Poza zdjęciem i tytułem na okładce znalazła się również zajawka, w której napisało m.in.: .
Na okładkę szybko zareagował sam zainteresowany. Na Facebooku zamieścił oświadczenie, w którym zadeklarował, że występuje na drogę sądową przeciwko tygodnikowi. - - zadeklarował.
O okładce napisał, że jest to wyraz "wyjątkowej nierzetelności dziennikarskiej, rujnującej poziom publicznej dyskusji". - - napisał Jan Hartman.
I bronił samej idei dyskusji na temat kazirodztwa, tłumacząc, że w wielu europejskich krajach otwarcie dyskutuje się nad sensownością karania ludzi dobrowolnie wchodzących w związki kazirodcze.
Jednak felieton, który miał ukazać się na łamach tygodnika "Polityka", a który ostatecznie znalazł się jedynie na facebookowym profilu naukowca, wywołał burzę. Hartman został wyrzucony z Twojego Ruchu, zaś Uniwersytet Jagielloński, na którym wykłada, odciął się od jego słów i skierował sprawę do rzecznika dyscypliny.
Co takiego napisał Hartman?
W feralnym felietonie znalazły się m.in. takie słowa:
Co więcej, jest pewien argument na rzecz tolerowania kazirodztwa. Jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku. Być może piękna miłość brata i siostry jest czymś wyższym niż najwznioślejszy romans niespokrewnionych ze sobą ludzi?
CZYTAJ WIĘCEJ: Debatować o legalizacji kazirodztwa? "To już jest odlot" >>>