Władze Opola wypowiedziały TVP umowę na organizację 54. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej. Oficjalny powód: telewizja nie wywiązała się ze swoich obietnic. W umowie było zapisane, że TVP zorganizuje „Złoty Jubileusz” Maryli Rodowicz. Wszyscy wiemy, że artystka nie weźmie jednak udziału w imprezie - tłumaczy w rozmowie z DGP Katarzyna Oborska-Marciniak, rzeczniczka prezydenta Opola Arkadiusza Wiśniewskiego. W poniedziałek do tamtejszego amfiteatru nie wpuszczono ekipy technicznej TVP. Wiśniewski mówi, że decyzję podjęto z obawy o nadszarpnięcie marki "KFPP w Opolu".

Reklama

Wypowiedzenie umowy nie zamykało drogi do dalszych rozmów i zorganizowania festiwalu w innym terminie. Mieliśmy przypadek, że impreza odbyła się we wrześniu, ale nie chciałabym niczego przesądzać - zastrzega rzeczniczka.

Traktujemy to jako kolejną odsłonę negocjacji - mówił jeszcze późnym popołudniem Maciej Stanecki, wiceprezes TVP.

Wieczorem Jacek Kurski zdecydował jednak, że dalszych negocjacji nie będzie, a impreza odbędzie się w podobny terminie, tyle że w innym mieście. Winę za całe zamieszanie zrzucał na prezydenta Opola - Myślę, że robi wielką krzywdę Opolu, wielką krzywdę widzom i ponosi historyczną odpowiedzialność za to, że tego festiwalu nie będzie w tym roku w Opolu - dodał. Dziś telewizja ma rozmawiać z włodarzami miast, które typowane są na zastępstwo.

Po tym, jak z udziału w tegorocznym festiwalu zrezygnowały największe gwiazdy, na Woronicza od kilku dni trwały gorączkowe narady. Lista wykonawców, którzy się zbuntowali i na festiwalu współorganizowanym przez telewizję kierowaną przez Jacka Kurskiego wystąpić nie zamierzają, wydłużyła się w weekend do kilkunastu osób. Zrezygnowali m.in. Maryla Rodowicz i Andrzej Piaseczny (oboje mieli na scenie amfiteatru obchodzić swoje jubileusze i dać oddzielne koncerty z występami gości).

Bojkot ma podłoże polityczne. Pierwsza sygnał dała Kayah. Artystka miała, jak pisała "Gazeta Wyborcza", znaleźć się na czarnej liście artystów, których TVP nie chce wpuścić na scenę, bo otwarcie opowiadała się po stronie opozycji. Kayah występowała na manifestacjach Komitetu Obrony Demokracji, wsparła też czarny protest kobiet.

TVP wczoraj zaprzeczyła doniesieniom o czarnej liście. Menedżerowie stacji wymieniają kolejne nazwiska piosenkarzy dogadywanych na zastępstwo. Rozmowy trwały do późnego wieczora w poniedziałek. Zaproponowaliśmy uruchomienie Akademii Polskiej Piosenki, do projektu zgodziła się włączyć Halina Frąckowiak. W związku ze śmiercią Zbigniewa Wodeckiego zwróciłem się też z propozycją do Opola, żeby zagrać w czasie festiwalu koncert upamiętniający jego twórczość. Zwykła przyzwoitość nakazuje upamiętnić artystę, który w Opolu debiutował, i pogodzić się w obliczu tak smutnych okoliczności - mówi Stanecki.

Tegoroczna umowa TVP z miastem została podpisana na ostatnią chwilę, pod koniec kwietnia. I opiewa tylko na rok, bo już wtedy pojawiły się wątpliwości. Powodem sporu miała być część festiwalu, na której występują kabarety. Kurski przyznał, że miastu nie podobał się pomysł na zorganizowanie benefisu Jana Pietrzaka. Oliwy do ognia dolał też fakt, że TVP chciała przejąć od miasta dystrybucję biletów na ten koncert. Nieoficjalnie komentowano, że w ten sposób chce zagwarantować tego dnia przychylną publiczność. W zeszłym roku Opole dołożyło do budżetu festiwalu 1,7 mln zł, w tym chciało dać 800 tys.

Z artystami telewizja nie miała - jak się dowiedzieliśmy - podpisanych żadnych umów. Tak więc mogli rezygnować z występów bez obaw, że przyjdzie im za to zapłacić. Kary widziałem w umowach na koncerty planowane z 1,5-rocznym wyprzedzeniem, i to w przypadku gwiazd pokroju Depeche Mode. W polskiej praktyce najpierw rezerwuje się termin, uzgadnia cenę, a formalności dopina często na ostatnią chwilę. Z artystami byliśmy w trakcie negocjacji - mówi Stanecki.

Nigdy nie zdarzyła się sytuacja, żeby artyści rezygnowali i wycofywali się tuż przed festiwalem. Tutaj zawiniła buta i pycha Jacka Kurskiego - mówi Juliusz Braun, były prezes TVP, a obecnie członek Rady Mediów Narodowych. Dla telewizji obecne zamieszanie oznacza nie tylko stratę wizerunkową, ale też wymierne koszty. Skandal może się też okazać gwoździem do trumny Jacka Kurskiego, prezesa TVP. W PiS ma on wielu przeciwników, którzy uważają, że należałoby odwołać go ze stanowiska. Telewizja na tym festiwalu nigdy nie zarabiała, raczej do niego dokładała - przyznaje Braun.

Realne przychody reklamowe, biorąc pod uwagę, że transmisje odbywają się w trzech wieczornych pasmach prime time, to w zależności od widowni i zaangażowania sponsorów od kilkuset tysięcy do 1,5 mln zł. Trudno jednak rozstrzygnąć, czy to więcej, niż pochłania organizacja festiwalu, a zatem – czy to inwestycja i koszt, czy szansa na pozytywny bilans - przyznaje Joanna Nowakowska z agencji mediowej MEC. Dodaje, że festiwal w Opolu to nie jest tylko kilkudniowe wydarzenie dla TVP, ale ważny rozrywkowy projekt obudowany szeroką promocją. Telewizja ogrywa go w zasadzie przez cały rok, prezentując w TVP 1 "O!Polskie przeboje". Widać więc, że to ważny element strategii programowej i marketingowej nadawcy. Trudno byłoby odwołania festiwalu nie zaliczyć w poczet strat TVP - komentuje.

W mediach pojawiły się informacje, że organizację imprezy miałby przejąć Polsat. Nic mi o tym nie wiadomo. My mamy swój festiwal - zaprzecza w rozmowie z DGP Nina Terentiew, dyrektor programowa Polsatu. Telewizja Zygmunta Solorza-Żaka od lat organizuje imprezę w Sopocie. Tegoroczna jej edycja odbędzie się w najbliższy weekend. Na scenie w Operze Leśnej pojawią się Muniek Staszczyk, Agnieszka Chylińska, Ania Dąbrowska, Dżem, Sylwia Grzeszczak, Kortez, Piersi oraz Michał Szpak i Zenek Martyniuk.