Andrzej Duda trzy lata przed starciem o reelekcję nie ma komfortowej sytuacji. Jako prezydent utożsamiany jest wyłącznie z ochroną interesów PiS. Do tego stopnia, że opozycja bez skrępowania określa go w rzeczywistości tak jak w ramach satyry twórcy serialu "Ucho Prezesa", czyli jako osobę bez żadnego znaczenia, niemająca nawet wstępu do najważniejszego gabinetu przy ul. Nowogrodzkiej.

W ostatnich sondażach prezydenckich Andrzej Duda przegrywa z Donaldem Tuskiem. Jeśli myśli o reelekcji, to musi zacząć działać. Dlatego z punktu widzenia prezydenta istotne jest zarówno wyjście z własną inicjatywą polityczną, jak i wskazanie pola sporu spójnego z głoszonymi poglądami, na którym będzie miał za sobą większość Polaków, a które postawi jego konkurentów w niewygodnej pozycji.

Referendum konstytucyjne może się okazać wygodnym polem bitwy z Donaldem Tuskiem, domniemanym rywalem w wyborach prezydenckich. Po pierwsze, jak pokazuje np. ostatni sondaż Ibris za zmianą konstytucji jest 60 proc. pytanych, więc już na początku Andrzej Duda zdobywa przewagę, narzucając wygodny dla siebie temat debaty. Po drugie, referendum da mu szansę na ustawienie rywala w niewygodnej pozycji obrońcy status quo i pozwoli narzucić przedwyborczą narrację na zasadzie kontry: my PiS – zwolennicy zmian i reszta – broniący złej III RP.

Prezes musiał wiedzieć

Nic dziwnego, że propozycja została ostro skrytykowana przez opozycję jako potencjalnie niebezpieczny dla niej ruch. Bardzo dziwna za to okazała się reakcja PiS. – Prezydent był bohaterem jednego dnia dopóki politycy PiS nie zaczęli mówić o jego propozycji, że tak naprawdę to PiS postulował referendum już wcześniej lub, że mało o tej propozycji wiedzą – zauważa politolog Marek Migalski.

Rzeczywiście, politycy PiS wypowiadają się o ruchu prezydenta ostrożnie, jeśli nie sceptycznie. Rzecznik klubu PiS Beata Mazurek mówi, że propozycja jest tak ogólna, że trudno ją komentować. – To inicjatywa prezydenta, my ją szanujemy. Z całą pewnością będziemy się do tego odnosić, jak będziemy znać konkrety – mówi Beata Mazurek.

– Kluczowe jest pytanie, czy wie o tym prezes Kaczyński – zastanawia się Antoni Dudek.

Lider PiS nadal nie zajął stanowiska, zresztą nawet jeśli Andrzej Duda konsultował wcześniej pomysł z Jarosławem Kaczyńskim, to i tak się tego szybko nie dowiemy. Dla PiS debata konstytucyjna może być wygodnym tematem politycznych kampanii. Dlatego Dudek uważa, że "wystrzał" prezydenta nie był samowolką, ale miał miejsce w porozumieniu z Jarosławem Kaczyńskim.

To może oznaczać dwa warianty rozwoju sytuacji. Albo Kaczyński postanowił bardzo ostro zagrać w celu walki o zmianę konstytucji, albo chodzi o przymiarki do rozpoczęcia nowej kampanii wyborczej przed kolejnymi wyborami do Sejmu, w których PiS będzie walczył o większość dającą prawo zmiany konstytucji. Dziś jak wiemy jej nie ma, a według Kaczyńskiego tylko taka większość da mu realną władzę w Polsce.