Była dziennikarka śledcza "Wprost", obecnie pracująca dla "Gazety Polskiej" od lat zajmuje się lustrowaniem przedstawicieli mediów, skupiając się na dziennikarzach - określanych przez "niepokorną" prawicę - jako "reżimowi". Tekst opublikowany w portalu niezależna.pl to fragmenty książki, napisanej przez Kanię i Macieja Marosza, która ma się wkrótce ukazać.
- pisze Kania. I ma rację, bo w jej tekście padają same znane nazwiska. Publicity przed wydaniem książki autorka ma gwarantowane.
Kania pisze m.in. o Mieczysławie Morozowskim, ojcu dziennikarza TVN 24, Andrzeja Morowskiego. -
Wspomina też rodziców Hanny i Tomasza Lisów. -
Kania wymienia też nazwisko innej dziennikarki TVN 24, Justyny Pochanke. - czytamy w portalu niezależna.pl
W tekście Doroty Kani padają też nazwiska redaktora naczelnego "Polityki" i dziennikarzy związanych z tygodnikiemszefa portalu Wyborcza.pl oraz Moniki Olejnik.
Tekst już wywołał kontrowersje. To kolejny głos w dyskusji na temat "grzebania w życiorysach", jaką rozpętał swoim artykułem o matce sędziego Igora Tuleyi Cezary Gmyz. Poza tym Dorota Kania nie cieszy się nieskalaną opinią w środowisku. Dziennikarka ma już na koncie kilka procesów, w tym wyrok za zniesławienie, postawiono jej też zarzut płatnej protekcji. Pięć lat temu w programie "Teraz My" na antenie TVN lobbysta Marek Dochnal oskarżył ją o to, że pożyczała pieniądze od jego teściowej i adwokatki w zamian za obietnicę wstawienia się za nim w najwyższych kręgach władzy. Kania zaprzeczyła i oskarżyła Dochnala o pomówienie.
- skomentował na Twitterze Konrad Pasecki, dziennikarz RMF FM.