Dziennik.plKraj

Środa, 30 maja 2012

Imieniny: Feliksa, Ferdynanda, Zdzisława

Gangsterzy obciążają Rutkowskiego

2010-02-06 | Ostatnia aktualizacja: 21:33 | Komentarze: 1 | skomentuj

Krzysztof Rutkowski pomagał nam przy porwaniu i zapłacił za zastraszenie biznesmena - twierdzą dwaj gangsterzy i świadkowie koronni, do których dotarli dziennikarze TVP Info. "To totalna bzdura" - odpowiada oskarżany detektyw. Sprawą zajmuje się już prokuratura apelacyjna.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-30

temp. min 1°C max. 22°C
opady: brak

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Świadek koronny Mirosław K., zeznając o mafii wołomińsko-markowskiej, opowiedział też prokuratorom o układzie, jaki z gangsterami miał mieć prywatny detektyw Krzysztof Rutkowski. Chodzi o pomoc przy porwaniu syna przedsięborcy z Turzyna. To sprawa z 2000 roku - podaje TVP Info.

"Omawialiśmy współpracę w zakresie porwań. Została podjęta rozmowa, że po uprowadzeniu przez nas jakichś ludzi będziemy informowali o tym Jacka K., a on będzie przekazywał te informacje Rutkowskiemu" - relacjonował Mirosław K. spotkanie w domu Jacka K., pseudonim Klepak, bossa gangu wołomińskiego. Tam, według świadka koronnego, detektyw miał zgodzić się na współpracę.

Zdaniem skruszonego gangstera, Krzysztof Rutkowski miał odebrać okup od rodziny porwanego i dać znać bandytom, by zwolnili uprowadzonego zakładnika.

"Mirek chciał nawet na rozprawie ujawnić te powiązania z Rutkowskim. Adwokat jednak go ostrzegał, że jeśli tak zrobi, to z więzienia nie wyjdzie. Rutkowski był wtedy na szczycie, chyba był posłem" - mówi dziennikarzom TVP Info Rafał T., inny świadek koronny i wspólnik Mirosława K.

Obaj przestępcy twierdzą poza tym, że detektyw zlecił im zastraszenie przedsiębiorcy z Gliwic - właściciela agencji towarzyskiej i firmy budowalnej. Mówią, że zapłacił im za to 20 tysięcy złotych.

"Pojechałem tam z <Fraglesem> (jeden z liderów "gangu markowskiego")" - opowiada Mirosław K. "Wjechaliśmy do agencji towarzyskiej, oddaliśmy strzały i zgodnie ze wskazówkami Rutkowskiego, powiedzieliśmy, że biznesmen ma się rozliczyć. To było takie zwykłe wymuszenie" - wspomina i dodaje: "Po powrocie do Warszawy Klepak dał nam pieniądze mówiąc, że to rozliczenie od Rutkowskiego".

"To kłamstwo! Totalna bzdura!" - odpowiada Krzysztof Rutkowski. "Gdybym ja kiedykolwiek współpracował z jakimś gangsterem, który zajmował się porwaniem dla okupu, nie byłoby wywiadu tutaj ze mną w moim domu, tylko w areszcie" - mówi detektyw.

Jak dowiedziała się TVP Info, zeznania świadków koronnych i akta sprawy analizują śledczy z prokuratury apelacyjnej.

Krzysztofem Rutkowskim, znanym prywatnym detektywem i byłym posłem, interesowała się już prokuratura. W 2006 roku został zatrzymany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego w związku z podejrzeniami, że mógł prać brudne pieniądze, poświadczyć nieprawdę i nielegalnie powoływać się na wpływy. Według śledczych, Rutkowski wprowadził do obiegu ponad 2 miliony złotych z produkcji podrobionego paliwa. Z aresztu wyszedł w 2007 roku. Rok później do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Rutkowskiemu za składanie fałszywych zeznań.

Źródło: dziennik.pl
Wypowiedzi: 1
  • ~ALi2011-01-26 15:41

    To bandyta z wyzszej polki mnie tez dziwi dlaczego jeszcze nie dostal dozywocia. W innych porwaniach tez uczestniczyl:

    Najpoważniejszy dowód obciążający Rutkowskiego znajduje się w aktach sprawy porwania Mariusza M., dokonanego wiosną 2004 r. Mężczyzna w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął w Piasecznie. Kilka dni później z jego rodzicami skontaktował się porywacz, który za uwolnienie Mariusza M. zażądał miliona złotych. Aby udowodnić, że przetrzymuje uprowadzonego, przesłał rodzinie obcięty palec ofiary. Równocześnie rodzina Mariusza M. wynajęła detektywa Rutkowskiego. Na początek otrzymał od rodziców kilkadziesiąt tysięcy złotych zaliczki. Jego działania nic jednak nie dały – po porwanym ślad zaginął. Do sprawy wrócono dwa lata później, gdy w ręce policji wpadł przestępca z gangu mokotowskiego. Chcąc wytargować mniejszy wyrok, zaczął sypać i szczegółowo opowiadać o porwaniu.
    „Rutkowski i jeden z jego ludzi przyjeżdżali do nas potajemnie. Raz, kiedy M. rozpoznał Rutkowskiego, zaczął na jego widok szarpać się i krzyczeć: Człowieku, błagam cię, pomóż mi, jesteś przecież detektywem" – czytamy w notatce policjanta, który przesłuchiwał gangstera. Od tego czasu ślad po uprowadzonym się urwał. Czy Mariusz M. został zamordowany, bo zorientował się, że detektyw Krzysztof Rutkowski współpracuje z gangsterami i bierze pieniądze od jego rodziny za udawane próby pomocy? Detektyw Rutkowski w rozmowie z „Wprost" na początku mówił, że sprawy uprowadzenia Mariusza M. nie pamięta. Później, gdy sobie o niej przypomniał, stwierdził, że nie ma sobie nic do zarzucenia. – Pieniądze, które podjąłem, zostały w całości wykorzystane na nasze działania. To nie nasza wina, że porwanego nie udało się odbić – mówi Rutkowski. Detektyw także kategorycznie zaprzecza temu, by widział się z Mariuszem M. po jego uprowadzeniu.

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «