O decyzji szefostwa portalu Rafał Ziemkiewicz poinformował we wtorek na Twitterze. Relacjonował, że tuż po podpisaniu umowy z Onetem (dla którego zrezygnował z pisania w Interii) jego konto w serwisie nagle zostało zablokowane, dotychczasowe komentarze usunięte, a w jego skrzynce mailowej znalazł się list od szefowej projektu.
Oficjalnym pretekstem zerwania umowy jest mój twitt z rzekomym gwałcicielu ale trudno mi uwierzyć, że dopiero teraz się o nim dowiedzieli /1
— Rafał A. Ziemkiewicz (@R_A_Ziemkiewicz) październik 7, 2014
- napisał na swoim profilu na FB Ziemkiewicz.
Poszło o zapowiedź napisania komentarza do afery, jaką w tym samym czasie rozpętał na Twitterze. Odnosząc się do artykułu o byłym zakonniku, oskarżonym o gwałt na pijanej dziewczynie, napisał:
Tym krótkim “wystąpieniem” Ziemkiewicz wywołał burzę. Oskarżono go o szowinizm, promowanie przemocy, brak empatii i zwyczajną głupotę. Publicysta nie przepraszał, ale atakował, tłumacząc, że wpis wykorzystano by go zdyskredytować i z niego zakpić.
CZYTAJ WIĘCEJ: Ziemkiewicz zarechotał jak Lepper >>>>
Grupa Onet tłumaczy, że rozwiązała współpracę z Ziemkiewiczem, bo zapowiedział opublikowanie „skandalizującego tekstu o seksie i gwałtach”.
- napisała Agnieszka Odachowska, dyrektor komunikacji korporacyjnej Ringier Axel Springer Polska.
- napisał na swoim profilu na Facebooku Ziemkiewicz, insynuując, że prawdziwe powody zerwania współpracy były zupełnie inne.
Ostatni felieton Ziemkiewicza, jaki ukazał się na Onecie, dotyczył Elżbiety Bieńkowskiej.
Onet otworzył oczy i wywalł na zbite pióro Ziemkiewicza @R_A_Ziemkiewicz powinien dziękować III RP, że ratuje mu życie blokując jego brednie
— Jarosław Kuźniar (@jarekkuzniar) październik 7, 2014
Jeszcze tego samego dnia ze współpracy z Onetem zrezygnował też Cezary Gmyz (razem z Ziemkiewiczem pracują w jednej redakcji, “Do Rzeczy”).
- bronił kolegi po piórze Gmyz, dodając że żałuje ciekawie zapowiadającego się eksperymentu.
Zrezygnowałem ze współpracy z onetem powołując się na art 54.2 Konstytucji RP. Nie mam dylematu jak zarobić rubelka i cnoty nie stracić ;)
— Cezary „Trotyl” Gmyz (@cezarygmyz) październik 7, 2014
Projekt Onetu zakładał stworzenie platformy blogowej - trochę na wzór Salonu24, w której autorzy będą mogli sami na bieżąco publikować własne komentarze - na dowolny temat i w dowolnym czasie. Ich wynagrodzenie zależeć miało od popularności komentarzy wśród internautów.
To nie jedyny przypadek blogowej "cenzury". Ostatnio czyścić bloga swojego komentatora musiała "Polityka". Tekst prof. Jana Hartmana na temat kazirodztwa zniknął z sieci zanim rozpętała się burza wokół kontrowersyjnych tez jego autora.
Ale mimo ogólnopolskiego skandalu "Polityka" umowy z Hartmanem jednak nie zerwała i byłego polityka Twojego Ruchu ze swoich e-łamów nie wyrzuciła.