Jeśli ta prognoza się sprawdzi, będziemy w Europie jednym z trzech krajów – za Bułgarią i Litwą – o największym spadku liczby dzieci. W większości państw europejskich ten spadek będzie znacząco niższy - średnio wyniesie 13 proc.

Tak pesymistyczny scenariusz każe postawić pytanie: Czemu w Polsce rodzi się tak mało dzieci? ”Chciałabym mieć drugie dziecko, ale wtedy musiałabym zrezygnować z pracy, na co naszej rodziny nie stać. Łączenie pracy z macierzyństwem to w Polsce wciąż duża sztuka. Miejsce w żłobku trudno znaleźć, a jak już jest, to dziecko trzeba odebrać do godz. 16, a ja kończę pracę o 18” - mówi pani Jolanta, 30-latka z Warszawy, mama Oli.

Takie dylematy w Polsce ma wiele kobiet. Potwierdzają to statystyki. ”Tylko 2 proc. maluchów ma szanse na miejsca w żłobku publicznym, to stanowczo za mało, by kobiety, które muszą pracować, zachęcić do rodzenia dzieci” - zauważa prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.

Badania Eurydice pokazują, że będzie tylko gorzej. Wedle jej prognozy „Kluczowe dane o edukacji w Europie 2009” w Polsce w ciągu najbliższej dekady liczba uczniów w wieku od 5 do 9 lat spadnie o 28,7 proc. W przedziale wieku od 10 do 14 lat ten spadek wyniesie aż 44,1 proc. Średnio w Polsce będzie więc o 35 proc. dzieci mniej.

Raport jest zgodny z przewidywaniami polskich demografów z Głównego Urzędu Statystycznego, którzy ostrzegają przed głębokim niżem demograficznym. Jego konsekwencje w przyszłości odczują Polacy w wieku produkcyjnym, których będzie o wiele za mało w stosunku emerytów. Dlatego ich obciążenie wydatkami na rzecz osób niepracujących oraz na państwową opiekę medyczną i społeczną będzie wzrastać.

Czy ta prognoza musi się sprawdzić? ”Żeby rodziło się więcej dzieci, powinniśmy rozwinąć politykę rodzinną. Teraz jesteśmy krajem, w którym cały ciężar wychowania dzieci spoczywa na obywatelach, państwo niewiele pomaga” - przyznaje prof. Kabaj. Jego słowa potwierdzają raporty instytucji unijnych. Według nich Polska najgorzej w UE dba o rodzinę i dzieci. Na pomoc społeczną i świadczenia rodzinne wydajemy rocznie tylko 0,8 naszego PKB, trzy razy mniej niż przeciętny kraj członkowski. Pod tym względem wyprzedza nas nawet biedna Rumunia. Jesteśmy też krajem Unii, w którym dzieci najbardziej zagrożone są ubóstwem.
”Jeśli w statystycznej polskiej rodzinie mężczyzna w wieku 40 lat, zarabiający 3 tys. zł ma na utrzymaniu siebie, żonę i dwójkę dzieci, to gdy podzieli ten zarobek na wszystkich, na głowę wyjdzie mniej niż średnia emerytura” - wylicza prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.

Według Ireny Wóycickiej z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową za tę sytuację odpowiadają politycy. ”Polityka rodzinna się opłaca, jednak u nas wciąż brak w niej konsekwencji, są za to spory ideologiczne. Politycy wpadają na pomysły nierozwiązujące problemu, np. dają becikowe, które kosztuje, a wcale nie wspiera rodzicielstwa. Powinni stworzyć takie warunki, żeby kobiety podejmowały pracę, a jednocześnie nie musiały rezygnować z macierzyństwa” - przekonuje.