"Tu jeszcze kilka dni wcześniej leżeli pacjenci. Nie podobał nam się jednak zapach w sali, więc ją zamknęliśmy. I całe szczęście" - profesor Alicja Chybicka, szefowa kliniki, pokazuje zdjęcie sali, w której sufit zawalił się wprost na łóżka. W podobnym stanie jest coraz większa część szpitala, który mieści się w zabytkowym przedwojennym budynku. "Pół biedy, że jest nam niewygodnie. Najgorsze jest to, że przez to nie możemy leczyć tylu dzieci, ile byśmy chcieli i ile możemy dzięki naszym zasobom lekarzy" - dodaje Chybicka.

70 przeszczepów

Szpital we Wrocławiu to największa w Polsce placówka zajmująca się leczeniem nowotworów dziecięcych. Wykonuje się tu 40 proc. przeszczepów szpiku w kraju, rocznie około 2 tysięcy dzieci szuka tu pomocy. "Przeszczepy szpiku przeprowadzamy u około 70 dzieci, moglibyśmy operować jakieś 50 procent więcej. Niestety nie mamy miejsca na odział pooperacyjny, więc nie mamy gdzie przenieść dzieci już zoperowanych i zająć się następnymi" - tłumaczy prof. Chybicka.

Jeżeli wrocławski szpital nie zostanie przeniesiony do innych budynków, grozi mu zamknięcie. Dlaczego? Bo nie spełnia standardów unijnych, które zaczną bezwzględnie obowiązywać w Polsce już za trzy lata.

"Budynek kliniki jest w tak złym stanie, że zamiast go tylko doraźnie remontować, postanowiliśmy wybudować całkiem nowy szpital. Mamy zebrane 3 mln złotych na jego projekt" - opowiada Agnieszka Aleksandrowicz z fundacji "Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową", która pomaga klinice zebrać potrzebne pieniądze.

"Mamy też obiecaną pewną pomoc od minister zdrowia Ewy Kopacz, a także od rektora Akademii Medycznej. To właśnie na kampusie Akademii miałby powstać nowy ośrodek onkologiczny. Jest też szansa na pieniądze z Unii, ale dopiero wtedy, kiedy my sami uzbieramy odpowiednią sumę" - dodaje Aleksandrowicz. A jest ona całkiem spora, bo koszt wybudowania nowego szpitala został oszacowany na 70 mln złotych.

E-zbiórka na klinikę

"Czas nas goni. I dlatego właśnie postanowiliśmy rozpocząć zbiórkę pieniędzy w całym kraju, podobnie jak kiedyś zbierano na warszawskie Centrum Zdrowia Dziecka" - mówi prof. Alicja Chybicka. Rzeczywiście, zbiórka na ten szpital zaczęła się w 1968 roku i trwała ponad 10 lat. Cegiełki kupowali nie tylko dorośli, często zobowiązywani do tego przez swoje przedsiębiorstwa, ale także dzieci, bo do akcji włączyły się szkoły w całym kraju. Tym razem jednak kwesta na budowę kliniki onkologii oparta jest na nowatorskim pomyśle. Powstała specjalna strona www.wirtualna-klinika.pl, gdzie za pomocą internetu każdy może zafundować "kawałek" szpitala.

"Cóż, taka jest smutna prawda, że taka zbiórka to czasem już niestety ostatnia deska ratunku dla szpitala i niestety coraz więcej placówek musi się nimi ratować" - mówi niezależny ekspert rynku zdrowia Rafał Janiszewski. "Pieniądze od płatnika, czyli z Narodowego Funduszu Zdrowia mogą być przeznaczane tylko na leczenie pacjentów, a fundusze od założycieli placówki czyli samorządów, albo resortu zdrowia są zazwyczaj zbyt małe, by wystarczały na utrzymanie budynku i dalsze inwestycje w infrastrukturę i sprzęt. Szpitalom pozostaje więc zdanie sie na hojność zwykłych ludzi" - dodaje Janiszewski.

Lekarze przypominają tymczasem, że w Polsce rak jest wykrywany zbyt późno. W pierwszej fazie - czyli wtedy, gdy można najszybciej wyleczyć raka - chorobę wykrywa się u zaledwie 8 proc. dzieci. W Unii Europejskiej u 25 proc.