Morskie życie kwitnie na dnie oceanów dzięki źródłom hydrotermalnym. Powstają one przede wszytkim tam, gdzie rozchodzą się płyty tektoniczne tworzące górną część skalnej powłoki naszej planety. W tych miejscach można natrafić na ujścia podwodnych wulkanów, z których wydostaje się lawa o temperaturze 1400 st. C. Mimo że na tej głębokości woda ma zazwyczaj zaledwie dwa stopnie powyżej zera, dzięki wypływowi płynnej skały ogrzewa się aż do 300 – 400 stopni Celsjusza.
W zetknięciu z zimnym oceanem z gorącej wody wytrącają się różne minerały, tworząc pióropusz ciemnej zawiesiny. Wygląda to tak, jakby ktoś rozpalił opalany węglem piec, z komina którego buchają kłęby ciemnego dymu. Stąd też wzięła się angielska nazwa ujść źródeł hydrotermalnych: black smokers (czarne zadymiacze). Niektóre emitują kłęby wysokości 60 m - psize DZIENNIK.

W tak ekstremalnych warunkach, wysokiej temperaturze i absolutnych ciemnościach swą niszę ekologiczną znalazło wiele gatunków organizmów. Najmniejsze z nich, niedostrzegalne gołym okiem bakterie i archeony żyją tam zapewne od setek milionów lat.

Do niedawna wydawało się, że stworzenia żyjące na dnie oceanu są odizolowane od reszty świata. Żyjące wokół kominów bakterie są zdolne do wykorzystywania związków nieorganicznych, np. siarki czy związków żelaza w procesie chemosyntezy, w efekcie czego powstają substancje odżywcze konieczne do życia.

"Sądziliśmy, że dzięki temu chemicznemu źródłu energii, przydenne ekosystemy są zupełnie niezależne od ekosystemów powierzchniowych" - wyjaśnia dr Jon Copley, biolog morski. Założenia uczonych okazały się błędne. Potwierdziły to badania terenowe z wykorzystaniem zdalnie sterowanych batyskafów, wyposażonych w kamery oraz wysięgniki do pobierania próbek. Brytyjczycy przyjrzeli się bliżej specyficznej odmianie ujść źródeł hydrotermalnych, zwanych zimnymi wyciekami. W odróżnieniu od typowych kominów wydostaje się z nich wysoce zmineralizowana woda w temperaturze nieodbiegającej od temperatury oceanu - pisze DZIENNIK.

"Ustaliliśmy, że w ich pobliżu żyją istoty odżywiające się pokarmem powstającym tuż przy powierzchni wody. W strefie, gdzie docierają promienie słoneczne" - mówi dr Copley.

Na trop tego odkrycia naprowadziły uczonych badania cyklu rozrodczego krewetek. Okazało się bowiem, że rzekomo niezależne od wpływów świata zewnętrznego głębinowe stworzenia rozmnażają się w ściśle określonych porach roku. "Samice składają jajeczka na jesieni, a potem przez całą zimę noszą je na tylnych odnóżach, aż do wiosny, gdy z jajeczek wykluwają się młode" - opowiada dr Copley.

Obserwacje młodych krewetek wyjaśniły cykliczność procesów rozrodczych tych skorupiaków. Niedługo po wykluciu larwy opuszczają swój dotychczasowy „dom” i migrują w kierunku sąsiednich źródeł hydrotermalnych, gdzie przepoczwarzają się w dorosłe osobniki. "Podczas tej wędrówki nie mogą już polegać na normalnym źródle pożywienia i muszą zdać się na pokarm opadający z wyższych partii oceanu, którego ilość podlega sezonowym wahaniom" - wyjaśnia dr Copley. Okres lęgowy krewetek jest idealnie zgrany z odżywczym deszczem. Czas dojrzewania młodych przypada na moment, gdy w głębiny spada najwięcej smakowitych drobin. "Podobną strategię przyjmują też inne zwierzęta, m.in. skorupiaki oraz małże żyjące przy kominach, z których wydostaje się gorąca woda" - dodaje dr Copley.

Jakiekolwiek zmiany w przypowierzchniowych ekosystemach i zachwianie tamtejszej równowagi ekologicznej powodują, że na dno oceanu dostaje się mniej pokarmu. Tymczasem, jak dowodzą najnowsze badania, globalne ocieplenie ma związek ze stopniowym ocieplaniem się wód morskich. "To, ile pokarmu powstanie na górze, zależy w dużej mierze od temperatury oceanu. Jeśli wzrośnie, może to mieć katastrofalne skutki dla wszystkich morskich ekosystemów" - alarmuje dr Copley.