Władze Opola wypowiedziały TVP umowę na organizację 54. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej. Oficjalny powód: telewizja nie wywiązała się ze swoich obietnic. - tłumaczy w rozmowie z DGP Katarzyna Oborska-Marciniak, rzeczniczka prezydenta Opola Arkadiusza Wiśniewskiego. W poniedziałek do tamtejszego amfiteatru nie wpuszczono ekipy technicznej TVP. Wiśniewski mówi, że decyzję podjęto z obawy o nadszarpnięcie marki "KFPP w Opolu".
Wypowiedzenie umowy nie zamykało drogi do dalszych rozmów i zorganizowania festiwalu w innym terminie. - zastrzega rzeczniczka.
- mówił jeszcze późnym popołudniem Maciej Stanecki, wiceprezes TVP.
Wieczorem Jacek Kurski zdecydował jednak, że dalszych negocjacji nie będzie, a impreza odbędzie się w podobny terminie, tyle że w innym mieście. Winę za całe zamieszanie zrzucał na prezydenta Opola - - dodał. Dziś telewizja ma rozmawiać z włodarzami miast, które typowane są na zastępstwo.
Po tym, jak z udziału w tegorocznym festiwalu zrezygnowały największe gwiazdy, na Woronicza od kilku dni trwały gorączkowe narady. Lista wykonawców, którzy się zbuntowali i na festiwalu współorganizowanym przez telewizję kierowaną przez Jacka Kurskiego wystąpić nie zamierzają, wydłużyła się w weekend do kilkunastu osób. Zrezygnowali m.in. Maryla Rodowicz i Andrzej Piaseczny (oboje mieli na scenie amfiteatru obchodzić swoje jubileusze i dać oddzielne koncerty z występami gości).
Bojkot ma podłoże polityczne. Pierwsza sygnał dała Kayah. Artystka miała, jak pisała "Gazeta Wyborcza", znaleźć się na czarnej liście artystów, których TVP nie chce wpuścić na scenę, bo otwarcie opowiadała się po stronie opozycji. Kayah występowała na manifestacjach Komitetu Obrony Demokracji, wsparła też czarny protest kobiet.
TVP wczoraj zaprzeczyła doniesieniom o czarnej liście. Menedżerowie stacji wymieniają kolejne nazwiska piosenkarzy dogadywanych na zastępstwo. Rozmowy trwały do późnego wieczora w poniedziałek. - mówi Stanecki.
Tegoroczna umowa TVP z miastem została podpisana na ostatnią chwilę, pod koniec kwietnia. I opiewa tylko na rok, bo już wtedy pojawiły się wątpliwości. Powodem sporu miała być część festiwalu, na której występują kabarety. Kurski przyznał, że miastu nie podobał się pomysł na zorganizowanie benefisu Jana Pietrzaka. Oliwy do ognia dolał też fakt, że TVP chciała przejąć od miasta dystrybucję biletów na ten koncert. Nieoficjalnie komentowano, że w ten sposób chce zagwarantować tego dnia przychylną publiczność. W zeszłym roku Opole dołożyło do budżetu festiwalu 1,7 mln zł, w tym chciało dać 800 tys.
Z artystami telewizja nie miała - jak się dowiedzieliśmy - podpisanych żadnych umów. Tak więc mogli rezygnować z występów bez obaw, że przyjdzie im za to zapłacić.- mówi Stanecki
- mówi Juliusz Braun, były prezes TVP, a obecnie członek Rady Mediów Narodowych. Dla telewizji obecne zamieszanie oznacza nie tylko stratę wizerunkową, ale też wymierne koszty. Skandal może się też okazać gwoździem do trumny Jacka Kurskiego, prezesa TVP. W PiS ma on wielu przeciwników, którzy uważają, że należałoby odwołać go ze stanowiska. - przyznaje Braun.
- przyznaje Joanna Nowakowska z agencji mediowej MEC. Dodaje, że festiwal w Opolu to nie jest tylko kilkudniowe wydarzenie dla TVP, ale ważny rozrywkowy projekt obudowany szeroką promocją. - komentuje.
W mediach pojawiły się informacje, że organizację imprezy miałby przejąć Polsat. - zaprzecza w rozmowie z DGP Nina Terentiew, dyrektor programowa Polsatu. Telewizja Zygmunta Solorza-Żaka od lat organizuje imprezę w Sopocie. Tegoroczna jej edycja odbędzie się w najbliższy weekend. Na scenie w Operze Leśnej pojawią się Muniek Staszczyk, Agnieszka Chylińska, Ania Dąbrowska, Dżem, Sylwia Grzeszczak, Kortez, Piersi oraz Michał Szpak i Zenek Martyniuk.