Przed tarnowskim sądem ruszył proces mieszkanki Bochni, która porzuciła niedołężnego ojca i wyjechała na ponad dwa tygodnie. 86-cio latek zmarł z wycieńczenia. Elżbieta J. była w tym czasie w Sopocie. Przed sądem przekonywała, że wyjechała tam razem ze znajomym z desperacji, bo nie mogła sobie już poradzić z opieką nad ojcem. Mężczyzna, który jej towarzyszył, pojechał do Sopotu szukać pracy.

Prokuratura początkowo postawiła jej zarzut porzucenia ojca, ale później zmieniła zdanie i przed sądem oskarża kobietę o tak zwane zabójstwo z zamiarem ewentualnym - wyjaśniał prokurator Tomasz Gurdak. Mówił on, że ojciec oskarżonej nie był w stanie samodzielnie egzystować, a ona sama dobrze znała jego stan zdrowia. Wyjeżdżając więc - zdaniem prokuratora - godziła się, że może dojść do śmierci ojca. Kobiecie grozi dożywocie. Elżbieta J. nie przyznaje się do winy. Przekonuje, że kilkakrotnie próbowała umieścić ojca w szpitalu, a także w Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym. Podkreśla też, że wyjeżdżając do Sopotu zostawiła niedołężnemu ojcu zapas żywności. Zdołał jednak zjeść tylko jej część. Kobieta jest także oskarżona o wyłudzenie zasiłku z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, przed którym zataiła, że ma pracę.