Dopóki strona rządowa nie zdecyduje się na oficjalne upublicznienie całego zapisu rozmowy Donalda Tuska z Andersem Foghem Rasmussenem, zawsze można podejrzewać, że został udostępniony tylko ten fragment, który stawia polskiego premiera w lepszym świetle i nie może mu zaszkodzić. Obawiam się, że strona rządowa prowadzi grę obliczoną na ugotowanie prezydenta.

Reklama

Zapis rozmowy ma dziś mniejsze znaczenie, bo tak na prawdę próbowano prezydenta zniszczyć wizerunkowo. Jakkolwiek by postąpił, zostałby rozszarpany przez ludzi od PR w Platformie. Dziś jest rozszarpywany w bardzo przewidywalny sposób przez niektórych komentatorów: że oddał sprawę, niczego nie ugrał i zakłócił subtelną i zbilansowaną grę MSZ prowadzoną od wielu miesięcy. Tymczasem wiadomo, że resort spraw zagranicznych od dłuższego czasu żadnej takiej gry nie prowadził. Przeciwnie, ma na swoim koncie sporo zaniechań.

Gdyby z kolei prezydent postąpił tak, jak podyktowano mu w rządowej notatce, również zostałby skrytykowany. Oskarżono by go, że nie idzie z głównym nurtem polityki europejskiej, że przynosi nam wstyd i kompromituje się przed głównymi światowymi graczami.

Zupełnie niesłusznie notatka stała się centralnym elementem rozgrywki między prezydentem i premierem. Jej treść nie rozstrzyga o niczym. Notatką będzie się grało tak długo, jak będzie to potrzebne kancelarii premiera. W momencie gdy prezydent odzyska inicjatywę, zaraz zostanie spreparowany inny sztuczny problem, którego jedynym celem będzie zdyskredytowanie głowy państwa.