>>>Unia chce ocieplenia stosunków z Białorusią

MICHAŁ POTOCKI: Jak się dowiedzieliśmy, wystosował pan list do czołowych unijnych polityków w sprawie sytuacji na Białorusi.
ALEKSANDER MILINKIEWICZ*: Tak, to prawda. Wysłałem taki list m.in. do Javiera Solany (wysoki przedstawiciel UE ds. zagranicznych - red.), Benity Ferrero-Waldner (komisarz UE ds. zagranicznych - red.), Jacka Protasiewicza (szef delegacji Parlamentu Europejskiego ds. Białorusi - red.) i Jacka Saryusza-Wolskiego (przewodniczący komisji ds. zagranicznych PE - red.). W liście odznaczam pozytywne zmiany, które rzeczywiście mają miejsce. Jeśli chodzi o negatywne sygnały, wyliczyłem m.in. wzbudzające wątpliwości areszty. Ponadto 24 studentów przebywających na stypendiach w Polsce ma sprawy kryminalne. Nigdy się nie zgodzimy na dialog przy naruszeniach praw człowieka. Zaś w interesie władzy, opozycji i narodu jest, by dialog trwał. Wtedy jest możliwa ewolucja.

Widzi pan przejawy takiej ewolucji?
Najwięcej zmian jest w gospodarce. Prezydent - rozumiejąc konieczność - za pomocą dekretów szybko zmienił prawo. Co się tyczy polityki, zmiany są jeszcze powierzchowne. Z 15 opozycyjnych gazet dwie są dostępne oficjalnie w kioskach; zarejestrowano ruch "O Wolność", a innych partii nie. Ale pierwsze kroki poczyniono. Teraz przede wszystkim chodzi o zachowanie niepodległości Białorusi. Bez nawiązania ścisłych stosunków ekonomicznych z UE nie można liczyć na korzystną przyszłość.

Niepodległość jest ważniejsza niż demokracja?
Nie przeciwstawiałbym obu tych wartości, ale niepodległość można stracić w jedną noc i wtedy wolności nie będzie nigdy. Dzisiaj największe zagrożenie stanowi sytuacja ekonomiczna. Niezmodernizowana gospodarka nie zdaje egzaminu. Do tego dochodzi kryzys. Tylko UE może pomóc w modernizacji w tak trudnych czasach.

Co będzie pan rekomendował unijnym politykom podczas najbliższych spotkań z nimi?
W dyskusjach przeważa kwestia sankcji, ale jest też marchewka. Ja bym mówił o marchewce, bo ona może być w odpowiednim stopniu dawkowana. To daje wyniki. Dzisiaj władza rozumie, że potrzebna jest pomoc gospodarcza. Dlatego zależy jej na stosunkach z Unią. Jeśli władza robi coś złego, pomoc można zmniejszyć. To będzie skuteczniejsze niż przywracanie sankcji.

*Aleksander Milinkiewicz, lider białoruskiej opozycji, szef ruchu "O Wolność"