Ustalanie wspólnego stanowiska w sprawie kształtu nowych e-dowodów przeciągnęło się o blisko trzy miesiące. Trzy zaangażowane w to resorty: cyfryzacji, spraw wewnętrznych i administracji oraz zdrowia miały poważne problemy z uzgodnieniem kluczowych szczegółów dowodowej rewolucji. Wreszcie ujrzał światło dzienne dokument proponujący naprawdę poważne zmiany w tym jak ma funkcjonować dowód osobisty.

I zapowiada on niezłe zamieszanie.

Pomysł, na który zgodziły się ministerstwa przedstawia się następująco. Nowy e-dowód ma jednak być połączony z KUZ, czyli kartą zdrowia umożliwiającą identyfikację w służbie zdrowia. - Skoro mamy plan rozpropagowania Profilu Zaufanego jako łącznika z e-administracją to nowy dowód by jego istnienie miało sens musi mieć w sobie coś więcej. I tym czymś jest właśnie funkcja KUZ. Co więcej pojawienie się elektronicznej karty zdrowia naprawdę wygeneruje spore oszczędności - mówi nam Piotr Woźny, wiceminister cyfryzacji. Te oszczędności wynikające z ograniczenia nieprawidłowości w opłatach za usługi zdrowotne, to jak wyliczają urzędnicy, nawet 710 mln zł rocznie.

Niemal pewne jest też, że nowy dokument będzie tzw. kartą dualną, czyli będzie posiadał interfejsy tak stykowy, jak i bezstykowy (czyli dwa sposoby sczytywania, tak, by był bardziej uniwersalny i trwały). W efekcie ma być dokumentem z mikroprocesorem podobnym do tego, jaki ma większość kart wydawanych przez banki, plus ma być wyposażony w komunikację NFC (Near Field Communications)

Ale o ile same funkcjonalności dowodu raczej nie wzbudzą wielkich kontrowersji, to już sposób jego wprowadzania może być karkołomny.

Pisaliśmy jako pierwsi, że rozważane są specrozwiązania we wprowadzeniu nowych dowodów. - Musimy się spieszyć by dowody pojawiły się przed marcem 2019 roku, bo taki mamy deadline inaczej Komisja Europejska odbierze nam blisko 170 mln zł dotacji. Po drugie resortowi zdrowia zależy by jak najszybciej zaczęła działać KUZ - dodaje Woźny i tłumaczy, że rzeczywiście tylko oszczędności z KUZ będą sensownym uzasadnieniem inwestycji w nowe dowody, które jak wyliczyły resorty w zależności od wybranego wariantu wprowadzenia mają wynieść między 1 a 1,4 mld złotych.

Te dwa warianty, to spore zmiany w sposobie wydawania dowodów.

W pierwszej koncepcji wszystkie dowody osobiste zostaną wymienione w latach 2019-2023. Ma to się udać dzięki temu, że w 2017 i w 2018 roku do ludzi będą trafiały dowody o specjalnie skróconym terminie ważności - tylko pięcioletnim. Co więcej ma być także skrócona ważność dowodów osobistych wydanych od roku 2014 do 2016. W efekcie od od 2019 roku, będą wydawane już tylko nowe e-dowody i one już mają być ważne na okres 10 lat. Koszt tego rozwiązania: 1,44 mld złotych.

Druga koncepcja ma być tańsza i to sporo, bo o 400 mln złotych. Ale równolegle będzie bardziej karkołomna. Tu także przyjęto, że wszystkie dowody osobiste zostaną wymienione w latach 2019-2023. Tyle, że obok skrócenia okresu ważności dokumentów z lat 2014-2016 równolegle mają być wydłużone te, którym termin ważności wygasa w 2017 i 2018 roku. W efekcie zacznie się zmasowana wymiana od 2019 roku.

Jakiej opcji by nie wybrano, szykuje nam się niezłe zamieszanie. Co przyznają już same resorty pisząc "istnieje zagrożenie związane z dużymi zmianami organizacyjnymi w urzędach gmin, które w latach 2017-2018, z uwagi na bardzo małą liczbę wydanych dokumentów otrzymają znacznie mniejszą dotację, a począwszy do 2019 roku będą musiały z kolei zatrudnić i wyszkolić nowych pracowników, aby obsłużyć ponad dwa razy więcej wniosków niż obecnie”. - Tak wiemy, że nie będzie z tym lekko ale to jest naprawdę do przeprowadzenia. Największy problem, to ograniczony czas jaki mamy na całą akcję. Bo by wprowadzać dowody wszystko jedno czy w oparciu o pierwsze czy drugie rozwiązanie musimy zmienić ustawę o dowodach osobistych i to zmienić ją już od 1 stycznia 2017 roku - tłumaczy wiceminister cyfryzacji.

Stąd bardzo krótki czas dany na konsultacje społeczne: tylko do najbliższego czwartku. Mimo to, z tego co się dowiedzieliśmy, z rynku będzie sporo zastrzeżeń do rządowych planów. - Sama koncepcja dowodu jest do przyjęcia. Ale plany wymiany są karkołomne i mogą wywołać spore perturbacje - mówi nam Wiesław Paluszyński wiceprezes Polskiej Izby Informatyki I Telekomunikacji już zbierający opinie wśród firm IT. - Największy jednak sprzeciw budzi w branży niezwykle silna pozycja Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, którą nie tylko wskazano jako drukarnię dokumentów ale także jako bezprzetargowego wykonawcę wersji elektronicznej dowodów. Stanowczo sprzeciwiamy się takiemu faworyzowaniu instytucji, która jest przecież także graczem rynku - podkreśla Paluszyński.