Arabia Saudyjska poważnie myśli o uniezależnieniu się od ropy naftowej. Do końca obecnej dekady przychody z pozostałych sektorów gospodarki mają wzrosnąć ponad trzykrotnie, zaś wpływy z eksportu produktów innych niż paliwa kopalne – prawie dwukrotnie.

Wczoraj saudyjski rząd zaprezentował Narodowy Program Transformacji, który jest częścią przedstawionej w kwietniu Wizji 2030. O ile jednak tamten dokument pokazywał ogólną, długoterminową wizję gospodarczego rozwoju królestwa, o tyle wczorajszy skupia się tylko na okresie do 2020 r. i wyznacza konkretne cele do osiągnięcia.

I tak, dochody spoza sektora naftowego mają się zwiększyć ze 163,5 mld riali (168 mld zł) do 530 mld riali (544 mld zł). To oznaczałoby, że wzrosną z ponad 6 do 20 proc. PKB. Eksport produktów spoza sektora naftowego, obecnie przynoszący 185 mld riali rocznie, w 2020 r. powinien dawać 330 mld.

Jednym z kluczowych elementów planu jest ograniczenie udziału sektora państwowego w gospodarce. Rząd chce, aby w ciągu najbliższych pięciu lat powstało 450 tys. etatów w sektorze prywatnym, m.in. dzięki zwiększeniu udziału kobiet w rynku pracy, rozwojowi turystyki oraz górnictwa. Z drugiej strony wydatki na płace w sektorze państwowym, obecnie wynoszące 480 mld riali, co stanowi 45 proc. wszystkich wydatków budżetowych, mają zmniejszyć się do 456 mld. Biorąc pod uwagę inflację, realny spadek płac będzie większy niż nominalne 5 proc. Pomimo podejmowanych od pewnego czasu działań około dwóch trzecich Saudyjczyków nadal jest zatrudnionych w sektorze państwowym, który daje większą pewność pracy i lepsze świadczenia.

Wydobycie ropy naftowej pozostanie przez najbliższe lata na niezmienionym poziomie – ok. 12,5 mln baryłek dziennie, ale ma wzrosnąć zdolność produkcyjna saudyjskich rafinerii – z 2,9 do 3,3 mln baryłek dziennie. Znacząco za to powinno się zwiększyć wydobycie gazu ziemnego – z 340 do ponad 500 mln m sześc. dziennie. Arabia Saudyjska zamierza inwestować także w energetykę jądrową oraz w odnawialne źródła energii, które w 2020 r. mają zaspokajać 4 proc. jej potrzeb.

Pięcioletni program transformacji ma kosztować 270 mld riali, co stanowi ok. 11 proc. rocznego PKB Arabii Saudyjskiej, ale władze w Rijadzie chcą, aby sektor prywatny sfinansował ok. 40 proc. spośród 500 przewidzianych w nim projektów i inwestycji, a także zamierzają w większym stopniu wpuścić do kraju zagraniczny kapitał – wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych powinna wzrosnąć z 30 do 70 mld riali.

Oszczędności nie ograniczą się do pensji w sektorze publicznym. Ograniczenie subsydiów na ropę, wodę i elektryczność powinno pozostawić w kasie państwa do 2020 r. 200 mld riali. Rząd nie zamierza wprowadzać podatku dochodowego dla obywateli, ale towary i usługi będą obłożone VAT-em. Władze potwierdziły także plan sprzedaży w ofercie publicznej 5 proc. państwowego koncernu naftowego Saudi Aramco, który jest najbardziej wartościową firmą na świecie, oraz wyemitowania po raz pierwszy w historii obligacji rządowych na kwotę ok. 15 mld dol.

Transformacja saudyjskiej gospodarki stała się koniecznością wskutek utrzymujących się niskich cen ropy naftowej. Cena baryłki jest dziś o połowę niższa niż dwa lata temu, choć i tak już się trochę odbiła od dna (baryłka ropy kosztuje ponad 50 dol., najwięcej od jesieni ub.r.). Bessa na rynku tego surowca mocno odbiła się na saudyjskich finansach – w zeszłym roku deficyt budżetowy wyniósł rekordowe 98 mld dol., co stanowiło prawie 15 proc. PKB, zaś rezerwy walutowe skurczyły się z 746 mld dol. w sierpniu 2014 r. do 581 mld na koniec kwietnia br.

Za przygotowanie zarówno planu transformacji, jak i Wizji 2030 odpowiada książę Mohammed bin Salman, który jest drugi w kolejce do tronu. Po tym jak jego ojciec Salman objął na początku zeszłego roku władzę, 30-letni Mohammed stał się jedną z najbardziej wpływowych osób w kraju – jest wicepremierem, ministrem obrony i szefem rady ds. gospodarczych i rozwoju. To nie podoba się wszystkim w ogromnym domu panującym Saudów, podobnie jak jego plany modernizacji i otwarcia na świat konserwatywnego królestwa. Możliwe wewnętrzne spory w rodzinie panującej są nawet większym zagrożeniem dla tego, czy uda się zrealizować plan, niż niektóre – nazbyt optymistyczne, zdaniem analityków – jego założenia.