– napisał Leszek Pękala, porucznik Służby Bezpieczeństwa i inspektor IV Departamentu MSW w służbowym raporcie datowanym na 22 października. – – wyjaśniał Pękala.
Śledczych z Prokuratury Wojewódzkiej z Torunia, którzy dołączyli ten dokument do akt sprawy porwania księdza Jerzego Popiełuszki zdziwić mógł także kolejny raport, również dotyczący wydarzeń w resorcie z 19 października. Dokument ten sporządził przełożony Leszka Pękali, kapitan SB Grzegorz Piotrowski. Wynika z niego, że nie tylko Pękala tego dnia źle się poczuł.
– napisał Piotrowski, wówczas naczelnik w IV Departamencie MSW zajmującym się walką z Kościołem. – .
„Dokuczanie” Popiełuszce
Jednak tego dnia ani Piotrowski nie zbierał grzybów, ani Pękala nie leżał w łóżku. Dołączył do nich porucznik Waldemar Chmielewski. Wszyscy trzej ruszyli służbowym nieoznakowanym dużym fiatem do Bydgoszczy, gdzie ksiądz Jerzy Popiełuszko miał odprawiać mszę. Akcją dowodził Piotrowski, sprawdzony funkcjonariusz w walce z Kościołem, między innymi autor prowokacji, która miała dowieść, że Karol Wojtyła miał nieślubne dziecko. Rok wcześniej uczestniczył również w porwaniu działacza opozycji Janusza Krupskiego, któremu poparzył twarz żrącym płynem. Tym razem od jakiegoś czasu był przydzielony do inwigilacji księdza Popiełuszki, kapelana Solidarności, którego kazania na temat wolności przyciągały tłumy do warszawskiej parafii imienia Stanisława Kostki.
Czy Piotrowski tego dnia wyjechał z Warszawy z zamiarem zabicia duchownego? Wiele na to wskazuje. Zachowane w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej akta śledztwa prokuratorskiego pokazują, jak wszyscy trzej podejrzani o porwanie i zabójstwo księdza Popiełuszki próbowali najpierw zmylić tropy, a następnie odsunąć od siebie odpowiedzialność.
Grzegorz Piotrowski w czasie przesłuchania 25 października 1984 roku, gdy jeszcze odnaleziono ciała kapelana opozycji, nie chce mówić o zabójstwie. Twierdził, że chciał jedynie „dokuczyć” księdzu. – przekonywał. Dzień później Waldemar Chmielewski w swoich zeznaniach również przekonywał, że grupa Piotrowskiego nie planowała zabójstwa kapelana. – – twierdził.
Na czym dokładnie miałoby polegać to „dokuczanie”, o którym mówił Piotrowski? Odpowiedź może podsunąć spis wyposażenia, jakie trzej esbecy zabrali ze sobą.
– zeznawał Chmielewski. – – wyliczał. – .
Spalić auto księdza
Co mogło wskazywać na zamiar popełnienia zbrodni? Na przykład dwa worki wypełnione kamieniami, jakie kierowca – Leszek Pękala – wrzucił do bagażnika służbowego fiata. Część tych kamieni posłużyła później jako obciążenie ciała księdza Popiełuszki wrzuconego do Wisły. Choć Chmielewski upierał się, że brukowce zabrali ze sobą w zupełnie innym celu. Miały im posłużyć do zamaskowania miejsca przetrzymywania uprowadzonego duchownego. Mówił, że Piotrowski kazał im wcześniej poszukać takiego odosobnionego miejsca.
– opowiadał Chmielewski przed prokuratorem. – – dodawał.
To nie była pierwsza próba schwytania kapelana Solidarności. Kapitan Grzegorz Piotrowski już wcześniej obmyślił plan zatrzymania samochodu księdza i niecały tydzień przed zabójstwem próbował spowodować wypadek z udziałem auta Popiełuszki.
– zeznał 3 listopada przed prokuratorem, pomijając jednak fakt, że gdyby zamach się udał, chcieli również spalić auto wiozące kapelana Solidarności.
19 października po południu grupa Piotrowskiego obserwowała, jak ksiądz Popiełuszko wychodzi z kościoła w Bydgoszczy i wsiada do zielonego volkswagena golfa, który rusza w kierunku Warszawy. Za kierownicą siedział Waldemar Chrostowski. Jak relacjonował dzień po porwaniu, w pewnym momencie na szosie wyprzedził ich jadący od jakiegoś czasu za nimi fiat 125p. Pasażer fiata zasygnalizował czerwonym światłem latarki, by się zatrzymali. – zeznawał później wstrząśnięty kierowca. Mężczyźni, którzy ich zatrzymali, kazali Chrostowskiemu podejść do ich auta. – opowiadał Waldemar Chrostowski.
„Pierwszy raz uderzyłem człowieka”
Do zadania ciosu przyznał się Grzegorz Piotrowski. – tłumaczył. – – podkreślał Piotrowski, zdobywając się nawet na skruchę, którą dość dziwnie musiała zabrzmieć w ustach oficera sprawdzonego w niejednej prowokacji bezpieki: – – powiedział.
– zeznawał 24 października Waldemar Chmielewski, wówczas jeszcze podejrzany o uprowadzenie księdza. Co może dziwić, to dziwne luki w pamięci przesłuchiwanego, którego uwadze umykały sytuacje, w których maltretowano duchownego. Za to dokładnie odtwarzał on prowadzone w tym czasie dialogi. – mówił Chmielewski i kontynuował: –
„Nie mogłem tego słuchać, włączyłem radio”
Kierowca księdza Popiełuszki miał wiele szczęścia. Kajdanki zapięte z przodu pozwoliły mu w pewnym momencie w czasie jazdy szarpnąć palcem za klamkę i wyskoczyć na jezdnię. – wyjaśniał Chmielewski, gładko przechodząc dalej. – podkreślał w czasie zeznań składanych 24 października.
Przesłuchiwany tego samego dnia Leszek Pękala również miał problemy z przypomnieniem sobie, co działo się pięć dni wcześniej.
– opowiadał Pękala. – – twierdził, przekonując prokuratora, że skupiał się na usterce, a dokładnie – na niepokojąco zapalającej się w czasie przyspieszania kontrolce oleju.
„Łap go!”
Leszek Pękala opowiadał, że nie pamięta, czy w lesie, gdzie się zatrzymywali, wychodził z samochodu. Nie pamiętał, czy wychodzili jego koledzy. Również nie pamiętał, czy otwierał bagażnik. Twierdził, że utracił poczucie czasu. Zapamiętał, że w pewnym momencie ktoś podał mu butelkę wódki. – przyznał kierowca. – – zeznawał 24 października.
Następnego dnia pamięć Pękali znacznie się poprawiła. – relacjonował 25 października przed prokuratorem. – .
Kolejnego dnia Pękala zaczął przypominać sobie jeszcze więcej szczegółów. 26 października opowiedział, jak ksiądz Popiełuszko w czasie jednego z postojów próbował uciekać. Ale zapewniał, że nie pomagał w schwytaniu go.
Tortury w bunkrach?
Grzegorz Piotrowski, pytany o okoliczności przedstawiane śledczym przez Pękalę i Chmielewskiego nie chciał odnosić się do nich wprost. Przesłuchiwany 29 października odparł jedynie, że . Następnego dnia dodał: – podkreślał Piotrowski.
Co mogły oznaczać te słowa? Czy wskazują na słuszność hipotezy, że ksiądz Jerzy Popiełuszko został przekazany przez Piotrowskiego, Chmielewskiego i Pękalę innej grupie? Czy możliwe było, by uprowadzony duchowny żył jeszcze przez kilka dni, podczas których maltretowano go i przesłuchiwano? Dwaj prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej przedstawili inny, ich zdaniem możliwy, scenariusz, według którego kapelan Solidarności zginął nie 19, a 25 października, po trwających kilka dni torturach w bunkrach usytuowanych w Borze Kazuńskim. Wskazywać na to mogłyby również wcześniejsze zeznania Chmielewskiego i Pękali, mówiące o porzuceniu Popiełuszki gdzieś w lasach. Na pójście tym tropem zabrakło jednak dowodów. Sąd w procesie toruńskim zabójców księdza Popiełuszki przyjął jedną wersję wydarzeń. Tę, o której już 25 i 26 października opowiedzieli zgodnie towarzysze Grzegorza Piotrowskiego.
„Kamulki do nóg”
– zeznał Leszek Pękala. – – stwierdził, podkreślając jednak, że miał wątpliwości, czy na pewno słusznie postępują. Próbował również wybielić Chmielewskiego, obciążając jednocześnie dowódcę grupy. – .
Chmielewski z kolei opowiadał, jak Piotrowski wybierał miejsce, gdzie wrzucili księdza do Wisły. Wybór padł na tamę we Włocławku, nad Zalewem Wiślanym.
– zeznawał w czasie przesłuchania. – – przekonywał Chmielewski, choć jeszcze w czasie tego samego przesłuchania przypomniał sobie, co w czasie drogi powrotnej miał obiecywać im ich przełożony:
Łaskawa amnestia
Grzegorz Piotrowski, Waldemar Chmielewski i Leszek Pękala zostali uznani winnymi uprowadzenia, torturowania i zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki. Wraz z nimi na ławie oskarżonych zasiadł pułkownik Adam Pietruszka, zastępca dyrektora IV Departamentu MSW, sądzony za sprawstwo kierownicze zbrodni. 7 lutego 1985 roku sąd wymierzył im wyroki. Piotrowski został skazany na 25 lat więzienia, podobnie jak Pietruszka. Pękala dostał 15 lat, Chmielewski – 14 lat.
Po interwencji szefa MSW generała Czesława Kiszczaka u prokuratora generalnego rok później kary te zostały zmniejszone – Pietruszce do 15 lat więzienia, Pękali do 10 lat, a Chmielewskiemu do 8. Amnestia z 1987 roku jeszcze mocniej ścięła ich wyroki. Pietruszka odsiedział tylko 10 lat z zasądzonych początkowo 25, Pękala 6 z 15, a Chmielewski spędził za kratami 4,5 roku zamiast 14. Piotrowski wyszedł na wolność w 2001 roku po odsiedzeniu 15-letniego wyroku.