Dziwi mnie rozrzutność Kancelarii Prezydenta, której dowodem są faktury ujawnione przez Radio Zet. Nie ma w nich nic dziwnego poza dużą liczbą małych buteleczek alkoholu zwanych małpeczkami. A od wczoraj - jak proponuje prezydent Lech Wałęsa - "kaczuszkami". Moje skrzętne obliczenia pokazują, że np. za koniak Martel 0,3 litra, którego Kancelaria nabyła aż 96 sztuk, zapłacono prawie 900 zł. Podczas gdy butelka kosztuje 100 zł.
Za taką samą ilość tego trunku w zwyczajnych butelkach zapłaconoby o wiele mniej. Kancelaria Prezydenta twierdzi, że był to element cateringu przeznaczonego do samolotu.

>>> Nelli Rokita: Ja tam lubię panów po wódeczce


W każdym razie taka wersja już się utarła. Tymczasem każda domowa gospodyni wie, że nawet do pieczenia ciasta wygodniej i na dłuższą metę taniej jest zaopatrzyć się w większą butelkę. Do samolotu też nie zaszkodziłoby kupić właśnie taką i po prostu ją powoli rozlewać.
Ktoś w końcu powinien się w kancelarii zastanowić, po co wydawać pieniądze np. na takie głupstwa. Tym bardziej że nie mówimy tylko o tych fakturach - te są najświeższe. A jest ich znacznie więcej. Zachodzę w głowę, kto rozsądny kupuje - nawet do samolotu - żubrówkę 0,35 litra w liczbie 15 sztuk, dodatkowo w plastikowym etui, wydając na ten cel za 668 zł. W całej sprawie chodzi o typową niegospodarność, co jest już stałym elementem naszej polityki. Najzabawniejsze tłumaczenia płyną z samego PiS. Adam Bielan twierdzi na przykład, że takie buteleczki są prezentem dla dyplomatow.

gt;gt;gt; Karnowski: Polska polityka jest pijana

Zupełnie czym innym jest natomiast alkoholowy show Janusza Palikota. Od dawna interesował się, czy pan prezydent ma kłopoty z alkoholem i ze zdrowiem. Kancelaria miała nawet przedstawić badania Lecha Kaczyńskiego, co też publicznie obiecywał Michał Kamiński. Jadnakże z obietnicy się wycofano. A dla Polski najważniejszą kwestią jest to, czy pan prezydent dobrze wykonuje swoje zadania. Być może poseł Palikot widział prezydenta pod wpływem alkoholu - ja nie widziałam. Tymczasem sprawą zajmie się prokuratura, która zbada, czy Palikot miał prawo pytać o zdrowie prezydenta i rzekomy alkoholizm. Być może skończy się na wlepieniu posłowi mandatu przez straż miejską za niedzielne rozpijanie przechodniów w Lublinie.
Jedno jest pewne - nie dzieje się dobrze. Z jednej strony mówi się, że wróble ćwierkały o Radosławie Sikorskim, że był agentem. Z drugiej przedstawiciele Kancelarii Prezydenta przepraszają premiera, że prezydent był niedysponowany. Później słyszymy, że prezydent mówił o niedyspozycji Radosława Sikorskiego. A teraz faktury. Źle to wszystko wygląda. Na razie sprawiamy wrażenie kraju, który permanentnie żyje na bani. A Janusz Palikot mimo starań raczej nie dostanie nagrody Superświra Roku, bo jednak większe sznase ma Jola Rutowicz.
_____________________
PRZECZYTAJ TAKŻE:
gt;gt;gt; Kondrat: U mnie prezydent nie kupiłby małych buteleczek
gt;gt;gt; Panasewicz: Ja też nie pijam z plastiku
gt;gt;gt; Skiba: Nikt nie lata rzęchami na trzeźwo














Reklama