"Europejską Deklaracją Niepodległości" nazywa wystąpienie Merza na otwarcie Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa tygodnik "Die Zeit".

Niemiecka prasa: Kanclerz nakreślił plan przeżycia

Kanclerz nakreślił w swoim "zasługującym na uwagę przemówieniu" plan przeżycia w świecie wielkich mocarstw, postulując „mniej moralności, chłodne spojrzenie na USA i własną agendę" – pisze autor komentarza Fabian Reinhold.

Reklama

"Pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi powstała przepaść, głęboki rów" – cytuje Merza "Die Zeit". "Ameryka prowadzi politykę mocarstwową", "wojna kulturowa ruchu MAGA nie jest naszą" (wojną) – przytacza redakcja kolejne myśli kanclerza i zaznacza, że Merz "nie oburza się, nie żali, nie błaga", lecz "trzeźwo analizuje dramatyczną sytuację na świecie i wyciąga z niej wnioski dla swojej polityki".

Niemiecka prasa: Merz rości sobie prawo do przywództwa w Europie

Merz zaprezentował zgromadzonym w Monachium szefom państw i rządów "moment emancypacji, deklarację daleko idącej niepodległości". Jego agenda "tryska pewnością siebie". Merz rości sobie prawo do "przywództwa Niemiec w Europie".

Jego program polega na wzmocnieniu Europy, na nie spisywaniu NATO na straty i szukaniu nowych partnerów w świecie. Merz krytykuje w niemieckiej polityce "zbyt wiele moralności, a zbyt mało strategii". Szuka nowych partnerów, którzy nie muszą być "kryształowymi demokratami". Pierwszą partnerką jest Giorgia Meloni – postfaszystka, ale w niemieckim rządzie nikogo to już nie obchodzi. W Monachium Merz nakreślił kontury nowej niemieckiej "Realpolitik". Kanclerz musi udowodnić, że potrafi wypełnić swoje ambicje przywódcze życiem.

Reklama

Niemiecka prasa: Merz chciał być zrozumiany w Białym Domu

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" zwraca uwagę, że jeden z najważniejszych fragmentów swojego przemówienia Merz wygłosił po angielsku, żeby zrozumieli go nie tylko Amerykanie w Monachium, ale także słuchacze w Białym Domu. Był to fragment, w którym kanclerz mówił, że Stany Zjednoczone też są skazane na sojuszników, a NATO służy nie tylko Europejczykom. Stratedzy w Pentagonie – mówił Merz – są tego świadomi. W ten sposób zwrócił uwagę na niezdolność, a także brak woli prezydenta USA do uznania strategicznej korzyści z sojuszu z Europą.

Niemiecka prasa: Jak ofertę kanclerza przyjmą nacjonaliści w Polsce?

Wystąpienie kanclerza poświęcone było nie tylko nowej koncepcji ułożenia relacji z Ameryką. Warunkiem partnerstwa jest awans Europy na samodzielną siłę w światowej polityce. Pomimo presji ze strony Rosji, Chin i teraz także USA, Europejczycy ciągle jeszcze pozwalają sobie na zbyt wiele sporów i narodowych egoizmów. Duet w centrum UE – Niemcy i Francja zbyt często podążają w różnych kierunkach, chociaż Merz i Macron dobrze się rozumieją. "Można sobie wyobrazić, jak przyjęta zostanie oferta kanclerza przez nacjonalistów w Polsce" – pisze Berthold Kohler. "A Węgry już wcześniej weszły w układ z innym przywódcą" – dodał komentator.

"Silna Europa może być tylko Europą chętnych. Kanclerz liczy na to, że wystarczająco dużo Europejczyków wreszcie zrozumie, co jest stawką, i że odpowiednio się zachowają. Jak trudno to przychodzi narodom, partiom i politykom, można obserwować w Niemczech" – podsumował Kohler.

Kanclerz Merz wezwał Niemcy do przejęcia władzy w polityce zagranicznej – czytamy w "Tagesspieglu". Bez upiększeń przedstawił napiętą sytuację geopolityczną, trafnie opisał nadciągającą epokę wielkich mocarstw i upadek międzynarodowego porządku.

Polityka Trumpa została przedstawiona jako polityka mocarstwowa, często nieobliczalna. Kanclerz chce nowego, naturalnego podejścia swojego kraju do władzy w świecie. Domaga się cezury zwracając uwagę, że nie tylko za dużo władzy, ale i zbyt mało władzy zagraża wolności.

Piętą achillesową planu Merza jest zdaniem "Tagesspiegla" połowiczna reforma służby wojskowej. Jeżeli Merz domaga się, żeby Europa stała się czynnikiem w polityce światowej, to musi z całych sił walczyć o przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej w Niemczech – pisze w konkluzji "Tagesspiegel".

Niemiecka prasa: Merz "Anty-Trumpem"

Merz nie zamierza dłużej tolerować wszystkiego, co robi Ameryka – pisze "Der Spiegel". Kanclerz najwidoczniej nie wierzy już, że Europa będzie w stanie za pomocą wdzięku i uległości utrzymać USA Trumpa po swojej stronie. Merz otwarcie ogłosił zerwanie w relacjach transatlantyckich – "Pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi powstała przepaść".

Czy niemiecki rząd zrywa z rządem USA? – pyta komentator. "Nie. Ale sformułowania w przemówieniu Merza są zerwaniem ze sposobem, w jaki Berlin dotychczas podchodził do Waszyngtonu" – tłumaczy. Merz ogłasza "nowe transatlantyckie partnerstwo" opierające się na wspólnych interesach, a nie na wartościach, bardziej pragmatyczne.

Kanclerz, odwołując się do Immanuela Kanta, domaga się, żeby Europa wyszła z zawinionej przez siebie niedojrzałości i zapowiada nową politykę wobec USA. "Autokracje mają popleczników, demokracje mają partnerów i sojuszników" – cytuje Merza "Der Spiegel".

"Handelsblatt" nazywa Merza "Anty-Trumpem". „Kanclerz rozpoczął emancypację od USA. Zakończy się ona powodzeniem tylko wtedy, jeśli gospodarcza siła Europy przekształci się w siłę militarną i polityczną jedność” – pisze największy niemiecki dziennik kół gospodarczych.

Podkreśla, że Merz stawił czoło wojnie kulturowej, którą rok temu w Monachium rozpoczął wiceprezydent J.D. Vance. Jeśli na partnerze zza Atlantyku nie można polegać, Niemcy i Europa muszą się nauczyć działać na własną rękę w świecie zdominowanym przez politykę siły.