Magdalena Janczewska: Zaledwie kilka tygodni temu pisaliśmy o pogrążonej w śpiączce Włoszce Eluanie, którą ojciec chciał odłączyć od aparatury karmiącej, a teraz mamy w Polsce bardzo podobną historię - matka domaga się eutanazji dla nieuleczalnie chorego syna. Czy jednak rzeczywiście można porównywać obie sytuacje?
Magdalena Środa*:
Nie. Bo o eutanazji można zacząć rozmawiać dopiero wtedy, gdy wszystkie potrzeby rodziny zostają zaspokojone, gdy bliski może powiedzieć: ja wszystko mam, moje dziecko ma najlepszą z możliwych opiekę, ale nie widzę już sensu w tym, co się dzieje, nie chcę przedłużać tego cierpienia, wiem, że ono nie chciałoby takiego życia. W takiej sytuacji był ojciec Eluany. Jego córka miała zapewnioną dobrą opiekę w ośrodku opiekuńczym, nie spędzał z nią całej doby. Mógł świadomie podjąć decyzję o eutanazji.

Czy matka Krzysztofa nie jest w stanie tego zrobić?
W polskiej historii dominuje przede wszystkim ogromny krzyk rozpaczy matki, która już nie ma siły opiekować się swoim ciężko chorym dzieckiem. Pani Jackowska przez 24 lata podporządkowywała synowi całe swoje życie. Zrezygnowała z własnego życia, bo nie widziała żadnej innej alternatywy. Czuła ogromną presję społeczną, w myśl której matka musi się poświęcać dziecku bezgranicznie. Ale okazało się, że jest tylko człowiekiem, że zaczyna brakować jej sił, poczuła także ogromny strach, co się stanie z jej dzieckiem, jak jej zabraknie.

Więc pani zdaniem chęć zapewnienia dziecku godnej śmierci jest tak naprawdę wołaniem o pomoc?
Z tego, co mówi pani Jackowska, tak to właśnie wygląda. W tym przypadku bardziej skupiamy się na tym, co jest dobre dla matki, a nie dla jej dziecka. Nie mamy pewności, że gdyby syn leżał w takim hospicjum, jakie widziałam w Szwecji, gdyby kobieta mogła wyjechać na urlop, liczyć na pomoc w pielęgnacji dziecka dwanaście godzin dziennie, to nadal pragnęłaby jego śmierci. Może wcale nie bałaby się zostawiać go pod opieką innych ludzi.

W Polsce brakuje jednak takich hospicjów. Krzysztof do tej pory ma blizny po pobycie w szpitalu, gdzie nabawił się odleżyn. Janusz Świtaj, który jako pierwszy rozpoczął w Polsce debatę o prawie człowieka do śmierci, też mówił, że wolałby umrzeć, niż zdać się znowu na pomoc państwa.
I to jest właśnie problem, z którym trzeba się zmierzyć. Widzę w tym ogromną rolę nie tylko państwa, ale i Kościoła, który cieszy się dużym zaufaniem ludzi. W Polsce niestety za często okazuje się szacunek dla życia ludzkiego, piętrząc zakazy i nakazy, gdy tymczasem należałoby realnie pomagać. Tymczasem nasze społeczeństwo się starzeje, technika idzie do przodu, niedługo wielu z nas może się zmierzyć z problemem godnej starości czy umierania.

Jednak czy w przypadku ciężkiej choroby możemy decydować o życiu innego człowieka?
Tak. Współczucie nie polega na bezgranicznej miłości i poświęceniu. To przede wszystkim postawienie się w sytuacji tego drugiego człowieka i zastanowienie się, czy warto żyć za wszelką cenę. Dlatego uważam, że powinno się otworzyć w Polsce furtkę dla eutanazji.

*prof. Magdalena Środa, etyk i filozof z Uniwersytetu Warszawskiego