Sześciu Afgańczyków i ośmiu amerykańskich żołnierzy zostało rannych, gdy zamachowiec-samobójca zdetonował we wtorek w pobliżu bazy wojskowej USA w Kabulu ładunek wybuchowy w mikrobusie.
W informacji przesłanej SMS-em do agencji AP odpowiedzialność za zamach wzięli na siebie talibowie. Twierdzą, że celem zamachu był konwój cywilny. Po wybuchu dostęp do bazy Camp Phoenix zablokowali żołnierze amerykańscy.
Siły NATO potwierdziły, że przed główną bramą amerykańskiego obozu doszło do eksplozji i że był to samochód-pułapka.
18 stycznia doszło w stolicy Afganistanu do największego od roku ataku terrorystycznego. Talibscy bojownicy, w tym zamachowcy-samobójcy w kamizelkach z ładunkami wybuchowymi, zaatakowali kilka budynków w centrum Kabulu, m.in. gmachy rządowe, banki i sklepy. W walkach z przybyłą na miejsce ataków policją zginęło co najmniej dziewięć osób, w tym czterech kamikadze; 38 osób zostało rannych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|