Wycinamy lasy tropikalne, zatruwamy atmosferę dwutlenkiem węgla i niemiłosiernie śmiecimy. Nic dziwnego, że nasza planeta oszalała. Zniknęła zima, wiele żyznych krajów zamienia się w stepy, topią się lodowce i non stop pojawiają się groźne cyklony.
A tego wszystkiego nie da się już odwrócić. Wymrze wiele gatunków zwierząt, bo gdy stopią się lody na biegunach, to pingwiny i polarne niedźwiedzie czeka zagłada. Będziemy mogli je najwyżej oglądać w zoo. Ale to najmniejszy z naszych problemów.
Do końca wieku poziom wód w morzach i oceanach wzrośnie nawet do półtora metra. To oznacza zalanie najniżej położonych terenów. Mogą zniknąć pod wodą nasze Żuławy Wiślane czy Holandia. Oceany pochłoną też wyspy Pacyfiku. Wiele milionów ludzi będzie musiało migrować. Część ekspertów boi się, że zaczną się wówczas wojny o jeszcze niezalane tereny.
Naukowcy boją się, że może być jeszcze gorzej. Bo jeśli światowi przywódcy uznają, że globalnego ocieplenia nie da się powstrzymać, to nie będą już w ogóle przejmować się ekologią. I nie wprowadzą ścisłych ograniczeń emisji gazów cieplarnianych. A uczeni mówią, że nawet jeśli nie da się powstrzymać tego procesu, to trzeba go przynajmniej spowolnić, tak by ludzkość istniała na Ziemi jeszcze przez kilkanaście pokoleń.