Już w środę podczas startu rakiety Starliner na orbitę doszło do małego wycieku helu. Inżynierowie Boeinga i NASA byli pewni, że poradzą sobie z problemem dotyczącym układu napędowego i że dalsze wycieki są mało prawdopodobne. Jednak zaledwie kilka godzin po locie pojawiły się dwa kolejne.
Awaria 4 z 28 silników kapsuły
Następnie cztery z 28 silników kapsuły uległy awarii. Astronauci Barry Butch Wilmore i Suni Williams zdołali ponownie uruchomić dwa z nich, ale nie zapewnia to wystarczającego marginesu bezpieczeństwa podczas dokowania do ISS.
Centrum kontroli misji nakazało parze zbliżyć się na odległość nie większą niż 200 m do stacji kosmicznej i opóźniło planowane przybycie. Nie wiadomo, czy problemy ze sterami strumieniowymi mają związek z wcześniejszymi wyciekami.
"Nie ruszać się z miejsca"
"Nadal analizuję wszystkie dane" - przekazała przez radio kontrola misji. "Nie ruszać się z miejsca" - podkreślono. Kilka minut później kontrolerzy stwierdzili, że przy następnym odlocie na drugi krąg astronauci przystąpią do dokowania.
Wcześniej w czwartek, zanim silniki odrzutowe uległy awarii, rzecznik Boeinga Jim May powiedział, że wycieki nie stwarzają żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa astronautów ani misji.
Dziennikarz. W mediach od ćwierć wieku, pamiętający czasy, gdy papierowe gazety były jeszcze czarno-białe. Dziś zachwycony możliwościami, które daje internet. Uważa, że media powinny być jednocześnie i wolne, i szybkie. Oprócz polityki interesują go tematy społeczne i naukowe. Miłośnik gry słów i półsłówek - także w tytułach. W dzienniku.pl od kwietnia 2020 roku. Prywatnie dumny właściciel niebieskiego busika i przyjaciel psa Kluska.