Polski rząd nie chce już rozmawiać z bankiem Goldman Sachs. To ma być represja za spekulacyjne działania tego banku, który grał na zniżkę złotego.
Marcinkiewicz z pewnością nie jest winien temu, że Goldman Sachs spekulował złotówką. Najprawdopodobniej nie wiedział w ogóle, że takie działania były podejmowane. Nikt pewnie go nawet o tym nie informował. Bo i po co? W rzeczywistości zajmował tam niezbyt ważne stanowisko. Bank zatrudnił go do czegoś innego - jako perspektywiczny polityk dostał pensję po to, by w przyszłości, gdy wróci na polską scenę, zadbał o przyjazną atmosferę dla swojego byłego pracodawcy.
Dziś Grad chce karać bank za spekulacje. Słusznie czy nie, to dla Marcinkiewicza nie ma znaczenia. Na dodatek Marcinkiewicz nie jest już perspektywicznym politykiem. O to akurat sam zadbał, ostentacyjnie obnosząc się ze swoim romansem.
>>> Marcinkiewicz i złamane sumienie
Można więc twierdzić, że jest już tylko kwestią czasu, gdy Goldman Sachs podziękuje byłemu premierowi za pracę. Wtedy okaże się, ile warta jest firma Doradztwo Gospodarcze - Kazimierz Marcinkiewicz. Obawiam się, że nie będzie ona zbyt rozwojowa.