Sąd uznał, że obciążające Andrzeja Sz. zeznania producentki były ogólnikowe i niespójne, a dowody przeciwko oskarżonemu niejednoznaczne. Według sędzi Katarzyny Wierzbińskiej-Wróbel, nie było innych obiektywnych dowodów przeciwko oskarżonemu, dlatego sąd musiał zinterpretować materiał dowodowy na jego korzyść i go uniewinnić.

Uzasadniając wyrok, sędzia powiedziała, że w ocenie sądu są wątpliwości dotyczące wiarygodności głównego świadka w procesie - producentki z Suwałk. Wierzbińska-Wróbel zwróciła uwagę, że producentka poinformowała organy ścigania o korupcji dopiero w momencie, gdy dowiedziała się, że TVP nie przedłuży z nią umowy i podpisze kontrakt na produkcję programów z inną firmą.

Jak podkreśliła sędzia, producentka nie udokumentowała, że płaciła oskarżonemu; kobieta twierdziła, że posiadała taką dokumentację, ale ją zniszczyła.

Według sądu, oskarżony nie miał też takich wpływów w białostockim ośrodku TVP, by decydować o kontraktach z producentami zewnętrznymi.

Prokuratura oskarżyła Andrzeja Sz. o to, że załatwił właścicielce firmy producenckiej z Suwałk kontrakt w TVP, za co zażądał od niej łapówki. Według prokuratury w latach 2001-2007 Andrzej Sz. przyjął od kobiety co najmniej 68,2 tys. zł, ale prokuratura nie wyklucza, że kwota była wyższa. Prokuratura domagała się dla oskarżonego trzech lat więzienia.

Andrzej Sz. był również oskarżony o to, że proponował łapówkę policjantom za odstąpienie od obowiązków służbowych, kiedy został zatrzymany do kontroli drogowej pod wpływem alkoholu oraz szarpał się przy zatrzymaniu i utrudniał wykonywanie czynności służbowych przez funkcjonariuszy.


Sąd uznał oskarżonego winnym tych czynów i skazał go na karę roku i 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Oskarżony zapłaci także grzywnę 6 tys. zł oraz koszty sądowe.

Sędzia powiedziała w uzasadnieniu, że dowody w tej części oskarżenia były jednoznaczne, a kara adekwatna do stopnia szkodliwości popełnionych przez oskarżonego czynów.