Ewolucja nigdy nie przepadała za gigantycznymi drapieżnikami lądowymi. Nawet największe mięsożerne dinozaury, czyli tyranozaury osiągały wagę siedem i pół tony, podczas gdy ich
roślinożerni krewni ważyli kilkadziesiąt, a nawet 100 ton. Dziś jest podobnie. Największe współczesne ssaki drapieżne, niedźwiedzie polarne ważą około pół tony, czyli znacznie mniej
niż roślinożerne hipopotamy czy słonie. Czyżby natura celowo stawiała drapieżnikom jakieś ograniczenia co do rozmiarów? Pytanie to zadał sobie Chris Carbone z ZSoL, biolog specjalizujący
się w fizjologii tych zwierząt.
Carbone przeanalizował kilkadziesiąt prac naukowych, traktujących o metabolizmie i trybie życia wybranych gatunków drapieżnych ssaków, m.in.: kuny wodnej (Martes pennanti), kojota (Canis
latrans), rysia iberyjskiego (Lynx pardinus), a także lwa (Panthera leo) czy niedźwiedzia polarnego (Ursus maritimus).
"W badaniach uwzględniliśmy również cztery wymarłe gatunki, które osiągały niespotykane dzisiaj wymiary. Dwa koty, ważące co najmniej po pół tony (Panthera atrox i Panthera
populator), blisko 900-kilogramowego kreodonta (Megistotherium osteothlastes) oraz ważącego tonę niedźwiedzia krótkopyskiego (Arctodus pristinus)" - dodaje Carborne. Badacza
interesowały dane dotyczące masy ciała zwierząt, stopnia ich aktywności oraz tego, na jakie ofiary polują.
"Na tej podstawie podzieliliśmy drapieżne ssaki na dwie grupy. W pierwszej znajdują się zwierzęta o wadze ok. 15 - 20 kg, polujące na ofiary mniejsze od siebie: mniejsze ssaki i
bezkręgowce, które stosunkowo łatwo złapać" - wyjaśnia Carbone. Do grupy drugiej trafili wszyscy więksi drapieżcy, bo ich strategia myśliwska jest zupełni inna. Większość poluje
na ofiary rozmiarami równe sobie, a nawet znacznie większe. "Ta strategia wymaga większych jednorazowych nakładów energii, bo wiąże się z pościgami lub długim tropieniem
ofiary" - tłumaczy zoolog na łamach pisma "Public Library of Sciences - Biology".