Dziennik Gazeta Prawana logo

"Tak wyrwałam się ze wsi"

13 października 2007, 14:36
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Violetta Villas jest dziś diwą polskiej sceny. "Faktowi" opowiada o życiu w górniczej biednej rodzinie i o tym, jak - jeszcze jako Czesława Cieślak - marzyła o śpiewaniu i wielkiej karierze
Mój ojciec Bolesław Cieślak, który był prostym skromnym człowiekiem - górnikiem, a potem kolejarzem - uznał, że dla mojego dobra najlepsze jest, bym szybko wyszła za mąż i miała dom.

Gdy miałam 15 lat, byłam już bardzo rozwinięta, wyglądałam na co najmniej 17. Upodobał mnie sobie wtedy pewien porucznik po szkole oficerskiej na służbie WOP w Kudowie. Miał 27 lat. Wpadłam mu w oko. Ale ja nie chciałam wychodzić za mąż. W tym czasie marzyłam już, żeby wyjechać z Lewina do szkoły muzycznej do Wrocławia. Pragnęłam zostać piosenkarką. Ojciec jednak nie chciał się na to zgodzić. "Strach cię puścić do Wrocławia! Kto cię tam przypilnuje! Lepiej będzie, jak wyjdziesz za mąż!" - mówił. I zmusił mnie do małżeństwa z tym porucznikiem.

Buntowałam się. Nie chciałam go. Ale ojciec przekonywał, że z czasem go pokocham. Że przyzwyczaję się do niego. Dopiął swego i za pozwoleniem sądu, bo byłam nieletnia, wydał mnie za mąż w wieku 16 lat. Wzięliśmy ślub cywilny i zamieszkaliśmy z moimi rodzicami w Lewinie. W dniu ceremonii przyrzekłam sobie, że jak tylko skończę 18 lat, to ucieknę od porucznika Gospodarka, zostawię go. W międzyczasie urodził się nasz syn Krzysztof. Ale ja rozpaczałam. Stale płakałam i modliłam się w kościele, żeby Bóg pozwolił mi zostać śpiewaczką i uciec od męża. Jak postanowiłam, tak zrobiłam.

Gdy tylko skończyłam 18 lat, we wrześniu zabrałam małe dziecko i uciekłam od męża z domu, z Lewina do Szczecina. Tam mieszkała moja siostra z mężem, miałam więc u kogo się zatrzymać. Chciałam zdawać na wydział wokalny szczecińskiej muzycznej szkoły średniej. Ale czas składania podań minął... Pamiętam, że stałam sama wystraszona na szkolnym korytarzu i prosiłam o przesłuchanie. Co chwilę do komisji wzywany był ktoś, kto wcześniej już złożył podanie. Ja tego nie zrobiłam. Nie wiedziałam, czy dostanę się na egzamin. W końcu wysiadłam wprost z pociągu z Lewina! Siedziałam w kącie i potwornie się bałam, choć miałam ukończoną podstawową szkołę muzyczną.

Kiedy wszyscy zostali przeegzaminowani, na końcu poproszono jednak i mnie. "Pani chce zostać śpiewaczką? A dlaczego? A co nam pani zaśpiewa?" - zapytała komisja. Zaśpiewałam hiszpańską pieśń o torreadorze i pieśń włoską. Włożyłam w to całe serce, aż łzy leciały mi po policzkach. Profesorowie zrobili mi specjalne badanie i stwierdzili, że mam słuch absolutny. I przyjęto mnie na pierwszy rok. Płakałam z radości!

Zaraz jednak okazało się, że po całym Szczecinie szuka mnie mój mąż. Odnalazł mnie w końcu u siostry i chciał zmusić do powrotu do domu. Poszedł nawet do dyrektora szkoły. Ale dyrektor wziął moją stronę. - Proszę pana, ona nie jest dla pana, a pan nie jest dla niej. Ona ma taki talent, który w tej szkole zdarzył się po raz pierwszy - powiedział mężowi.

Dyrektor napisał też list do mojego ojca. Stwierdził, że taki talent jak mój, zdarza się raz na sto lat. I że powinien pozwolić mi się uczyć. Ojciec płakał ze wzruszenia. Przepraszał mnie i całował po rękach, za to, że tak mnie skrzywdził, zmuszając do zamążpójścia. Wybaczyłam mu jednak, bo wiedziałam, że nie chciał dla mnie źle. Po prostu tak pojmował moje dobro. Dostałam od szkoły pomoc - miejsce w internacie i stypendium. Mama przyjechała po mojego synka Krzysia i obiecała, że dopóki się uczę, to ona będzie go chowała w Lewinie.

I tak skończyło się moje pierwsze małżeństwo. A po roku spędzonym w Szczecinie mogłam przenieść się już do szkoły muzycznej we Wrocławiu, żeby być bliżej dziecka i móc często odwiedzać rodziców w Lewinie. Nie musiałam się już więcej ukrywać i uciekać przed niechcianym mężem.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj