Jeszcze niedawno były w fazie testów, a od dziś są już do kupienia. Na razie w Japonii, ale pewnie niedługo trafią też do Europy. Baterie na płyn, w tym na... mocz, pokazywane było ostatnio na berlińskich targach IFA.
Wyglądem niczym nie różnią się od zwykłych "paluszków", ale żeby prawidłowo działały, trzeba wlać do nich płyn. I to nie jakiś specjalny, ale całkowicie dowolny. Bateria będzie działać, jeśli pipetką wlejemy do niej wodę, sok czy cokolwiek innego.
Ogniwo będzie także działać, jeśli zasilimy je... kropelką moczu! Reakcja chemiczna zapewni zasilanie muzycznego odtwarzacza czy aparatu fotograficznego.
Bateryjka nie szkodzi środowisku, ale ma niestety jeden mankament. Dość szybko się zużywa. Po kilkakrotnym wlaniu do niej płynu staje się bezużyteczna. Baterie kosztują w Japonii około sześciu dolarów i według producentów mają być używane w naprawdę awaryjnych sytuacjach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|