Dziennik Gazeta Prawana logo

Co lubią słonie?

18 grudnia 2008, 00:28
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kubuś z Prosiaczkiem najpierw długo deliberowali, czy Słonie wolą miód czy żołędzie, ale w końcu zastawili sprytną pułapkę na Słonie. Jak to zwykle nie tylko w bajkach bywa, sami w nią wpadli. O rolę Kubusia i Prosiaczka w naszym życiu politycznym biją się wszyscy. Ostatnio poczciwą parą okazali się Donald Tusk i Platforma Obywatelska - pisze w DZIENNIKU Robert Mazurek.

Trudno bowiem zaprzeczyć, że już ponad rok temu zastawili oni pułapkę na Lecha Kaczyńskiego. Wiedząc, że tylko on stoi na przeszkodzie do zdobycia pełni władzy, postanowili skoncentrować się na walce z nim. Kalkulacja wydawała się słuszna i każdy (PiS też) na ich miejscu postąpiłby podobnie: niepopularny w społeczeństwie, kojarzony z nielubianymi, których właśnie przegnaliśmy, przeciwnik, to przez niego nie ma drugiej Irlandii, autostrad, mleka i miodu. Łatwy cel. A w dodatku właściwie bezbronny.

Od pierwszych dni po wyborach trwał więc szturm. Armia została podzielona: do najbrudniejszej roboty wybrano Niesiołowskiego oraz człowieka, którego nazwisko w tych felietonach więcej nie padnie, rzadziej w trudnej sztuce obrzucania łajnem sekundują im ministrowie Nowak i Sikorski, z doskoku pomaga Arabski. Reszta prowadzi walkę pozycyjną. Trzeba przyznać, że ciosy były celne. Zabolało, a bezbronny Kaczyński użył żądła - weta.

O wetowanie wszystkiego co popadnie, oskarżano go skądinąd i wtedy, gdy nie miał jeszcze w tej dziedzinie żadnych specjalnych osiągów. Teraz przynajmniej zarzuty są uzasadnione. Tyle tylko, że po raz pierwszy para Kubuś - Prosiaczek może zastawiania pułapki pożałować, bo Słoń co prawda w nią wpadł, ale przy okazji dwójkę spryciarzy przygniótł. Jeśli bowiem zakładać, że nie wszystko jest piarem i grą, jeśli wierzyć, że są sprawy, które trzeba załatwić i gabinet Tuska naprawdę chciał ustawę o pomostówkach przeforsować, to prezydenckie weto rządowi mocno zaszkodziło. Być może więc Lech Kaczyński powinien wznieść się ponad partyjne podziały i ustawę podpisać, tyle tylko, że wtedy ostatecznie pogrzebałby skądinąd mizerne szanse na reelekcję.

To Platforma bowiem uczyniła z bitwy o prezydenturę główną oś konfliktu politycznego w Polsce. Każda decyzja Kaczyńskiego będzie przeciwko niemu wykorzystana i PO nie pozwala mu o tym zapomnieć ani przez moment. W tym klimacie nie ma mowy o wspólnym podejmowaniu trudnych decyzji, abstrahując od tego, czy prezydent by się do tego palił. Ale cóż, skoro nawet sierpniowy konflikt w Gruzji został wykorzystany do wojny z Kaczyńskim, to czemuż z pomostówkami miałoby być inaczej?

Napisałem, że prezydent użył żądła. To prawda. Powinien więc zdać sobie sprawę, że żądła użyć można tylko raz. Później się zwykle zdycha.

A przy okazji okazało się, że Słonie nie lubią ani miodu, ani żołędzi, tylko pomostówki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj