Sędzia Iwona Wiszniewska w uzasadnieniu wyroku podkreśliła, że opakowanie ze środkiem do udrażniania rur było źle oznakowane i wadliwe.

- Butelka, którą otworzył powód nie była należycie zabezpieczona. Tak zwana "bezpieczna zakrętka" w tym przypadku nie zadziałała. Dziecko bez problemu w ciągu niespełna 15 sekund otworzyło butelkę, od razu przytknęło ją do ust i połknęło zawartość - podkreśliła. 

Adwokat Szymon Matusiak jest zadowolony, że sąd utrzymał w mocy wyrok pierwszej instancji. 

-  Będzie to prowadziło na pewno do wysuwania kolejnych roszczeń w toku leczenia i rehabilitacji. Późniejsze skutki tego wypadku w życiu edukacyjnym i zawodowym dziecka, również będą się wiązały z kolejnymi roszczeniami, które będą mogli wysuwać rodzice a potem już dorosły Adrian - mówił. 

Chłopiec przeszedł dwie operacje plastyczne, spędził w szpitalu prawie trzy miesiące. Wciąż wymaga rehabilitacji: ma problemy z mówieniem.